Dla Polaków cały problem z Władimirem Putinem, a także z Rosją pod jego rządami, polega na tym, że to władztwo jest raczej w typie sowieckiego sekretarza generalnego niż premiera demokratycznego państwa. To samo dotyczy ustroju Rosji, a dzieje się tak nie tylko w praktycznym aspekcie sprawowania władzy, ale także w sentymentach jej obecnych władców.
Najbardziej widoczne jest to w przejęciu całego propagandowego arsenału komunistów w dziedzinie historii, których kłamstwa powtarzane są niemal słowo w słowo, co czytamy ostatnio codziennie – a dobitnie udowodnił to dzisiejszy artykuł Putina w Gazecie Wyborczej, gdzie przyrównuje los polskich oficerów w Katyniu do losu rosyjskich jeńców po wojnie 1920 roku. Nie wiadomo co bardziej podziwiać, bezczelność kłamliwej analogii, czy zręczność w jej prezentowaniu.
Nie ma i nie było nic bardziej charakterystycznego i prawdziwego dla określenia poglądów Putina, niż słynna fraza o upadku Związku Sowieckiego, jako największej katastrofy XX wieku. Ten garb, to dziedzictwo zobaczą Polacy na Westerplatte, a premier Rosji wcale nie stara się go specjalnie ukrywać i to nada ton wizycie, choćby nie wiem co wypisywał Radosław Sikorski w Gazecie Wyborczej. Ten i wyłącznie ten fakt, że Rosja pod rządami Putina w sferze polityki historycznej bardzo przypomina Związek Radziecki, będzie dla Polaków jutro problemem na Westerplatte, a nie żadne resentymenty, które usiłuje nam wmawiać część naszych polityków i mediów.
Nie można mieć do Polaków pretensji, że są pamiętliwi i niemiłosierni wobec putinowskiej Rosji. Zarówno miłosierdzie jak i sprawiedliwość muszą mieć swój obiekt, na którym można je praktykować. Jak mają zatem praktykować miłosierdzie Polacy wobec dawnych zbrodni sowieckich, skoro dzisiejsi Rosjanie do dziś usiłują je wyprzeć, a kiedy nie są w stanie, usprawiedliwiają je kłamliwymi analogiami ? Nawoływanie, żeby przedłożyć miłosierdzie nad sprawiedliwość, jest mówiąc bez ogródek, po prostu idiotyczne – nie da się stosować obu tych wartości oddzielnie, to jakby przedkładać powietrze nad wodę.
Pewnie minister spraw zagranicznych musi takie rzeczy przed ważną wizytą mówić i pisać, ale to nie zmienia postaci rzeczy, że przyjeżdża do nas spadkobierca polityki historycznej Breżniewa, a nie Jelcyna. Może sobie Sikorski twierdzić, że "Rosja od bez mała 20 lat idzie drogą prób modernizacyjnych i demokratyzacyjnych, które - jak mamy nadzieję - uczynią z tego kraju równie wiarygodnego partnera i przyjaciela" - być może Sikorski nawet sam w to wierzy. Ale na razie, pod przywództwem Putina Rosja raczej robi próbę powtórki z historii Związku Radzieckiego niż próbę modernizacyjną.
"Chyba nigdy w swoich dziejach oba te kraje - zwłaszcza Niemcy, ale także i Rosja - nie hołdowały tak wartościom demokracji i nie były tak inspirowane ich przesłaniem" – pisze dalej Sikorski. Co ma na myśli nasz minister - pisząc o demokratycznej inspiracji w Rosji, ale przecież w kontekście jutrzejszej wizyty Putina - czy ustanowienie bandyckiej autonomii w Czeczenii; czy podporządkowanie sobie siłą części Gruzji; czy seryjne mordowanie niepokornych wobec władzy dziennikarzy; czy może notoryczny szantaż gazowy Rosji swoich sąsiadów i całej Europy, nie wyłączając Polski ?
To, co proponuje minister Sikorski w relacjach polsko - rosyjskich, to nie jest żadne nowe otwarcie, to jest raczej zamknięcie starej szafy ze starym trupem w środku. Dopóki w Rosji dla zdobycia czy utrzymania władzy, niezbędne będzie codzienne udowadnianie mocarstwowości i głoszenie mitu o imperialnej chwale radzieckiego oręża, dopóty Rosji potrzebny będzie raczej sekretarz generalny KC, a nie premier rządu. I dopóty minister Sikorski zawsze będzie do niego przemawiał jak dziad do obrazu.
http://wyborcza.pl/1,75248,6982306,List_do_Polakow.html
http://wyborcza.pl/1,101285,6978098,Min__Sikorski_dla__Gazety___1_wrzesnia___lekcja_historii.html
Inne tematy w dziale Polityka