W okresie instalowania władzy sowieckiej w Nowej Polsce Ludowej, czujna władza sowiecka wprowadzając Nowy Ład wprowadziła także nowe znaczenia starych słów.
Nazwy zmieniły swoje desygnaty.
I tak – demokracja – stała się demokracją ludową, Polska – Polską Ludową, wprowadzono przy okazji też bardziej zakamuflowane zmiany znaczeniowe– np. reakcja, czy też karzeł – odchodząc od starego znaczenia nowe wskazywało na członka Armii Krajowej.
Z przerażeniem odnotowuję, że we współczesnych czasach istnieje podobny trynd. W szczególności zauważalne jest to u tej najbardziej wykształconej, kryształowej części naszego społeczeństwa.
Nazwy z powrotem zmieniają swoje definicje. Najgorsze jednak jest to, że przedefiniowane zaczynają być słowa fundamentalne. Takim właśnie słowem, które chce omówić jest słowo- AUTORYTET.
Stan przed 2005r.
Autorytet wg socjologów i politologów się ma, lub też autorytetem się jest.- tertio non datur.
Co to oznaczało?
To rozróżnienie odzwierciedlało różne stopnie zespolenia umiejętności z wartościami osobowymi. Ktoś ma autorytet, wywalczył go, ale może go utracić. Ktoś jest autorytetem ze względu na swoiste cechy.
Autorytet w swym całym jestestwem nie rozciągał się nigdy na wszystkie dziedziny – z jednym wyjątkiem- autorytetu wychowawczego w szczególności chodzi tu o autorytet rodziców w stosunku do dzieci.
Wszystkie pozostałe odmiany autorytetu:
autorytet znawstwa czy umiejętności rozciągał się tylko na ten wycinek, którym sie zajmował.
Najważniejsze jednak było to, że to pełniona de iure i de facto funkcja społeczna decydowała o tym kto autorytetem jest a kto nie.
Ergo – profesor chemii organicznej – był autorytetem w dziedzinie chemii organicznej, natomiast ktoś inny, kto chciał autorytet zdobyć – musiał się wykazać.
Stan po 2005r.
Definiowanie autorytetu przeszło z dziedziny socjologii i politologii na rzecz dziennikarstwa.
Spowodowało to niemiłosierne przesunięcia desygnatów w tej dziedzinie. Wyrugowane zostało znaczenie autorytetu dawniej rozumiane jako – „mieć autorytet”.
Pozostała nazwa stara –„ być autorytetem” ale w nowej odmiennej definicji będącej zaprzeczeniem starej.
Primo:
Z pełnionej funkcji społecznej, która to nadawała ramy autorytetu w znaczeniu „mieć autorytet”, punkt odniesienia przeszedł w ręce dziennikarzy – to oni stali się w tej dziedzinie „jury” wybierającym autorytety niczym na wyborach miss.
Secundo:
Zniknął autorytet wychowawstwa, znawstwa i umiejętności, zastępuje go powoli go jeden ogólny - AUTORYTET OD WSZYSTKIEGO.
Muszę powiedzieć, że to niezwykłe wydarzenie dzieje się na naszych oczach.
Autorytetami w nowym "lepszym" znaczeniu mogą być osoby, które ani wykształceniem (np. przyszywana profesura i do tego znajomość innej dziedziny np. polonistyki), ani swoistymi predyspozycjami nie odpowiadają prawidłowemu autorytetowi znawstwa i umiejętności (rodziców jako autorytety wychowawcze na razie zostawiono w spokoju).
Dodatkiem do tego bigosu jest zakaz jakiejkolwiek krytyki autorytetu. Autorytet z racji bycia autorytetem nie moze byc krytykowany nigdy , nawet gdy wtrąca nos w nie swoje sprawy.
Nie znaczy to, że dziennikarze się nie starają. Dziennikarze chcąc wzmóc uznanie dla uzurpowanego przez siebie prawa do szafowania tym słowem biorą pod uwagę życiorys.
Sęk w tym, że życiorys to nie wszystko. Szanowne „jury” pomija setki innych potencjalnych autorytetów odpowiadających podobnemu życiorysowi, którzy ni jak autorytetami nie zostali okrzyknięci a powinni być w myśl tej zasady.
Niestety z przerażeniem muszę odnotować, że tryndu tego , nie da się odwrócić.
Hegemonia Moniki O. i Tomasza L. trwać zapewne będzie jeszcze długo. Raz zdobytej władzy się nie oddaje łatwo a pewien jegomość stwierdził, że nigdy – póki co miał rację.


Komentarze
Pokaż komentarze