305 obserwujących
1148 notek
3578k odsłon
3346 odsłon

Nadzwyczajnej kasty sen nigdy nieprześniony...

Wykop Skomentuj156

Nie ujmując talentu współczesnym manipulantom, trzeba przyznać, że starzy bolszewicy mogli zaimponować rozmachem. Protoplaści dzisiejszych postępowców stworzyli bowiem cały cyrk obwoźny, zwany Ruchem Obrońców Pokoju, który pod przykrywką antywojennej retoryki próbował zawładnąć duszami i społeczeństwami. Kapitalny opis tej hecy Stalina w wydaniu warszawskim można znaleźć u Leopolda Tyrmanda w „Dzienniku 1954”. Polecam szczególnie postać sprzątaczki, którą świadek tamtych wydarzeń sklasyfikował jako „ruskiego generała dywizji przebranego za sprzątaczkę w średnim wieku”.

Natomiast obecna ikona światowego postępu Greta Thunberg przypomina raczej cielę z dwoma głowami, ciągane po jarmarkach ku uciesze gawiedzi. Ogłupiony dzieciak ma odgrywać podobną rolę, rozpisaną przez spadkobierców komuny, ale w sensie skuteczności jest raczej marną namiastką sowieckiego ruchu pokoju. Tutaj historia faktycznie powtarza się jako farsa.

Ten króciutki wstęp jest mimo wszystko tylko dygresją, która ma dać pojęcie z czym mamy do czynienia w przypadku cyrku odstawianego przez kastę sędziowską – ten sam poziom zakłamania; ten sam schemat ratowania pokoju albo demokracji czy praworządności, a spod tego płaszczyka wyziera gruby biznes, totalna ideologia, ewentualnie obrona kastowych przywilejów.

Zainspirowało mnie stwierdzenie jakiegoś wybitnego przedstawiciela nadzwyczajnej kasty, że do Polski nie można przenosić prawa z krajów zachodnich ze względu na niską kulturę polityczną w naszym kraju. Przykładowo, w takich Niemczech politycy mogą mianować sędziów, gdyż wysoko zawiesili poprzeczkę kultury w polityce. Przy czym trzeba koniecznie dodać, że Niemcy w przeszłości mieli jeszcze wyższą kulturę polityczną, która pozwoliła im nawet na próbę ostatecznego rozwiązania kwestii żydowskiej. W tym aspekcie politycznej kultury nie dorastamy naszym zachodnim sąsiadom do pięt. Chociaż, patrząc na orzeczenie polskiego Sądu Najwyższego, który uznał, że złodziej może być sędzią, to mamy pewne zadatki na postęp.

Ale wracając do naszych baranów, pragnę zwrócić uwagę nadzwyczajnej kasty na pewien problem  z Trybunałem Konstytucyjnym, który jest doskonałym punktem odniesienia do poziomu naszej kultury politycznej. Otóż jest rzeczą nie podlegającą dyskusji, że upolitycznienie TK jest zapisane w naszej konstytucji z 1997 roku. Ktoś – zapewne twórcy konstytucji – zapisali w artykule 194, że TK składa się z piętnastu sędziów wybieranych indywidualnie przez Sejm, czyli przez polityków. Zatem mamy tam niezależnych aż do bólu sędziów – wedle ich własnego mniemania - których jednakowoż mianują szefowie partii politycznych posiadających większość w Sejmie.

Jak ci sędziowie godzą polityczne nominacje z deklarowaną niezależnością, to już osobny temat. Jednak frapuje mnie pytanie, dlaczego autorzy ustawy zasadniczej postanowili tak upolitycznić tę sztandarową instytucję naszej demokracji? Tym bardziej, że konstytucję tworzyły między innymi takie tuzy demokracji, jak Tadeusz Mazowiecki – legenda podziemnej opozycji, czy Aleksander Kwaśniewski – legenda opozycji wewnątrzpartyjnej, który jeszcze w dodatku był wychowany na paryskiej „Kulturze”.

Nie możemy przecież przyjąć tezy, że to byli poczciwcy, którzy w swojej naiwności sądzili, iż politycy nie wykorzystają takiej furtki? Co to, to nie, obaj byli kutymi na cztery nogi wygami politycznymi, mieli swoje słabości i febliki, ale o naiwność ich nigdy nie posądzano. Byłbym raczej skłonny sądzić, że w konstytucji upolityczniono Trybunał Konstytucyjny celowo, aby nie pozwolić korporacji sędziowskiej wyrosnąć ponad wybieralny parlament. Co prawda prezes Sądu Najwyższego Małgorzata Gersdorf upiera się, że suwerenem jest właśnie konstytucja, ale jej może się już mieszać w głowie od tego rzekomego deficytu demokracji.

Z drugiej strony trudno podejrzewać takich zwolenników państwa prawa jak Mazowiecki i Kwaśniewski, że knuli przeciwko niezależnemu sądownictwu. Głowę daję, że nie. Przychylam się raczej do opinii, że byli nieodrodnymi dziećmi swojego czasu i miejsca – być może zbyt niska kultura polityczna nie pozwalała im nawet pomyśleć, że nadzwyczajna kasta ludzi nadaje się na  siłę przewodnią narodu.

Jednak konkluzja wynikająca z powyższych rozważań – pomijając moją niepoprawną ironię – jest paskudna dla sędziowskiego środowiska. Ktokolwiek przyjdzie do władzy po rządach Prawa i Sprawiedliwości, a kiedyś przecież przyjdzie, nie pozwoli, aby ta kasta wyrosła ponad władzę polityczną. Jeśli nawet ktoś, choćby przez moment miał na to ochotę, to został wyleczony z takich ciągot widokiem bezwstydnie rozpolitykowanych sędziów. Nie ma znaczenia obecna retoryka opozycji, wspierająca sędziów. Żadna zwycięska partia nie postawi sobie nad głową niewybieralnej koterii z rozbuchanymi aspiracjami do władzy.

To także jest konsekwencja cyrku, jaki urządziła nam korporacja sędziowska. Ta kwestia była już wcześniej oczywista dla polityków, a wybryki czołowych przedstawicieli kasty tylko utwierdziły ich w tym przekonaniu. Wszędzie bowiem, a szczególnie w zachodnich demokracjach, wiele mówi się o niezależności sędziów, ale nikomu nie przychodzi do głowy, że powinni stanowić prawo. I my w Polsce także będziemy się tej uniwersalnej zasady trzymać.

Wykop Skomentuj156
Ciekawi nas Twoje zdanie! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Co o tym sądzisz?

Inne tematy w dziale Społeczeństwo