Widmo krąży po Warszawie. Ludziska widzieli. Podobnie jak w pamiętnym roku 2002 nawiedza opiniotwórcze redakcje, modne kawiarnie i antyszambruje w kuluarach parlamentarnych. Widmo wychynęło z zacisznych gabinetów na świat boży gdzieś tak około pierwszego złamania słowa honoru przez szejków katarskich. Potem była skromna, jeszcze ostrożna wzmianka w Gazecie Wyborczej (tak, tak, też uważam, że to freudowski zbieg okoliczności), że kontrakt gazowy może być powiązany ze sprzedażą stoczni gdyńskiej i szczecińskiej.
Od tej pory już się widma nie dało spacyfikować, mimo gorliwych zabiegów wszystkich zainteresowanych nabiera ciała, powoli staje się ciałem, można powiedzieć. To widmo było przyczyną, że pociemniało jak chmura gradowa oblicze premiera, gdy ogłaszał niewinność ministra Grada. Bo widmo snuje swoją historię, jakże odmienną od historii premiera i rządu. Zaczyna się opowieść widma od tego, że ktoś dotarł z pomysłem do premiera , a premier pomysł chwycił. Wszystko, co potem, jak ten ktoś dotarł do innego ktosia, ów zaś dotarł rzekomo do pośredników handlu bronią, którzy ponoć dotarli do kogoś, co chciał kupić stocznie i tak dalej, to są już tylko konsekwencje.
Bowiem najważniejszym wątkiem w opowieści widma jest fakt, że jak się cofniemy w tym łańcuszku pośredników aż do początku, do pierwszego ogniwa, to tam zobaczymy premiera Donalda Tuska. Owszem, mógł wielu rzeczy nie wiedzieć, mógł nie znać szczegółów - ja nawet przypuszczam, że on nie chciał znać szczegółów. Ale to on zlecił zadanie ministrowi Gradowi, sam przyznał, a minister Grad zadanie próbował wykonać, na miarę swoich sił, swoich kwalifikacji również moralnych, a także na miarę swoich wyobrażeń, jak się takie zadania wykonuje. No i wyszło, to co wyszło, a na początku był Donald Tusk.
A na podstawie opowieści widma coraz bardziej wnikliwe pytania sobie ludzie zadają. Kto właściwie wpłacił wadium ? Jacy pośrednicy konkretnie , za co i w jakiej wysokości brali prowizje ? Jak to było z chronologią wydarzeń, czy minister, kiedy tuż przed wyborami ogłaszał wiktorię w sprawie stoczni, to już wtedy kłamał, czy jeszcze nie wiedział ? A premier wiedział, czy nie wiedział ? Kto wytrzasnął tych handlarzy bronią i skąd u nich takie preferencje do produkcji statków ? Że to plotki – może być, ale wtedy w 2002, też najpierw były plotki, a jak się skończyło, każdy widzi.
Bo ludzie są pamiętliwi i jeszcze słyszą to ruganie i pouczanie ich przez rząd, gdy kwestionowali wiarygodność historyjki rządu w czerwcu. Ba, sukces ogłoszono, a opozycję odsądzono od czci i wiary. Owszem, premier się zachował cudnie, przeprosił ludzi, podziękował, dał laurkę Gradowi, ale ludzie jak już zaczynają być natarczywi, to nie popuszczają . Widmo zaś podpowiada, że on w takiej sytuacji po prostu nie mógł spuścić Grada, bo Grad nie taki głupi jak go wrogowie malują. Złapał Kozak Tatarzyna, a Tatarzyn za łeb trzyma.
Jest rzeczą niezwykle frapującą, jak zachowają się media, które z widmami mają jako takie doświadczenie od czasu wizyty Rywina u Michnika. Wtedy widmo snuło swoją opowieść pół roku z okładem w warszawskich salonach, gabinetach i buduarach, zanim wydostało się na światło dzienne. To również bardzo interesująca kwestia, czy media czegoś się nauczyły, czy wszystko zapomniały, czy widmo stanie się ciałem...
Inne tematy w dziale Polityka