0 obserwujących
329 notek
297k odsłon
431 odsłon

Rozmowa z Igorem Janke o Viktorze Orbanie

Wykop Skomentuj

Przełom nastąpił w wojsku?

Powołali go w 1981 roku. Groziło mu …

… że będzie strzelał do Polaków. Już ich mobilizowano.

To było chyba przełomowe przeżycie dla Orbána. On i jego koledzy wyszli z wojska radykalnie wrogo nastawieni do systemu i porządku, jaki panował na Węgrzech. Viktor Orbán jest urodzonym buntownikiem. Lubi stawać okoniem wobec spraw, których nie akceptuje. Nie odpuszcza. Od dziecka był wojowniczy, twardy, waleczny. Taka postawa sprowadziła go na tory antykomunizmu. I taki jest dzisiaj.

Ale czy nie jest autokratą? Zbudował imperium medialne zależne od Fideszu, jego partii. I teraz media są anty- albo prorządowe. Nie ma stanów pośrednich.

Od lat Orbán buduje coraz większą władzę i dobrze się z tym czuje. Ale nie samo pragnienie władzy popycha go do przodu. Zrozumiał, że sprawność w polityce wymaga silnej organizacji, którą kieruje. I taką zbudował. Rzeczywiście – ma dziś wielką władzę.

Bo jego przeciwnicy - postkomuniści - mieli (i mają) na Węgrzech pieniądze, struktury, budynki i media…

Media na Węgrzech nie są niezależne. Przez lata były przechylone w lewą stronę, teraz wiele z nich - w prawą. Od mniej więcej 1993 roku, kiedy Orbán z pozycji liberalnych zaczął przechodzić na prawo, media były mu bardzo niechętne. Zrozumiał, że bez mediów przychylnych mu - lub co najmniej obojętnych - nie da sobie rady w polityce. I konsekwentnie zabrał się za to, zwłaszcza po przegranych wyborach w 2002 roku. Teraz wokół Fideszu funkcjonuje grupa mediów. Ich dziennikarze starają się być bardziej lub mniej niezależni, ale redakcje są bardzo zbliżone i powiązane kapitałowo z partią rządzącą. Na Węgrzech partie mogą prowadzić działalność gospodarczą.

Poprowadzenie przez Krzysztofa Skowrońskiego konferencji PiS wstrząsnęło w Polsce środowiskiem dziennikarskim. Tymczasem na Węgrzech dziennikarz, który był konferansjerem na partyjnych imprezach został szefem jednego z kanałów telewizji publicznej. Nikt nie bił na alarm?

Narzekamy w Polsce na standardy dziennikarskie. Na Węgrzech są znacznie niższe. Przyczyn tego jest wiele. W przeciwieństwie do Polski  tam nie doszło do rewolucji w mediach. Redaktorzy, którzy pracowali przed 1989 rokiem, zachowali swoje wysokie funkcje. Po drugie media węgierskie są słabe finansowo. Naszym jest się bardzo ciężko utrzymać, a co dopiero w dziesięciomilionowym kraju. Dziennikarze zarabiają niewiele i trudno jest im zachować niezależność, bo politycy brutalnie to wykorzystują. Uzależniają media od siebie choćby w ten sposób, że dają im reklamy, kiedy są u władzy. Za czasów socjalistów premier wydał nawet ustawę zakazującą spółkom skarbu państwa ogłaszanie się w konserwatywnych mediach. Viktor Orbán już tego nie powtórzył, ale biznesmeni bez regulacji prawnych doskonale wiedzą, komu dać zarobić na reklamach.

Podajesz przykład jednego z nielicznych dziennikarzy śledczych, Tamasa Bodokyego, którego Fideszowcy  szanowali do czasu, kiedy nie zajął się ich ciemnymi interesami. Wyleciał z zawodu. Wykłada na uniwersytecie.

Rzeczywiście, najpierw pisał o aferach socjalistów. O brutalnych zachowaniach policji podczas zamieszek 2006 roku wydał książkę. Był wtedy bohaterem mediów prawicowych. Kiedy Fidesz doszedł do władzy, a Bodoky zajął się jego interesami, prawicowe media go odrzuciły. Jako dziennikarz przestał być na Węgrzech potrzebny. Opowiadał mi, jak jedna z największych gazet zamierzała opublikować krytyczny artykuł o wielkiej firmie. Zamiast tekstu, w gazecie ukazały się reklamy tej firmy.

 

 

Wykop Skomentuj
Ciekawi nas Twoje zdanie! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Co o tym sądzisz?

Inne tematy w dziale