0 obserwujących
329 notek
297k odsłon
240 odsłon

Siła stereotypu - felieton Piotra Legutki

Wykop Skomentuj1

Dość popularna jest ostatnio opinia, że największym sojusznikiem ojca Tadeusza Rydzyka jest Jan Dworak. Nieprzyznanie Telewizji Trwam miejsca na multipleksie w sposób spektakularny wzmocniło pozycję toruńskiego redemptorysty i wszystkich mediów, które firmuje. Dziesiątki tysięcy biorących udział w marszach, miliony złożonych podpisów tłumaczy się nie tyle jako formę poparcia ojca dyrektora, co protest przeciw decyzji KRRiT. Zwłaszcza, że nie da się jej obronić w żaden sposób, a kolejne miesiące jedynie potwierdzają absurdalność logiki, która kazała przyznać koncesje awatarom TVN i Polsatu, a odmówić jej jedynemu społecznemu nadawcy w Polsce.

To powiedziawszy wielu publicystów (a za nimi zwykłych konsumentów medialnej strawy) otwarcie lub „na stronie” podkreśla swój dystans do przekazu Trwam TV, Radia Maryja czy „Naszego Dziennika”. Niektórzy wyrażają wręcz ubolewanie, że „muszą” stać w tym sporze po stronie Tadeusza Rydzyka, który wiadomo, co reprezentuje. No właśnie, co takiego?

W tym miejscu nastąpi zapewne standardowa wyliczanka: endek, antysemita, ekspozytura obskurantyzmu i katolicyzmu w swojej najbardziej ciemnogrodzkiej formule. Wyliczający zazwyczaj nigdy w życiu nie oglądał tej telewizji, nie słuchał radia, ani nie czytał dziennika. Ale swoje wie i tej wersji będzie się trzymał. Do argumentów „przeciw” dorzuca jeszcze (też zaocznie) amatorszczyznę dziennikarskiego warsztatu i obciachowość formuły „Rydzykowych mediów”.

Nie ma nic odkrywczego w stwierdzeniu, że to wszystko bzdury. A jednak siła stereotypu jest niezwykła. Chyba z dziesięć lat temu w „Gazecie Wyborczej” (!) ukazał się reportaż ze szkoły dziennikarskiej ojca Rydzyka. Tekst narobił sporo szumu, bo wyszło z niego, że uczelnia ma najlepszy w Polsce sprzęt, świetną kadrę i niegłupich studentów. Dziś nadają oni ton mediom, które zrobiły przez tę dekadę ogromny skok jakościowy. Wystarczy porównać „Nasz Dziennik” z 2002 i 2012 roku o telewizji już nie wspominając.

Radio Maryja od początku było społecznym fenomenem. W czasach gdy większość mediów „odkleiła” się od rzeczywistości, było to jedyne schronienie dla milionów wykluczonych. Co wcale nie znaczy sfrustrowanych. Ojciec Rydzyk stworzył medium nie tyle nawet społecznościowe, co wspólnotowe. A wspólnota religijna z natury nie jest sfrustrowana bo pokłada nadzieję w Bogu.

Kto w tej kwestii woli szkiełko i oko, bo czucie i wiara są mu obce, niech sięgnie po wyniki badań przeprowadzonych już 5 lat temu przez zespół warszawskich socjologów pod kierunkiem prof. Ireneusza Krzemińskiego, którego trudno zapisać do fan clubu o. Rydzyka. Dwa cytaty dla tych, którym  sięgać się nie chce: „Twórcy radia wyraźnie aktualizują myślenie endeckie, usuwają nonsensy i ahistoryczne uogólnienia i stereotypy oraz dostosowują je do współczesnych realiów. W przekazie rozgłośni widoczny jest pozytywny stosunek do mniejszości narodowych, pluralizmu demokratycznego i wyraźny antysowietyzm”(…) „Nie ulega wątpliwości, że o. Rydzykowi udało się skonstruować wyraźną, jednoznaczną tożsamość słuchaczy Radia Maryja. Jest to swoisty fenomen w społeczeństwie, w którym niełatwo wskazać nowe tożsamości społeczne”. Krzemiński podkreśla, że jest to tożsamość dojrzała obywatelsko, zakładająca konieczność służby na rzecz wspólnoty narodowej.

Obraz Rodziny Radia Maryja jako agresywnego „gangu moherowych beretów” jest więc czysto (nomen omen) medialną kreacją. Podobnie jak iście demoniczny wizerunek samego Tadeusza Rydzyka, który z ofiary matactw KRRiT stał się w „wiodących tytułach” cwanym politykierem, wyprowadzającym bezwolny tłum na ulice. Panowie, stereotyp, stereotypem, ale tego nawet prosty lud nie kupi.

 

Piotr Legutko

 

 

Wykop Skomentuj1
Ciekawi nas Twoje zdanie! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Co o tym sądzisz?

Inne tematy w dziale