Żadna teoria spiskowa nie jest w stanie przebić oryginalnością tych machinacji, jakie poczynił polski rząd wokół sprzedaży stoczni gdyńskiej i szczecińskiej. Także najnowsza pogłoska o "w pełni rządowym funduszu katarskim"mającym jakoby przejąć projekt od poprzedniego, nie w pełni rządowego funduszu katarskiego, potwierdza wersję, że sprzedaż stoczni była transakcją wiązaną z kontraktem gazowym. Przy czym ja uważam, że ta kombinacja sama w sobie nie była taka zła, a przynajmniej nie była żadnym przekrętem, co część mediów sugerowała – podobne transakcje są na porządku dziennym na pograniczu biznesu i polityki. Owszem, można się spierać o przejrzystość, brak jawności, nieformalność procedur i tak dalej, ale to nie był merytoryczny błąd Donalda Tuska.
Zasadniczy błąd, jak mniemam, polegał na tym, że pozyskanie inwestora dla stoczni postanowiono wykorzystać w kampanii wyborczej. I tu się zaczęły schody, ponieważ czas naglił, elekcja się zbliżała, a umowa prawdopodobnie nie była do końca, w szczegółach dopracowana. Sprzedaż stoczni odbywała się nie tylko pod presją opinii publicznej, czasu i Komisji Europejskiej, była to również presja wyborcza, co spowodowało, że w sensie negocjacyjnym zostaliśmy postawieni pod ścianą. Przypomnę doniesienia prasy, że Japończycy przez kilka lat negocjowali z Katarem kwestię powiązania ceny gazu z ceną ropy. Grubymi nićmi szyta kombinacja piarowska zaślepiła rząd i uniemożliwiła nam podobnie staranne dopracowanie kontraktu. To wykorzystali skutecznie Katarczycy, jak widać z przebiegu zdarzeń w tej kwestii.
Ta ostatnia możliwość - "w pełni rządowego funduszu inwestycyjnego z Kataru" - jest zapewne pokłosiem niedawnego spotkania Donalda Tuska z szejkiem premierem Kataru w Nicei. W tym sensie, w odróżnieniu od wielu komentujących uważam, że przerwany wówczas weekend naszego premiera z nie poszedł całkiem na marne, coś tam uzgodnił. Niestety, druga strona medalu jest taka, że za ten szejkhend będziemy musieli drogo zapłacić my, podatnicy. Nasze media obficie i szczegółowo pisały o stosunkach rodzinno – biznesowo – politycznych w Katarze, gdzie wszystkie nici zbiegają się w zasadzie w jednej rodzinie, rządzącej Katarem. Nie ma lepszego pola do gier i kombinacji niż taki układ i to zostało wykorzystane w grze z Polską, a naszym graczom zabrakło wyobraźni.
Czy w tej sytuacji, znajdzie się ktoś, kto uwierzy, że szejk z czystej sympatii i na piękne oczy Donalda Tuska załatwił rządowy fundusz inwestycyjny dla naszych stoczni ? Już miesiąc temu poważnie zastanawiano się, czy wyraźnie wysoka cena za gaz z Kataru, nie jest przypadkiem pochodną powiązania transakcji ze stoczniami – proszę tylko porównać wartość 11 mld USD kontraktu gazowego z ceną 390 mln PLN za stocznie. Bez najmniejszego trudu można tę sumę "rozpuścić" w kontrakcie gazowym i tak zapewne zrobiono. Niestety, kombinacja Katarczyków na tym się nie skończyła i ja mocno skłaniam się ku poglądowi, że na spotkaniu w Nicei Donald Tusk zmuszony był poczynić dalsze koncesje szejkowi.
Niekoniecznie związane z gazem, rząd rozpoczął szeroko zakrojoną sprzedaż udziałów skarbu państwa w wielu obszarach gospodarczych, są tam naprawdę łakome kąski pewnie znajdzie się coś dla inwestora z Kataru. Przecież nie będzie produkował statków, na które nie ma popytu. Donald Tusk na razie milczy, ale będzie musiał to piwo wypić do spółki z Gradem. Dla rządu ta sytuacja kompletnego fiaska w sprawie stoczni jest tak ewidentna, że paradoksalnie, nie pozostaje mu nic innego jak iść w zaparte. Wskazuje na to dzisiejsza wypowiedź wpływowego senatora Halickiego z PO na temat ministra Grada: „jeden z lepszych ministrów w tym obszarze w ciągu 20 lat”. Cóż w takim razie nam pozostaje, nic innego, tylko pogratulować Donaldowi Tuskowi...
Inne tematy w dziale Polityka