Jarosław Kaczyński już nie wróci do władzy; o nie, na pewno nie wróci do władzy, bo naród by nie wytrzymał, upewniają się w radosnym wishful thinking czcigodni czciciele III RP. PiS stanie się naturalną partią opozycji , bo nie ma najmniejszych szans na wygraną i w związku z tym skazany jest na nieuchronną przegraną, filozofuje sobie profesor filozofii prawa. PiS chce rządzić za pomocą konfliktów, zaś społeczeństwo chce się dorabiać, a każdy obywatel przecież lubi mieć święty spokój w czasie dorabiania, kalkulują szczwani biznesmeni.
Wydawać by się mogło, że skoro partia Donalda Tuska, mimo nękających ją rozlicznych afer, ciągle mieści się w średniej strefie stanów wysokich sondaży opinii, to potencjalne ofiary Kaczyńskich powinny czuć się bezpieczne i zaopiekowane. No, przynajmniej powinny odetchnąć odrobinę od tej zmory, przestać śnić o lustracji nagłej i niespodziewanej, nie zrywać się bladym świtem na dźwięk kroków na klatce schodowej. Tymczasem zjednoczone media i ich wierni politycy zachowują się, jakby w dzień odreagowywali nocne koszmary, harmider antypisowski nie słabnie, ale wręcz się nasila.
Przyznam, że dla mnie, zwolennika Kaczyńskich, ta kakofonia jest krzepiąca – skoro wiem, że wszystkiego nie wiem, a mam wątpliwości co do własnej oceny sytuacji, więc orientuję się także po reakcjach środowisk wrogich PiS-owi – te zaś, w porównaniu do stanu znanego z oficjalnych sondaży opinii, są przeraźliwie histeryczne. Coś musi być na rzeczy z tym powrotem PiS-u do władzy, jeśli od dwóch lat zarówno w pełni profesjonalni, jak i po amatorsku niezgrabni wrogowie Kaczyńskich powtarzają jak mantrę jedno zaklęcie w różnych wersjach.
Jarosław Kaczyński nie ma zdolności koalicyjnej, bo zjada wszystkie przystawki, a przystawki nie chcą być zjadane, pocieszają się politycy z lewa i z prawa. PiS ma tylko twardy elektorat dwadzieścia pięć procent, nigdy mu już procentów nie przybędzie, a to z tego powodu, że PiS może liczyć tylko na twardy elektorat, inne partie owszem, mogą liczyć na miękki elektorat, ale PiS nie może liczyć na miękki elektorat, tylko na twardy elektorat może liczyć PiS, analizują subtelni analitycy.
Uff ! No właśnie, skąd ten kociokwik, skąd ta permanentna histeria u ludzi, którzy w swoich prognozach zakopują PiS co poniedziałek, a już w środku tygodnia, z przerażeniem w oczach zaklinają naród, żeby nie wierzył PiS-owi ? Jaka jest przyczyna, że na długo przed rozpoczęciem prac komisji śledczej, rozpętano iście goebelsowską kampanię przeciwko wiarygodności Mariusza Kamińskiego ?
Przecież po to jest publiczne śledztwo w parlamencie, żeby publiczność sama oceniła prawdomówność głównych adwersarzy, czyli premiera i szefa CBA. Gdyby sądzić tylko z natężenia paniki i stężenia bzdury zawartej w gorączkowych zabiegach o przywrócenie choćby minimalnej wiarygodności partii Donków, Zbychów i Grzechów, to faktycznie Jarosław Kaczyński jest o krok od ponownego objęcia rządu.
Być może beneficjenci i wielbiciele rządów Platformy pamiętają, że PiS nie potrzebował czterdziestu procent, żeby rządzić, o ile dobrze pamiętam, wystarczyło mu dwadzieścia sześć procent. A skoro tak, to trzeba sobie szczerze powiedzieć, że PiS może do władzy dojść w każdej chwili, wystarczy choćby wahnięcie Pawlaka i dla Platformy jest po herbacie. Sytuacja po ostatnich aferach jest niezwykle niestabilna i teraz nawet jakiś drobiazg, pozornie mało ważny, kolejna sprawka premiera lub jego pazernych kolegów, może przelać czarę goryczy wyborców PO.
A czara jest pełna, nikt raczej nie wątpi i stąd chyba ta histeria. Zapewne zjednoczone w ofensywie media symultaniczne mają świadomość, że obecne badania opinii można sobie, za przeproszeniem, o tyłek roztrzaskać, bo i tak jeszcze co najmniej rok przed nami.
Badacze rewolucji i wszelkich gwałtownych zmian politycznych znają tę prawidłowość, że sytuacja wydaje się być opanowana, a nawet jakby się polepszyła, a tymczasem paradoksalnie, właśnie w tym momencie następuje wstrząs i wszystko się wali jak domek z kart. Pozorna normalizacja na wysokim poziomie niestabilności - tak to wygląda w tej chwili dla Platformy i to jest cisza przed burzą. Stąd ten wysyp zaklinaczy PiS-u.
Inne tematy w dziale Polityka