Sposób, w jaki rząd rozgrywa sprawę stoczni, a także mediów publicznych woła o pomstę do nieba i Platforma będzie najpewniej za to pokarana. Dzisiaj jest siedemnasty sierpnia, a więc termin uiszczenia zapłaty za stocznie, zgodnie z prośbą katarskiego inwestora prolongowany do dzisiaj. Bóg jeden wie, jak będzie, ale obawiam się, że dziesiątkom tysięcy pracowników z infrastruktury stoczniowej i okołostoczniowej żaden z możliwych wariantów nie pomoże, statków tam się budować nie będzie.
Pewnie skończy się na dymisji Grada, a Platforma ma już w zanadrzu opracowaną wersję zdarzeń, jeżeli do północy nie pokażą się pieniądze na koncie. Wbrew wielu krytykom nieudolności rządów PO, ja nie wierzę, żeby była aż tak klinicznym przypadkiem nieudacznictwa, tacy nie dochodzą do władzy. Postępowanie Donalda Tuska wobec państwowych stoczni, mediów czy służby zdrowia - w warstwie merytorycznej wyraźnie niszczycielskie, a w sferze argumentacji aż do bólu obłudne - w dalszej perspektywie oznacza coś więcej, służy także jako antyliberalna szczepionka. To trochę potwierdza słuszność porzekadła, że nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło, przynajmniej częściowo na dobre.
Tu muszę się na chwilę zatrzymać przy pewnej fałszywej alternatywie na scenie politycznej Polski, która stała się stereotypem i jest powszechnie stosowana w bieżącej politycznej szarpaninie oraz cytowana w mediach. Z grubsza fałsz polega na stwierdzeniu, że oferta naszej politycznej sceny ogranicza się do wyboru pomiędzy prowincjonalnym PiS–em, a wielkoświatową nowoczesną Platformą, co jest nieprawdą. Nie będę się tu rozwodził nad oczywistymi grzechami PiS-u, które etykietę tej partii uzasadniają, na ten temat regularnie ukazuje się Niezbędnik Leminga (zasłyszane !) wydawany przez zjednoczone media. Chodzi mi o fałsz w wizerunku Platformy, jako partii liberalnej, czyli w domyśle nowoczesnej, partii modernizacji państwa, partii równającej do światowych standardów.
Tymczasem właśnie podchody Platformy wokół służby zdrowia, publicznych mediów i stoczni pokazały, jak po gomułkowsku, po peerelowsku, przysłowiowo wręcz prymitywnie rozumieją liberalizm jej działacze. Jedynym realizowanym w praktyce hasłem liberalnym partii Tuska jest likwidacja państwowej domeny, gdzie się tylko da. Osławiony liberalizm Donalda Tuska w praktycznym działaniu to jest w istocie wyłącznie niszczycielstwo wszystkiego, co państwowe; w sensie aktualności idei współczesnego liberalizmu jest on sto lat za Afroafrykanami; to jest małpa z brzytwą wylana z kąpielą; to jest ta sama mentalność, co u faceta w bereciku z antenką wysypującego zboże na tory.
Gdybym miał przywołać adekwatną dla premiera analogię, machinacja przy sprzedaży stoczni gdyńskiej i szczecińskiej w kombinacji z kontraktem gazowym jest porównywalna z ustawieniem meczu w naszej siermiężnej ekstraklasie. Myślicie może, że przesadzam, że się zaperzyłem i straciłem miarę ? Może ktoś się zapyta, po co oni to robią, co im to daje, jak z tego korzyść ? Odpowiedź jest nieznośnie banalna i stara jak świat – dla władzy, żadna nowina.
Ja uważam, że jest coś na rzeczy w pretensjach środowisk twórczych i okołopublicznoradiotelewizyjnych wobec premiera i jego środowiska. Chodzi mianowicie o zarzut, że likwidacja publicznych mediów wiąże się z wypełnianiem zobowiązań wobec medialnych sojuszników Platformy Obywatelskiej. Moim zdaniem bardzo wiele wskazuje na to, że podobny motyw jest związany z dziejącą się obecnie dewastacją polskich stoczni, z tym że tutaj Donald Tusk spełnia obietnice złożone sojusznikom unijnym. Wszystkich, którzy powątpiewają w taką hipotezę i mamroczą pod nosem o spiskowych teoriach, odsyłam do sprawyForum für Bürgerschaftliche Entwicklung in Warschau. Przecież nieskrywaną unijną próbę finansowania Platformy oglądaliśmy na własne oczy kilka tygodni temu podczas wyborów do parlamentu europejskiego, gdy pod pozorem konwencji Partii Ludowej lansowano partię Tuska.
Zatem Platforma jest na razie jedyną partią w Polsce, która weszła w taką komitywę ze sponsorami z różnych źródeł, rodzimych i zagranicznych, że może pozwolić sobie na rezygnację z finansowania budżetowego. Jeśli do tej pory tego nie zrobiła, to dlatego, że nie udało jej się projektu przeprowadzić w parlamencie – taki odosobniony gest rezygnacji byłby z punktu widzenia celu Platformy nieskuteczny, gdy inne partie wciąż mają oficjalne źródła finansowania.
Jedna jedyna korzyść z całej tej komedii nazywanej rządami liberałów jest taka, że to skutecznie zaszczepi Polaków na liberalne rządy w przyszłości. To znaczy, ja mam taką nadzieję, że dzisiejsze pokazy jaskiniowego liberalizmu w wykonaniu PO, rolę takiej szczepionki w przyszłości odegrają. Dzisiaj jeszcze ma Platforma wysokie poparcie i płynie na fali z prądem popularności, ale to minie. Nie wiem, jaka to jest perspektywa, może już wkrótce, a może za pięć lat, ale szczepionka zacznie działać. I ja się niestety na tę okoliczność cieszę, bo chociaż sam jestem (byłem ?) zwolennikiem liberalnych rozwiązań w gospodarce, ale to doświadczenie, doświadczenie rządu Tuska jest naprawdę przerażające.
Zadziwia zwłaszcza łatwość, z jaką liberalizm przeobraża się we własną karykaturę, a żadna inna idea nie miała takiej siły, tkwiącej w obietnicy bezgranicznej wolności i przyzwolenia niemal na wszystko. Niestety, szczepionka przeciwko liberalizmowi, aplikowana nam przez Donald Tuska jest bardzo droga, dokładną cenę poznamy w przyszłości, ale już można zacząć liczyć koszty społeczne. Z mojej osobistej obserwacji, gdynianina, od wczesnej młodości związanego z morzem, żeglugą oraz statkami w bardzo wieloraki sposób - zawodowo, edukacyjnie, rodzinnie, terytorialnie i po prostu serdecznie - wynika, że są to koszty horrendalne.
Inne tematy w dziale Polityka