Nic nowego pod Słońcem.
Nadal najlepiej jest tym, którzy się nigdy nie urodzili, jak powiada Kohelet i niech zgadnie, kto, co mógł mieć na myśli on, którego słowa (inne) tak często służą za drogowskaz moralny.
Może, to tak jest, iż płód poroniony jest najlepszy?
Wszak, to, Paweł z Tarsu, siebie za takowy przedstawiał i miał ten fakt za chlubę wobec Boga, nieskromnie dając do zrozumienia, że on właśnie (ten poroniony płód) najprawdziwszą prawdę głosi o Tym, którego nigdy nie widział.
Już wówczas okazało się, że najlepsze świadectwo dają ci, którzy nie widzieli, ale wiedzą bez wiedzy, z ducha tylko. Także, że najlepszym przewodnikiem prześladowanych jest ten, który ich prześladował.
Potrzebna jest tylko iluminacja.
Niech zgadnie kto, kogo iluminowało, a kto oślepł?
Powiada Paweł ów, że najważniejsza jest miłość, bo bez miłości, to nie ma życia. I to nie tego zwykłego od poczęcia (a wtedy mówili od kołyski - a czemu?) do naturalnej śmierci od choroby (bo nikt na zdrowie nie umiera), ale od tego prawdziwego - wiecznego, które jest celem ostatecznym.
Bardziej ostatecznym, niźli ostateczny sąd, który jeno sienią przechodnią jest, ogniem oświetloną.
Tenże Paweł, ( który tylko połową imienia był tego, co choć po nim, to wielkim był, jest i będzie, na wieki wieków, bez amen, bo jego wielkość nigdy nie przeminie i trwać będzie jako opoka niewzruszona, niczym poglądy, które głosił, gdy głosił) nosił w sobie zadrę bolesną, o której mówił, ale niejasno, jakby świecił spod korca, a łącząc upodobania do towarzystwa młodych pomocników, czyż nie o tym mówił, o czym ja nie śmiem, a do zrozumienia daję?
Kto ma oczy niech patrzy i co widzi, niech powtarza, lecz na ucho, by mu języka nie ucięli, bo może to nieprawdą jest, choć prawdą być może.
Prawd jest tyle, ilu głosicieli.
I żadna obronić się sama nie umie.


Komentarze
Pokaż komentarze (2)