seaman seaman
159
BLOG

Demokracja stadna

seaman seaman Polityka Obserwuj notkę 4

Winston  Churchill wspomina: „Nie było tak jak dziś, kiedy wszyscy wyborcy głosują na ślepo i dopiero następnego dnia dowiadują się, co zwojowali. (…)Toczyła się ostra, lecz szczera i wnikliwa debata narodowa, w której brali udział przywódcy obu stron. Liczba wyborców w danym okręgu była na tyle niewielka, że kandydat mógł zwrócić się do wszystkich swoich zwolenników, którzy mieli ochotę go słuchać. Przemówienia znanych i doświadczonych mężów stanu przedrukowywano we wszystkich gazetach i klasa polityczna wnikliwie je analizowała (...) W procesie ostrych sporów naród stopniowo dochodził do decyzji”. Dla porządku można dodać, że już wkrótce kobiety w Anglii uzyskały prawo uczestnictwa w wyborach.

W dzisiejszych czasach wszystko stanęło na głowie – aspirujący do parlamentu najwięcej starań poświęcają, żeby wyborcom się przypodobać, a nie przekonać ich do swojego programu; medialny wyborca, zamiast poznawać kandydatów siedzi przed telewizorem z puszką w jednej garści i czipsami w drugiej, co najwyżej oczekując podpowiedzi na kogo głosować. Same media ochoczo zaangażowały się w ten proceder, bo raz, że to biznes, a po drugie zwycięskie partie znają, co to wdzięczność. Nie ma debaty publicznej, gdyż media debatują pomiędzy sobą, stały się pośrednikiem pomiędzy wyborcą i politykiem, a nie trzeba tłumaczyć ile może zdziałać i zarobić szczwany pośrednik. Nie ma debaty publicznej, bo elokwencja zastąpiła mądrość, forma zdominowała treść, a medialny wizerunek polityka stał się bardziej chodliwy niż jego faktyczna osobowość.

Społeczeństwo zawsze i wszędzie ma skłonność do popierania sztucznie wykreowanych postaci, ale nigdy w dziejach urabianie opinii publicznej nie było równie łatwe, jak dzisiaj. Ta niesamowita skuteczność masowych mediów przekroczyła próg, od którego można już kwestionować wolny, demokratyczny wybór, a przynajmniej dobry wybór. Media z jednej strony stały się narzędziem władzy, a z drugiej są także samodzielnym podmiotem działającym na korzyść swojego interesu, w tej sytuacji nie można liczyć na choćby elementarny obiektywizm w stosunku do społeczeństwa.

Telewizja, która dociera do wszystkich albo niemal wszystkich, zaangażowała w wybory naprawdę masy, nieporównanie większe niż w czasach młodego Churchilla. A z masowym uczestnictwem w jakiejkolwiek decyzji jest tak, że zawsze zubaża meritum i zdecydowanie obniża poziom, to truizm. Dlaczego miałoby być inaczej w demokratycznych wyborach realizowanych za pośrednictwem telewizji na zasadzie podobnej do mydlanej opery ? Kto i kogo może wybrać w wyborach, gdzie politycy prezentują raczej umiejętności aktorskie niż polityczne, a pytania zadają wybrani przez właściciela medium dziennikarze, w sytuacji, gdy owi właściciele jednoznacznie opowiadają się po jednej ze stron politycznej barykady ? „Naród, nawet ten wykształcony, stracił w dużej mierze zdolność rozróżnienia między tym, co prawdziwe i fałszywe” – napisał kiedyś Erich Fromm i miał świętą rację, a okazało się to prorocze również w odniesieniu do dzisiejszej rzeczywistości polityczno-medialnej.

Wyborca merytoryczny, którego wspomniałem na początku, jest w zdecydowanej mniejszości, faktyczną decyzję podejmuje masowy fan Big Brothera, który ocenia modną fryzurę kandydata, nie mając pojęcia o jego umiejętnościach i prawdziwych poglądach. Głosuje się za tą właśnie fryzurą, za gładkością wymowy albo przeciwko innej fryzurze i chropawej wymowie. Co to ma wspólnego z „dobrym wyborem”, który jest warunkiem sine qua non demokracji, o czym pisał mądry Francuz Tocqueville ? W następnych wyborach, które rzekomo mogą zrewidować poprzednią decyzję elektoratu, ponownie zwycięża marketing i reklama, bo taka jest natura oglądaczy, że traktują politykę jak wieloodcinkowy serial z tym samym bohaterem w roli głównej albo bardzo podobnym. A jest ich legion, o całe rzędy wielkości liczniejszy niż zwolenników merytorycznego wyboru. Wyborca w epoce dominacji mass mediów stał się dla polityków łatwym łupem, wymarzonym obiektem manipulacji. W każdych takich wyborach jedynym zwycięzcą jest zawsze kompleks partyjno - medialny, który z powodzeniem zastąpił przestarzały model wojskowo - przemysłowy.

Nieokreślona rola mediów, które są jednocześnie narzędziem i podmiotem, pośrednikiem i wykonawcą, graczem i informatorem już zdeformowała demokrację przedstawicielską. Funkcje mediów - informacyjna w stosunku do społeczeństwa i kontrolna w relacji do władzy - zepchnięte zostały w cień na korzyść funkcji wpływu na decyzję masowego elektoratu medialnego. Korzenie demokracji tkwią w bezpośrednim kontakcie kandydata oraz wyborcy i w nim także powinna się realizować się kontrola społeczna nad władzą. Tymczasem sojusz partyjno – medialny nie tylko kształtuje opinię publiczną na swoją modłę, ale co gorsza, nie pozwala przebić się autentycznej opinii, co z kolei pozwala rządzącym rżnąć głupa albo udawać, że ciepły deszcz pada.

Pora wrócić do korzeni, czas wyeliminować pośredników w podejmowaniu decyzji przez wyborcę. Niech znowu będą w większości ci, którym chce się wstać od telewizora i wyjść z domu, a wyborach niech zwyciężają kandydaci, którym chce się wyjść do ludzi i przekonać ich do swoich racji, a nie do swojej aparycji i wizerunku. Bezwolni apologeci Wielkiego Szklanego Brata niech pozostaną w fotelach przed telewizorami, jeśli to im wystarcza do życia, oni są potrzebni tylko cwanym politykom i mediom, demokracja bez nich nie dozna uszczerbku, a wręcz przeciwnie - wzmocni się.

Jak to zrobić i czy to jest w ogóle możliwe ? Sądzę, że wprowadzenie zakazu prowadzenia kampanii wyborczej w massmediach nie jest bardziej niemożliwe niż, przykładowo, przeforsowanie wyborów w okręgach jednomandatowych – trzeba jedynie pokonać opór klasy politycznej, której obecna patologia medialna jest na rękę. To się na pewno da zrobić. Brzmi to dość optymistycznie, ale jest druga strona medalu w tej sytuacji. Jeśli rację ma JK-M, że każda większość z definicji jest głupia, to nie ma możliwości zmiany, bo zawsze znajdzie się sposób, żeby zmanipulować stado. Paradoksem jest, że to medialne stado w ogóle nie rządzi, demokracja dopuszczając bezwarunkowo całe masy do uczestnictwa w procesie wyborczym, wykreowała na zwycięzcę najsprytniejszego machera. Nikt inny nie ma szans dojścia do władzy na dłuższą metę bez posiadania umiejętności manipulowania i one stały się najcenniejszym przymiotem polityka w obecnych czasach i niezbędnym warunkiem ewentualnego sukcesu.

W takim przypadku musimy zdecydować, co jest lepsze – zachować demokratyczną procedurę, która szkodzi samej demokracji, czy machnąć ręką na pozory i pozwolić decydować tym, których interesuje meritum, a nie demokratyczna fasada. Ja jestem za drugą opcją, gdyż każde ustępstwo na rzecz formy kosztem treści jest antydemokratyczne i natychmiast wykorzystywane przez polityków. Fałsz brzmi w ich nawoływaniach o masowy udział w wyborach, gdyż wyraźnie chodzi tu o jak największe stado medialnych niewolników, które jest niezbędne, żeby osiągnąć pożądany efekt przez partię będącą w sojuszu z interesownymi mediami.

Podobnie jak światowe finanse zakrztusiły się łatwymi kredytami w pogoni za szybkim zyskiem, tak demokracja dławi się łatwymi wyborcami sprzed ekranów telewizyjnych, spotami wyborczymi na poziomie filmików zamieszczanych przez amatorów w internecie, sterowanymi dyskusjami w telewizyjnym studiu, gdzie politycy unikają konkretu jak zarazy. Massmedia trzeba oddzielić od państwa, trzeba skończyć z władzą mediów, które same zrezygnowały ze swojej niezależności na rzecz sojuszu z partyjną polityką.


 

seaman
O mnie seaman

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (4)

Inne tematy w dziale Polityka