seaman seaman
95
BLOG

Zważono, policzono, umorzono. A III RP zeświniono

seaman seaman Polityka Obserwuj notkę 34

Jak Polska długa i szeroka, w Płocku, Warszawie, Zielonej Górze i gdzie tam jeszcze wzrok sięga, Zbigniew Ziobro triumfuje.   Nie ujawnił tajemnicy państwowej, nie naciskał, nie podsłuchiwał nielegalnie, nie zniszczył laptopa, nie usuwał dokumentów, a nawet nie podżegał Barbary Blidy do samobójstwa.

Od dwóch lat elity III RP, których przyrodzona nadzwyczajność i bezkarność zostały zakwestionowane przez pisowskiego ministra, urządziły na niego prawnicze polowanie z nagonką medialną.     Handicap wrogowie Ziobry mieli potężny - jego partia w opozycji, a przy władzy zakamieniały wróg Kaczyńskich , ulubieniec zjednoczonych mediów i bożyszcze wielbicieli świętego spokoju na styku biznesu i polityki.   Wszystko to poparte nienawistną determinacją oraz najbogatszym z możliwych arsenałem sił i środków prawno-administracyjnych, łącznie ze służbami specjalnymi i usłużną postkomuną , która z największą skwapliwością w tej nagonce bierze udział.

Wydawać by się mogło, że nic nie uratuje byłego ministra sprawiedliwości przed zemstą dotkniętych do żywego autorytetów moralnych.   I nic, zero, nul, wszystko wzięło w łeb.   Kompletna plajta, klapa, kryzys, krach, jak pisał poeta.   Trudno sobie wyobrazić większą klęskę i chyba nawet adwersarze Ziobry nie są w stanie tego do tej pory pojąć.

A przecież to nie jest tylko kilka nieudanych śledztw, mniejsza o to, takie rzeczy się zdarzają.   Istota tej katastrofy i jej najdotkliwszy aspekt jest w tym, że Zbigniew Ziobro został z góry osądzony i skazany przez mainstream zaraz po przegranych przez PiS wyborach w 2007 roku i rozpętano przeciwko niemu największą chyba w dziejach III RP medialną kampanię oszczerstw.    Bez porównania dłuższą , intensywniejszą oraz bardziej brutalną niż jakakolwiek kampania wyborcza w przeszłości.

Tymczasem okazało się dzisiaj, że na nic wysiłki najbardziej wprawnych towarzyszy z SLD, jak Zemke, który nawet wsparty przez ABW nic nie wskórał (a już ukuto zgrabny bon mot - „totalne podsłuchowisko”);  psu na budę się zdali najwierniejsi z wiernych prokuratorów;  niepotrzebnie się trudziły gorliwe aż do śmieszności komisje sejmowe.   Wszystko po to, żeby urobić opinię publiczną, żeby wymiar sprawiedliwości się nie zawahał, gdy przyjdzie ważyć winy i roztrząsać wątpliwości.

Naprawdę trzeba sobie uświadomić monstrualną skalę tej medialnej akcji, żeby docenić, jak wiele położono na szalę w przypadku polowania na Zbigniewa Ziobrę.   Ze świecą chyba trzeba w Polsce szukać osoby publicznej, znanej z opozycyjnych poglądów wobec braci Kaczyńskich, która nie wykupiłaby propagandowej cegiełki dla pognębienia byłego ministra w rządzie PiS-u.   Najbardziej znani publicyści pisali i ogłaszali Ziobrę nieomal faszystą i zbrodniarzem, przytaczali niezbite argumenty, dowody, co i raz pojawiały się sensacyjne doniesienia o nowych okolicznościach, które już, już pognębią delikwenta raz na zawsze.

Tymczasem ostateczne rozwiązanie kwestii ziobrowskiej nie nastąpiło i chyba nikt już nie wątpliwości, że nie nastąpi.   I jak teraz to wszystko nazwać, czym tu straszyć, jak to odkręcić, żeby nie wyjść na idiotę ?   Pewnie niejeden usłużny żurnalista zadaje sobie to pytanie i z utęsknieniem spogląda w stronę niezawodnej dotychczas centrali publicystyki symultanicznej, która przecież w tym temacie wiodła prym.   

A centrala nie ma dobrych wiadomości, coś tam niemrawo psioczy na prokuratorów, że przedkładają dobro służby nad interesem publicznym;  a to że prawo mamy źle skonstruowane (ale konstruktorów jakoś nie wymieniają po nazwisku);  a to słaby nadzór sądu.    Ba, w przypadku udostępnienia akt afery paliwowej Jarosławowi Kaczyńskiemu, nawet specjaliści z Gazety Wyborczej nie są w stanie się nadziwić horrendalnej głupocie tego zarzutu.   Platformiany myśliwiec z komisji nacisków spektakularnie kompromituje się prawniczą ignorancją na oczach publiczności przed ekranami telewizorów.   Eseldowski łowczy z kolei, z komisji badającej okoliczności śmierci swojej partyjnej koleżanki, przez wiele miesięcy epatuje rzekomymi przełomami w śledztwie, które okazują się mniej warte od papieru, na którym je spisano.

Taka specyficzna medialna akcja wspomagania wymiaru sprawiedliwości przeciwko Zbigniewowi Ziobrze toczy się od dwóch lat, a jej przesłaniem jest znana skądinąd zasada, że gdy się kogoś wytrwale i dostatecznie długo obrzuca błotem, to w końcu musi się coś przylepić.   Zresztą, akcja nie została przerwana mimo klęski mocodawców w sądach i prokuraturach, toczy się dalej.   Tak bowiem działają łże-media i trudno o bardziej adekwatną nazwę.

Zbigniew Ziobro obok braci Kaczyńskich uosabiał w największym stopniu ideę IV RP, stąd ta bezprzykładna nienawiść do niego ze strony beneficjentów dożywotnich elitarnych statusów, przywilejów i układów.    W tym kontekście nasze państwo, III RP, jeśli rozumieć je jako konglomerat władzy oraz prorządowej elity i mediów, po prostu bezprecedensowo się zeświniło.   Rząd nadzorujący prokuraturę, media kibicujące rządowi i prorządowe autorytety będące filarami tego partyjno-medialnego dealu, usiłowali z powodów politycznych zniszczyć człowieka, gdyż zagraża hegemonii układu.   Ich kultura nie zabrania robić takie polowania.

seaman
O mnie seaman

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (34)

Inne tematy w dziale Polityka