seaman seaman
125
BLOG

Mdłości, czyli analogia do czkawki

seaman seaman Polityka Obserwuj notkę 42

Według pewnego zasłużonego blogera szef CBA powinien odejść ze stanowiska podwójnie - raz za skrajną nielojalność, jeśli spowodował przeciek do prasy; drugi raz za brak kontroli, jeśli to nie on spowodował przeciek, tylko jego podwładni.   Tak bowiem wynika z punktu widzenia, który reprezentuje ów bloger, a jest on taki, że premier nie może tolerować urzędnika, który „przecieka” tajne dokumenty do prasy.

To jest bardzo stanowcze i kategoryczne stwierdzenie, podane bez wymieniania zastrzeżeń lub wyjątków, zatem noszące cechy pewnej uniwersalności.  Profesorska skłonność do syntezy i zakręconych analogii czasami prowadzi na manowce i tak chyba stało się tym razem.   Jeśli bowiem z profesorskiego punktu widzenia, dla zwolnienia Kamińskiego ze stanowiska nie ma żadnej alternatywy, gdyż jest on winny niejako z tytułu pełnionej funkcji państwowej,  to cóż powiedzieć o premierze Donaldzie Tusku, którego przecież także nie sposób nie obciążyć odpowiedzialnością za dobór swoich najbliższych współpracowników.

Stosując się do logiki blogera Sadurskiego, że nieistotne jest czy premier sam spowodował przeciek z kancelarii, który zaalarmował kombinatorów od jednorękich bandytów (hipoteza co najmniej równie prawdopodobna, jak o przecieku z CBA do prasy ), czy też winni byli jego współpracownicy, premiera należałoby pogonić niezwłocznie.    Przy czym należy pamiętać, że Miro, Zbychu czy Grzesiek to nie są urzędnicy awansowani do ministerialnych funkcji ad hoc, nie są pozostawieni w spadku po poprzednim rządzie, nikt też ich premierowi Tuskowi nie musiał polecać, nikt go nie musiał do nich przekonywać. 

To są ludzie nie tylko wybrani przez Donalda Tuska osobiście, to są towarzysze politycznej drogi premiera od wielu, wielu lat, to są poputczycy wieloletniego marszu po władzę, oficerowie największego zaufania i największych nadziei.  Donald Tusk musiał doskonale tych ludzi znać, nie tylko ich polityczne czy organizacyjne umiejętności, ale również charaktery, zwyczaje, musiał na nich polegać.

Co można o takim doborze współpracowników sądzić, jeśli odrzuci się kompletnie nieprawdopodobną wersję, że premier nie zna się na ludziach ?   Przecież Miro był posłem już pierwszej kadencji z KLD Donalda Tuska, a Zbychu posłem z ramienia PO od 2001 roku, o Grzechu  nie wspomnę nawet.  Jakby na to nie patrzeć, a już szczególnie, gdy się spojrzy z punktu widzenia przedstawionego przez blogera Sadurskiego, to stosując zasadę proporcjonalności, premiera należałoby nie tylko ze stanowiska zwolnić, ale także wytarzać w smole i pierzu, a następnie pognać gołego batem po śniegu.

Czy premier może tolerować ludzi, którzy dosłownie za jego plecami, toczą negocjacje z szemranymi biznesmenami na temat ustawy pisanej przez rząd ?   A przypomnę, że tolerował ich do końca, a ich postawę określał niestosownością i dwuznacznością.   Kiedy czytałem stenogram rozmowy jednego z najbliższych współpracowników i zaufanych ludzi premiera, zapewniającego szemranego biznesmena, że na dziewięćdziesiąt procent ma załatwione, ale Grześ i Miro nie dają wsparcia, to odczułem raczej mdłości niż czkawkę.   Nie to, żebym był taki wrażliwy, co to, to nie. Po prostu nie cierpię być na żywca robiony w konia przez ludzi, którzy na okrągło pouczają mnie o standardach moralnych - mdli mnie wtedy, jak bym połknął jakieś sushi czy inne świństwo.

A były to mdłości znajome.  Podobne odczucie miałem parę lat wcześniej, gdy czytałem stenogram nagrania z innej rozmowy, z innym biznesmenem, który okazał się również szemrany, chociaż z najlepszego towarzystwa. Podobne były frazy i klimat, a biznesmen w równie familiarnym tonie wyrażał przekonanie, że się z rozmówcą dogada, chociaż ten jest wariat.   No i powoływał się na znajomość grupy trzymającej władzę, a nie Grzecha i Mira.   Ale czy to nie jest przypadkiem analogiczna grupa ?   Deja vu, jak mówią Francuzi.

Jeśli chodzi o rzekomą czkawkę społeczeństwa z powodu ujawnienia podejrzanych konszachtów ludzi z najbliższego otoczenia  Tuska, to czka się być może z powodu hasła lansowanego przez innego profesora w innym czasie.   Przekonywano społeczeństwo wówczas,  że lepsi złodzieje niż Kaczyńscy – jak się skojarzy podsłuchaną rozmowę współpracownika Tuska z tym hasłem, to faktycznie można dostać czkawki, a nawet zwymiotować. .

Jedno jest pewne, gdyby nie Mariusz Kamiński, nikt nie miałby czkawki ani mdłości.   Z kalendarium zdarzeń w tej aferze rządu Donalda Tuska wynika bowiem niezbicie, że premier długo dokładał wszelkich starań, żeby nie zakłócić świętego spokoju społeczeństwu, ale wszystko wskazuje, że chyba przedobrzył.  

A na ten czas, wbrew blogerowi Sadurskiemu   twierdzę,  że nie warto dywagować, czy PiS po tej aferze wróci do władzy i czy kiedykolwiek wróci.  Najważniejsze jest w tym momencie, żeby od władzy zostali natychmiast odsunięci ludzie, których sobie Tusk szczególnie upodobał.   Rzecz jasna, również on sam powinien opuścić swój stołek, bo właśnie to upodobanie go dyskwalifikuje.

http://wojciechsadurski.salon24.pl/133879,czkawka

seaman
O mnie seaman

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (42)

Inne tematy w dziale Polityka