Wszystko zaczyna się od premiera Tuska, który uznał, że do prywatyzacji najlepiej nadaje się Aleksander Grad, do tamtych pór spokojny geometra prowincjonalny. Dlaczego premier upodobał sobie właśnie Grada, tego nie wie nikt, a w ciągu dwóch lat praktyki ministra, które upłynęły od nominacji, motywy premiera nie uwiarygodniły się ani trochę - wręcz przeciwnie, ludziska jeszcze bardziej zachodzą w głowy, co nim powodowało.
Ale mniejsza z tym, minister jest tylko ogniwem w misternym łańcuszku i on właśnie uznał w maju tego roku, tuż przed rozpoczęciem procedury prywatyzacji, że najlepszym prezesem Enei będzie niejaki Maciej Owczarek. Inaczej niż w przypadku premiera, minister Grad wie dlaczego powołał delikwenta na to stanowisko – jest to ktoś spoza energetyki, menedżer nieskażony branżowymi układami. Cokolwiek to by miało znaczyć, minister swój pomysł przeforsował i nowy prezes rozpoczął urzędowanie od wykonania polecenia swojego mocodawcy, czyli sprawdzenia jak w Enei podejmowane są decyzje biznesowe i jak wygląda przepływ informacji.
Prezes uznał, że najlepsza do tego celu będzie firma TFS, której nie znał co prawda, ale którą polecił mu kolega. Dlaczego prezes upodobał sobie tego właśnie kolegę jako doradcę nie wie nikt, ale ludzie lubujący się w teoriach spiskowych twierdzą, że nie od rzeczy jest fakt, iż współwłaścicielem TFS jest niejaki generał Fonfara, kiedyś szef jednego z zarządów tajnej policji politycznej III RP. No, ale mniejsza z tym, ważne, że Owczarek jest spoza układu. Ten TFS zabrał się do roboty i to tak raźno, że niektórzy zaczęli się zastanawiać, po co też zewnętrzna w końcu spółka zbiera tak szczegółowe i ważne informacje w przedzień prywatyzacji.
Zatem rada nadzorcza zaniepokojona tymi poczynaniami postanowiła sprawdzić TFS i uznała, że najlepsza do tego celu będzie firma audytorska Ernst&Young i powołała ją do przeprowadzenia audytu. Nie wiadomo na pewno, co wykryła lub czego nie wykryła firma Ernst&Young, gdyż jej raport nie został ujawniony. W każdym razie rada nadzorcza Enei tak sobie ów raport upodobała, że wezwała Agencję Bezpieczeństwa Wewnętrznego, żeby już totalnie prześledzić, co się w tej Enei dzieje. Nad śledztwem ABW w Enei nadzór z kolei objęła prokuratura. W ten sposób zamyka się łańcuch ludzi dobrej woli, którzy na tym etapie uczestniczą w prywatyzacji Enei.
Można właściwie napisać, że zamyka sie podwójnie, bo przecież nadzór nad prokuraturą i ABW dzierży premier Tusk, który upodobał sobie na początku Grada, a z ABW, następczynią UOP, zna się pewnie dobrze generał Fonfara, który upodobał sobie firmę TFS. Wszyscy, którzy myślą, że materia jest skomplikowana do niemożliwości, powinni zdawać sobie sprawę, że to dopiero początkowy etap prywatyzacji według recepty Platformy Obywatelskiej.
http://www.dziennik.pl/magazyn-dziennika/article448202/Afera_wokol_prywatyzacji_Enei.html
P.S. Muszę dodać zdanie Marcina Piaseckiego z "Dziennika", ponieważ bardzo mnie rozbawiło : "Na szczęście na nowo pojawiła się dosyć dawno zapomniana cecha konieczna przy prywatyzacji: determinacja. Wydaje się, że minister Grad ją ma".
Inne tematy w dziale Gospodarka