Przy czym od razu pragnę uprzedzić, że nie chodzi o blogerkę występującą pod tym atrakcyjnym nickiem. Nie, ona jest mi dosyć obojętna, jej teksty wydały mi się od razu mętne i nie przyciągnęła mojej uwagi. Nie chodzi mi rzecz jasna o klarowność doktrynalną jej bloga, w żadnym wypadku, raczej grzech nieszczerości, których jakoś nie mogłem rozwikłać, ale to akurat niekoniecznie jest zarzut pod jej adresem. W każdym razie jej blog mógł każdego co wrażliwszego pisowca przyprawić o depresję, więc ja skłaniam się do poglądu toyaha, że to nieszczera kobieta była.
Mniejsza z tym PiS-em, co nie wróci, ja chcę pisać o PiS-ie, co ma wrócić. Zatem, skoro wspomniałem o grzechu, to muszę jeden swój wyznać, mianowicie chodzi o to, że ja w wyborach parlamentarnych 2005 roku głosowałem na Platformę Obywatelską. Traktuję to w konwencji grzechu, gdyż w odróżnieniu od wyznawców stereotypu, uważam, że głupota nie jest Darem Bożym, skoro Bóg nią właśnie karze, cóż to za dar, na miłość boską !? Zatem zgrzeszyłem głupotą i to ciężko, owszem skruchę okazałem w 2007 głosując na PiS, ale to już było za późno, więc jestem ciągle w poczuciu winy.
Tak się składa, że minęło już kilkanaście miesięcy rządów PO, a więc tyle samo, co w swoim czasie rządziło PiS, można zatem uzasadnić swoje wybory, zarówno grzech z PO jak i późniejszą próbę nawrócenia z PiS-em. Pierwsze, co się rzuca w oczy, to jest niewątpliwie fakt, że PiS-owi - w odróżnieniu od Platformy – o coś chodziło i były to sprawy niebagatelne, jak się z perspektywy czasu okazuje. Można psy wieszać na tej partii i często jest na to uzasadnienie, ale żaden szczery wróg nie powie, że Kaczyńscy trzymali się kurczowo władzy, gdy stracili możliwość przeprowadzania swoich zamierzeń w parlamencie.
Natomiast każdy szczery poplecznik Platformy musi przyznać, że nie wiadomo, o co tej partii chodzi. Pewnie, że przeszkadza prezydent, PSL bruździ, opozycja bezczelnie trwa w opozycji, nawet daleki Katar wierzga przeciwko Platformie, ale ta trwa przy władzy. Co i raz przewodniczący Chlebowski ciska beretem o ziemię i depcze go w bezsilnej złości – Nic nie możemy w Sejmie przeprowadzić przez tego Kaczyńskiego, tak nie można rządzić ! I co ? I nic, Platforma jakoś się nie kwapi do wyborów, blogerzy proplatformiani z dumą podtykają swoim oponentom pod nos pięćdziesiąt parę procent poparcia, a co na to ich Comandante en Jefe ? Ani mu się śni zdobywać samodzielne rządy, woli trwać z zapyziałym Pawlakiem i pomstować na prezydenta.
Tak moi drodzy adwersarze z okolic Platformy, wasza partia bez żenady przyznaje, że nie jest w stanie nic konstruktywnego zrobić, ale przywarła do stołków i władzy oddać nie zamierza, choćby w tym kraju wszy po ścianach chodziły. No więc, jak wspomniałem, minęło parę lat od mojej apostazji wobec Platformy i ja jestem przekonany, że to był dobry wybór. Prawda, że czasem sam nie wiem, czy bardziej jestem przeciwko Platformie, czy bardziej za PiS-em, albo na odwrót, ale sobie nie wymawiam. Nie wymawiam sobie, bo ze wszystkich partii, ugrupowań i koterii, które mogą dojść do rządów, a nawet choćby ułamek władzy mają możliwość uchwycić, jeden jedyny PiS ma ambicję, wolę i chęci zrobienia czegoś, co ja chociaż w części aprobuję.
Cała reszta, to wiemy już na pewno, tylko markuje państwowotwórczą troskę. PSL pasuje do każdego programu i sprzymierzy się z każdym, kto zrobi chociaż odrobinę miejsca przy karmniku. SLD też zatacza się jak pijany na drodze, od liberalizmu na poziomie 3x15 do skrajnego lewactwa, ale nie gardzi również środkiem drogi, chodnikiem, rynsztokiem, rowem przydrożnym i poboczem, jeśli tylko może kawałek stolca rządowego uszczknąć. Piskorski w pakiecie z Olechowskim też dla mnie nie wchodzą w rachubę, bo ja od czasu młodzieńczych lektur nie ufam ludziom, którzy dorobili się na polityce, taki mam feblik.
Zostają mi Kaczyńscy i PiS, chociaż nie raz spowiadałem się z obelg, które na nich rzucałem. Tymczasem tyle śledztw i komisji pod patronatem najznamienitszych wrogów partii Kaczyńskich, od dwóch lata bez mała szuka choćby śladu pisowskich zbrodni i nic z tego – niech mi nikt nie mówi, że to o niczym nie świadczy. Owszem, mógłbym dumnie trwać w emigracji wewnętrznej i powiem szczerze, że długi czas nosiłem się z takim zamiarem. Jednak po dwóch latach rządów Donalda Tuska doszedłem do wniosku, że nie może być większego zła, a przynajmniej nie widzę go w zasięgu wzroku. Zatem postanowiłem się w końcu do kogoś przyłączyć, chociaż z powodu bardziej przeciw komuś niż za kimś, ale to się może pogłębić.
Inne tematy w dziale Polityka