Moim zdaniem Cezary Krysztopa bardzo słusznie się wyraził, że Europę szlag trafi i przedstawił symptomy nieuniknionego rozpadu UE. Nie zgadzam się z jednym punktem, a mianowicie uważam, że traktat lizboński jest nie tyle symptomem, co chęcią utrwalenia obecnego stanu rzeczy , który do rozpadu nieuchronnie doprowadzi. Prawdą jest, że jednym z czynników powstania idei zjednoczonej Europy była trauma II wojny światowej, która niestety z upływem czasu zamieniona została w przyziemne pragnienie świętego spokoju.
Tymczasem podstawowym pytaniem jest, dlaczego Europejczycy mieliby pragnąć się zjednoczyć i co ma ich łączyć. Odrzucono wartości chrześcijańskie, a przynajmniej zmarginalizowano na tyle, że nie są liczącym się spoiwem. Można to lekceważyć, ale skoro nie wymyślono nic w zastępstwie, nic bardziej przekonującego i nic bardziej wspólnego dla Europejczyków, to konsekwencją jest, że Europa nie ma fundamentu. Oznacza to, że Europejczycy, skoro z oczywistych względów nie mogą się zjednoczyć na zasadzie wspólnoty językowej, kulturowej, a w żadnym wypadku na zasadzie wspólnoty ideologicznej - to pozostaje odwołać się do korzeni. A te są tylko jedne, chrześcijaństwo.
W żaden sposób nie pełnią roli spoiwa prawa człowieka czy polityczna poprawność, których doraźne przyczynkarstwo bije w oczy i nikt, z wyjątkiem ortodoksyjnych lewaków, nie może tego traktować jako przesłania dla Europy. Jednak trzeba przyznać, że to jest jedyna wyrazista ideologia, która ma jakiś wpływ na bieżące działanie UE, a typowym przedstawicielem jest Daniel Cohn-Bendit. Przy czym należy mieć świadomość, że jest to fanatyzm na poziomie Che Guevary, krystalicznie czysty fanatyzm, bez żadnej ludzkiej domieszki. Można śmiało dziękować Bogu, że mają tylko wpływy, a nie władzę. Gdyby kiedykolwiek wybili się w Unii na rządzenie, dostaniemy taką szkołę przetrwania, że czasy PRL-u wspominać będziemy z rozrzewnieniem.
Trzeba powiedzieć, że ludzie, którzy obecnie rządzą Unią, ich mentalność, zdolności oraz postawy, są również konsekwencją braku porywającej idei, która w swoim czasie wyrzuciła pod niebiosa Stany Zjednoczone, a które w wyniku tamtej eksplozji wolności do dzisiaj są kosmosem dla Europy pod każdym niemal względem. Można przytaczać wiele przykładów miałkości europejskich elit, ale ograniczę się do d najbardziej typowego. Charakterystyczny jest przykład Sarkozy`ego, o którym niedawno znowu było głośno, a to z przyczyny, że na jakieś jego wystąpienie publiczne wybrano kilkaset niższych od niego wzrostem osób, żeby tworzyły odpowiednie tło dla prezydenta. Wbrew pozorom nie jest to drobnostka, to ilustruje kaliber duchowy i umysłowy ludzi, którzy nami rządzą. Jeden z decydujących głosów w Unii należy do niedużego facecika brunecika, dla którego życiowym wyzwaniem jest wyglądać w telewizji jak wysoki barczysty blondyn.
I to jest i miara i symbol i przesłanie obecnych elit politycznych Unii Europejskiej. Ten polityczny bubel musi się rozlecieć i jest tylko kwestią czasu, kiedy to się stanie . Oczywiście jest także kwestia konsekwencji, jakie z tego powodu poniesiemy, ale w żaden sposób nie można oskarżać nas, że dążąc do zmiany stanu rzeczy w Unii podcinamy gałąź, na której siedzimy. Jest tak, że Unia w tym stanie rzeczy nieuchronnie zdąża do rozpadu, a my wraz z nią. Pamiętając o wszelkich proporcjach dotyczących obecnych zagrożeń i sytuacji w porównaniu do przedwojennych, można powiedzieć, że Europą rządzą dzisiaj ludzie pokroju Chamberlaina i Daladiera, a my na gwałt potrzebujemy Churchilla.
Inne tematy w dziale Polityka