W teorii głoszącej, że nie ma zbawienia dla naszej gospodarki poza strefą euro, przybyło ostatnio tyle brakujących ogniw, że stary Karol Darwin by się nie powstydził. Sam premier to dostrzegł i przyrzekł Polakom, że już nie będzie wyznaczał następnego ostatecznego terminu wejścia do strefy euro. Tylko przewodniczący Chlebowski jeszcze w ubiegłym tygodniu mamrotał, ale już bez przekonania, że rząd intensywnie...coś tam... termin wprowadzenia..., ale on chyba dopiero co wrócił z urlopu i jeszcze nie wiedział, co jest grane.
A Międzynarodowy Fundusz Walutowy to posunął się niemal do gratulacji dla naszej gospodarki, za to że nie daliśmy się wciągnąć do przedsionka ERM2. Ładnie byśmy teraz wyglądali w tym przedsionku... Inni eksperci też nie mogą się nadziwić, jak bardzo pomogło polskiej gospodarce osłabienie złotego i elastyczny kurs tegoż złotego. W tym konkretnym kontekście, proszę sobie samodzielnie ocenić wypowiedź przewodniczącego Chlebowskiego ze stycznia tego roku, że euro poprawiłoby też sytuację firm w okresie kryzysu, gdyż pozwoliłoby uniknąć skutków zmian kursów. Ja od siebie tylko napiszę, że jeśli to nie jest blamaż dla aktualnego szefa sejmowej komisji finansów publicznych, to jak mawia Philip Marlowe, podejmuję się zjeść własne koło zapasowe razem z obręczą.
Europejska waluta stała się gorącym kartoflem w rękach rządu, a przede wszystkim premiera Tuska, który uczynił z rzekomych zaniechań w tej kwestii główny oręż propagandowy przeciwko rządowi Jarosława Kaczyńskiego. Premier teraz się kryguje, twierdzi, że zawieszenie programu wprowadzenia euro to żadna sensacja, ale już raczej nikt nie ma wątpliwości, że sam zapędził się w kozi róg piarowskimi obietnicami z księżyca i to jest jego osobista porażka. Tym bardziej bolesna, że wszystko wskazuje , iż gospodarkę od recesji w dużej mierze uchronił właśnie rząd PiS-u, a to z powodu spadku tegorocznych podatków PIT, co właśnie zaordynowała naszej gospodarce poprzednia ekipa, a także dzięki ...naszej walucie, naszej kochanej siermiężnej złotówce.
Tak, to ona, ta wyświechtana i pogardzana przez eurofilów złotówka, zamortyzowała w Polsce trzęsienie ziemi w finansach światowych - dzięki niej przetrwał nasz wysoki eksport. Wszyscy, którzy w czambuł potępiali rząd Kaczyńskiego za rzekome zaniedbanie przygotowań do tej operacji albo przynajmniej wejścia do tzw. przedsionka ERM2, powinni teraz ich w te pędy przepraszać, ale na to nikt nie może liczyć. Co tam zresztą, zasługa i tak zawsze na wierzch wypływa, jako i teraz wypłynęła. Ja osobiście nie mam złudzeń co do ekonomicznych i gospodarczych kompetencji naszych partyjnych polityków, w tym PiS-u, ale jest faktem niezaprzeczalnym, że choćby nie do końca zasłużona zasługa partii Kaczyńskich, ale jest to zasługa i to powoduje dużą nerwowość Donalda Tuska.
Po katastrofie katarskiej ministra Grada, po ujawnieniu bezhołowia w resorcie ministra Klicha, taki smętny koniec tromtadrackiej polityki Tuska w kwestii wejścia do strefy euro, jeszcze pogłębia fatalne wrażenie. Bowiem nawet w najłagodniejszej wersji zdarzeń, kiedy czytamy aktualne analizy ekspertów oraz instytucji finansowych, zdecydowanie wygląda na to, że dobry stan naszej gospodarki na tle innych krajów Unii Europejskiej, został osiągnięty raczej wbrew obecnemu rządowi niż za jego przyczyną. Wrażenie takie zaś bierze się stąd, że rząd Donalda Tuska bardzo długo pracował, żeby Polacy uwierzyli, iż jego czysto piarowski zabieg w sprawie katastrofalnych skutków zaniechań poprzedników jest najszczerszą prawdą. No i Polacy w dużej ilości uwierzyli. Tymczasem dzisiaj okazuje się, że to jest prawda, ale raczej w tej cuchnącej postaci, wg znanej klasyfikacji prawdy księdza Tischnera.
Stąd wczorajsza ucieczka do przodu premiera, gdy wciskał nam wersję o sprawdzonej recepcie rządu na kryzys, że uratował kraj przed bankructwem, które rzekomo groziło z powodu planu PiS-u. Jarosław Kaczyński na pewno nie jest salwatorem polskiej gospodarki, ale tak się złożyło w aktualnej, kryzysowej sytuacji, że to działaniom jego rządu zawdzięczamy bardzo sprzyjające okoliczności, w jakich przyszło walczyć z kryzysem rządowi Platformy i PSL-u.
Z wczorajszej konferencji prasowej premiera wynika, że dostaje mdłości na samą myśl o tym, że nawet bezwiednie może cokolwiek zawdzięczać poprzedniemu rządowi PiS-u. Nie dziwota, taka ewentualność podważa sam fundament istnienia rządu Platformy. Ostatnimi czasy bardzo chętnie mówiono i odmieniano na wszystkie sposoby rzekomą nienawistność, zawistność, małostkowość, zaściankowość i co tam jeszcze, u Jarosława Kaczyńskiego. Z czysto ludzkiego punktu widzenia, wczorajsze wystąpienie Donalda Tuska było emanacją wszystkich wyżej wymienionych cech, za które psy wieszano na jego poprzedniku.
http://www.dziennik.pl/polityka/article438019/Tusk_Uniknelismy_planu_PiS_i_bankructwa.html
Inne tematy w dziale Polityka