Naprawdę nie przepadam za komentowaniem na gorąco poszczególnych wypowiedzi polityków, ale fatalny zbieg okoliczności spowodował, że głos Sławomira Nowaka w radiu tok.fm był dla mnie pierwszym odgłosem dzisiejszego poranka. I trzeba zaznaczyć, że był to odgłos drastyczny. Konkretnie była to jego egzegeza składu amerykańskiej delegacji na uroczystości 1 września na Westerplatte.
Tytułowe pytanie mojego postu, retoryczne przecież, ale zwrócone do premiera, jest moim zdaniem bardzo zasadne w kontekście wypowiedzi szefa jego gabinetu politycznego. Otóż ten zaufany, żeby nie napisać totumfacki premiera, wygłosił dzisiaj opinię, że „nie przywiązywałbym szczególnej wagi do tego, że z jednego z krajów, np. ze Stanów Zjednoczonych nie przyjedzie reprezentant obecnej administracji(...) Nie powinniśmy popadać w nasze polskie kompleksy z tego powodu(...) Z Waszyngtonu jest bardzo daleko do tej części Europy”. Prawda, że to spójna i przejrzysta wykładnia rządowego prominenta na temat stosunków z USA, cokolwiek sądzimy o jej słuszności ?
Tylko ta moja nieszczęsna pamięć mi znowu spłatała psikusa i zaczęła gorączkowo pracować, gdyż miała wrażenie ( jeśli pamięć może mieć wrażenie !), że już słyszała diametralnie przeciwną opinię tego rządu na temat stosunków ze Stanami Zjednoczonymi. Tak jest, mam ! Sam Donald Tusk, który przecież jest Comandante en Jefe również dla Nowaka, na spotkaniu z szefami przedstawicielstw dyplomatycznych akredytowanych w Polsce stwierdził, że “nasze relacje z USA są dla nas kluczowe, uważamy Polaków i nasze państwo za tradycyjnych i wiernych sojuszników i przyjaciół Stanów Zjednoczonych. Jest to nie tylko wspólnota interesów, ale także wspólnota wartości”.
No więc, z jednej strony Nowak lekceważąco powiada, żeby nie przywiązywać szczególnej wagi i że Waszyngton jest za siedmioma górami, z drugiej jego szef powiada, że te relacje są kluczowe i łączy nas z Waszyngtonem wspólnota wartości. Problem jest jedynie taki, że słowa te zostały wypowiedziane przez premiera pod koniec stycznia 2008 roku. Zatem może być co najmniej kilka prawdopodobnych hipotez i uzasadnień, co do tej rozbieżności opinii w ramach jednego rządu.
Trudno uwierzyć, że premier i szef jego politycznego gabinetu wyznają w polityce odmienne systemy wartości, załóżmy jednak, że to jest możliwe i tej opcji nie odrzucamy – przyjmijmy ją jako wersję pierwszą. Druga możliwość jest taka, że premier miał kiedyś jakieś polskie kompleksy na temat USA, ale już się ich pozbył i Nowak po prostu prezentuje aktualny pogląd premiera. Trzecia możliwość nasuwa się nieubłaganie, że wypowiedź Nowaka usiłuje zatrzeć wrażenie lekceważenia i porażki rządu Tuska, fatalne wrażenie, jakie powstaje, gdy się porówna skład delegacji amerykańskiej z innymi – zwłaszcza gdy planowało się wystąpienie przedstawiciela delegacji na równi z Merkel czy Putinem. Wreszcie ostatnia wersja jest taka, że Sławomir Nowak nie bardzo wie, co mówi, szczególnie wczesnym rankiem.
Moim zdaniem najbardziej prawdopodobna jest wersja mieszana ze składników trzeciej i czwartej. Oczywiście, jest możliwość i to całkiem spora, że jakieś prawdopodobne hipotezy przeoczyłem.
http://bi.gazeta.pl/im/2/6965/m6965252.mp3
http://fakty.interia.pl/kraj/news/premier-o-priorytetach-polityki-zagranicznej,1050864
Inne tematy w dziale Polityka