0 obserwujących
328 notek
300k odsłon
  288   0

Rozmowa z Andrzejem Krauze

Z Andrzejem Krauze o cenzurze, politycznej poprawności, prostytuowaniu się dziennikarzy i o tym, jak boli satyra, rozmawia Błażej Torański.

Andrzej Krauze, rocznik 1947, rysownik, grafik, plakacista. Studiował malarstwo i projektowanie graficzne (pod kierunkiem Henryka Tomaszewskiego) na Akademii Sztuk Pięknych w Warszawie. Znany głównie z rysunków satyrycznych, od 2001 roku publikowanych w „Rzeczpospolitej”. Współpracuje też z „Uważam Rze” i portalem wPolityce.pl.

Od 1970 roku, współpracował ze „Szpilkami”, potem z warszawską „Kulturą”, „Tygodnikiem Solidarność”, z wydawnictwami podziemnymi. Ilustrował książki drukowane w drugim obiegu (m.in. „Folwark zwierzęcy” Orwella). Od 1979 roku mieszka w Wielkiej Brytanii. Współpracuje stale z brytyjskim „Guardianem”, ale publikował również w „The Times”, „Observerze”, „The Sunday Telegraph”.

Całe życie przy pomocy satyry politycznej walczy Pan o wolność słowa. Czy nie ma Pan przekonania, że teraz - paradoksalnie - bywa z tym w Polsce trudniej, aniżeli w PRL?

Taka panuje w Polsce opinia. Może to, co sie dzieje obecnie, przypomina PRL, ale oczywiście wolność słowa jeszcze istnieje. Ukazywanie się moich rysunków jest tego przykładem. Oczywiście nie wszędzie taka wolność istnieje. Rozumiem rozgoryczenie ludzi, którzy nie mogą napisać czy powiedzieć tego, co myślą, którzy stracili pracę za swoje przekonania. Stracili swoje programy radiowe, czy telewizyjne. To, co się dzieje obecnie zmierza w kierunku PRL-u, zmierza w kierunku Polskiej Zjednoczonej Platformy Obywatelskiej i jej rządów, a jeśli pomyśli się, ile osób wspierających obecnie Platformę, działających w niej i korzystających z jej ochrony korzystało również z tego samego za czasów PRL-u, to włos na głowie dęba staje.

Czy pada Pan ofiarą współczesnej cenzury? Czego ona tym razem dotyczy? Który z Pana rysunków nie został opublikowany?

Nigdy jakoś szczególnie nie cierpiałem z powodu cenzury, ale może tylko dlatego, że dzięki cenzurze gimnastykowałem swój mózg i budowałem swoją wolność artystyczną ponad układami politycznymi. Na pewno jakieś moje rysunki nie ukazują sią z powodu cenzury, choć myślę, że bardziej chodzi czasami o przekonania redaktora i to nie tylko polityczne. Czasami chodzi o polityczną poprawność, czasami o poczucie dobrego smaku. Tu przypominają mi się moje rysunki, w których używam orła z koroną - godła Polski. Bohaterowie w moich rysunkach potrafią zrobić z tym godłem najróżniejsze rzeczy, tak jak w rzeczywistości robią to z Polską. Kilkakrotnie rysunki takie były odrzucone przez redakcje jako obraźliwe dla godła.

Powiedział Pan w jednym z wywiadów, że jedna trzecia z rysunków, które opublikował Pan w „Rzeczpospolitej" 2-3 lata temu dzisiaj by się nie ukazała. Z jakich powodów? Po kupnie gazety przez Grzegorza Hajdarowicza?

„Czasy sie zmieniają...”, jak śpiewał bohater mojej młodości Bob Dylan. Czasy zmieniają się w gazetach i nie tylko z powodu zmiany właściciela... Poprawność polityczna tryumfuje, wygoda, a także inne spojrzenie na rzeczywistość niż moje. Młode kadry dochodzą do władzy – najbardziej te zmiany odczuwam w londyńskim „Guardianie”, w którym publikuję od 23 lat. Większość moich prac z lat 90. tam drukowanych nie zyskałaby aprobaty moich obecnych redaktorów. I nie chodzi tylko o poglądy polityczne – przede wszystkim chodzi o rodzaj estetyki, o ilość czerni używanej przeze mnie, o wizualną stronę moich prac. W tej chwili zwycięża nijakość, brak wykształcenia i tępota.

Żalił sie Pan publicznie - tak to odebrałem - że redaktorzy nie puszczają Panu rysunków, że dokonują selekcji. Myśli Pan, że z powodu autocenzury?

Żalić sie na pewno nie żaliłem. Nawet w okresie PRL-u nie narzekałem, że mi co drugi rysunek zatrzymywano albo, że na wszelki wypadek zatrzymywano publikowanie moich jakichkolwiek rysunków, bo wszystko co rysowałem z czymś niebezpiecznym się kojarzyło. Powody zatrzymywania rysunków obecnie są na pewno w każdym przypadku inne. Jakaś autocenzura z pewnością też istnieje.

Śledząc polskie media uważa Pan, że rysunek sprzed trzydziestu lat - facet obcina sobie nożyczkami język i komentuje „Będę mówił, chociaż niewyraźnie" - jest aktualny?

Oczywiście, to jest jeden z tych rysunków, który nigdy nie straci swojej aktualności. W Londynie też. Sprawa jest zresztą stara, jak świat.

A taki: jakby w szkolnych ławach siedzą panowie w garniturach przy maszynach do pisania. Rywalizują. Wywalone języki, zafrasowane miny, jakby chcieli prześcignąć myśli nauczyciela. I napis: „O tytuł zasłużonej kurtyzany dziennikarstwa". Nadal jest aktualny? Polscy dziennikarze zawodowo się prostytuują?

Myślę, że dzieje sie to na całym świecie. Rysunek powstał w okresie narodzin „Solidarności”, o której słowa nie wolno było pisać, a potem - jeśli pisać - to tylko w jeden, negatywny sposób. Chętnych do takiego pisania było wielu, więcej niż miejsca, gdzie mogliby swoje wypociny wydrukować. Rysunek czekał rok, żeby go można było wydrukować. Dzisiaj jest podobnie. Na szczęście istnieją też miejsca niezależne.

Na obrazku z Urzędu Stanu Cywilnego urzędnik udziela ślubu dwóm mężczyznom. Za nimi stoi facet z kozą i mówi: „Jeszcze tylko ci panowie wezmą ślub i zaraz potem my!". Prawdę należy wyrażać brutalnie, kategorycznie?

Satyra boli. Ja uprawiam satyrę polityczną i obyczajową, a nie rysunek humorystyczny, jakby wiele osób chciało. Nie mam na celu tylko zabawiania ludzi, staram się poruszać poważne sprawy. Czasem trzeba być brutalnym. Dla dobra sprawy.

Za ten satyryczny komentarz pozwano „Rzeczpospolitą" do sądu. Skąd Pana zdaniem takie oburzenie? Polacy są hipokrytami?

Chodzi o poprawność polityczną, która również zawitała do Polski, jak wszelkie rozwydrzenie i wolność seksualna. I wszystkie te rzeczy razem pomieszały się dużej grupie ludzi i ułożyły w coś, co nazywają bezmyślnie „demokracją”, nie rozumiejąc tego słowa.

Jak Pan myśli: kogo we współczesnej Polsce najbardziej Pan wkurza? Politycznych idiotów?

Myślę, że moje rysunki poruszają nie tylko „politycznych idiotów”. Wiem, że poruszają one i „wkurzają” również prawdziwych bohaterów tych rysunków. Świadczą o tym choćby wpisy pod moimi rysunkami na stronie internetowej „Rzeczpospolitej”.

Może Pan przytoczyć najbardziej groteskowy przykład reakcji polityka na Pana satyrę?

Pan premier odmawiający wywiadu „Rzeczpospolitej”, bo gazeta drukuje moje rysunki. Myślę, że przy okazji jest to najlepszy komplement dla moich prac.

W czasach PRL, kiedy rysował Pan dla warszawskiej „Kultury", próbował Pan oszukać cenzurę uciekając w język ezopowy i świat zwierząt. Czy nadal stosuje Pan tego typu zabiegi?

Niezależnie od „oszukiwania” cenzury staram sie tworzyć rysunki tak, żeby były uniwersalne i zrozumiałe nie tylko w dniu publikacji, ale i lata potem. I nie tylko w Polsce. Używanie atrybutów ezopowych czy zwierzęcych bardzo pomaga w dążeniu do uniwersalności.

 
Lubię to! Skomentuj1 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale