Tadeusz Hatalski
Kapitan statków morskich, aktualnie na lądzie.
55 obserwujących
472 notki
758k odsłon
  4192   0

Donald Tusk i europejskie, demokratyczne motyle

Świat polityczny jest odzwierciedleniem świata realnego. W tym sensie, że w życiu politycznym zdobywają popularność te ugrupowania polityczne, które odzwierciadlają poglądy polityczne realnie istniejące w społeczeństwie. I tak jest u nas już od ładnych kilkunastu lat. W polskim społeczeństwie ujawnia się wyraźny podział. Na ugrupowania konserwatywno-patriotyczne, które cenią sobie polskość i patriotyzm. Co więcej w tych wartościach widzą szansę Polski na rozwój i zdobycie należnej nam pozycji w Europie. Ale są też inne, liberalno-lewicowe, które szansę Polski w Europie upatrują w czymś, co Amerykanie nazywają ‘melting pot’, czyli ‘tygiel narodów’.  A więc zatracenie własnej odmienności kulturowej, narodowościowej i wtopienie się w „naród” Europy. A właściwie społeczeństwo Europy. Bo słowo naród w mniemaniu ludzi o takich poglądach, to coś podejrzanego a nawet niebezpiecznego.

Patrząc na ten podział, który się u nas ukształtował, łatwo dostrzec jego korzenie i źródła. W największym uproszczeniu, grupa pierwsza (konserwatywno-patriotyczna), swoje korzenie upatruje w tradycji I-szej i II-giej Rzeczypospolitej. Natomiast grupa druga (liberalno-lewicowa), choć do tego głośno się nie przyznaje, wywodzi się, czy to mentalnie, czy też rodzinnie lub politycznie z tradycji PRL-u. Komuniści też chcieli zbudować ‘naród sowiecki’. I stąd w tych środowiskach, tak miła dla ich ucha idea federacji europejskiej. Której celem jest oczywiście stworzenie ‘narodu’ Europy. Tfu, nie narodu, ale światłego i nowoczesnego społeczeństwa Europy.

Przez pierwsze lata, po przeprowadzeniu ustrojowej transformacji, w naszym życiu politycznym dominowali polityczni harcownicy (no, z wyjątkiem SLD, która była nie tyle harcownikiem nowego systemu co pogrobowcem starego), KPN, ZCHN, SK-L, LPR, itd. ..., Ile ich to nie było. Wiele politycznych ugrupowań szukało swojego miejsca na politycznej scenie. Nie znalazły. Z prostego powodu. Ugrupowania te i ich liderzy nie artykułowały tego co Polakom w duszy gra. Ale po piętnastu latach sytuacja się unormowała.  I od 2005r. dominują u nas dwie siły polityczne, PiS I Platforma. W czasie, gdy rządziło jeszcze SLD, były nadzieje na to, że powstanie POPiS. Ale to były zwykłe mrzonki. Po przegranych wyborach, zarówno parlamentarnych jak i prezydenckich, Donald Tusk szybko zdał sobie z tego sprawę. Że nie ma żadnych szans na przejęcie elektoratu patriotyczno-prawicowego.

Nie miał szans, bo patriotyczno-konserwatywne ideały realizował już PiS. Więc ówczesny lider Platformy dokonał radykalnej wolty. I zamiast tworzyć POPiS poszedł na wojnę z PiS. Po co? Ano po to, aby przejąć elektorat, któremu nadal były bliskie ‘ideały’ PRL-u. Te, które w tamtym czasie ujawniały się w budowaniu ‘sowieckiego narodu’. A po transformacji ustrojowej, z tamtej komunistycznej gąsienicy, przepoczwarzyły się w europejskiego motyla. I chcą budować jednolity, światły, nowoczesny, bez patriotycznych ‘odchyleń’ naród Europy. I D. Tusk, wybory w 2007r. a potem następne, wygrał.

Jak potem potoczyła się historia naszego bohatera, wszyscy wiemy. Zanim ucichły słowa zapewnień, że nie aspiruje do żadnych funkcji europejskich i że realizuje się całkowicie jako premier polskiego rządu (cytuję z pamięci), hyc i już był w Brukseli. Jako przewodniczący Rady Europejskiej. Które to stanowisko, ówczesny marszałek Senatu B. Borusewicz, jakby nie było absolwent historii (podobnie jak i DT), uznał za zaszczytną funkcję ‘króla Europy’.

Lata mijały a na polskiej scenie politycznej nadal dominowały dwie główne siły polityczne. Platforma i PiS, choć od 2015 roku już w zmienionej konfiguracji. PiS jako partia rządząca a Platforma w opozycji. Smuta opozycji, dla ludzi o przekonaniach i poglądach, że władza należy do przewodniej siły narodu to było ciężkie doświadczenie. Ulica i zagranica to było pierwsza ‘demokratyczna’ reakcja ludzi mieniących się Europejczykami. Można powiedzieć, choroba niemowlęca świeżo opierzonej opozycji a wcześniej wieloletniej władzy. Niemniej Platforma, pozostawała nadal główną siłą tej opozycji (nazwanej przez lidera, który objął schedę po D. Tusku, opozycją totalną).

Ale jak to już jest na tym ziemskim padole, wszystko ma swój kres. Otóż kilka dni temu CBOS zrobiło sondaż, z którego wynika, że Polska 2050 (ruch Szymona Hołowni) wysunął się na czoło (18%) i zdetronizował Platformę (14%) z pozycji lidera opozycji.

Uderz w stół a nożyce się odezwą. Podobnie jest z naszym D. Tuskiem. „Nie ucieknę od politycznej roli w Polsce w przyszłości; zrobię wszystko co w mojej mocy, aby jeszcze przed wyborami pomóc w przywróceniu normalności i demokracji” - tak ogłosił z ekranu wiodącej prywatnej stacji telewizyjnej, niegdysiejszy ‘król Europy’. A wczoraj, w wywiadzie dla Spiegel’a zawtórował mu dawny kanclerz Niemiec. A dzisiejszy szef rady dyrektorów w rosyjskim koncernie naftowym „Rosnieft”: „Spójrzcie na Polskę i Węgry. Czy to wciąż demokracje, czy coraz bardziej autorytarne państwa?”

Lubię to! Skomentuj80 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale Polityka