W tym samym czasie, gdy za zachodnią granicą niemieccy sąsiedzi obchodzą rocznicę zburzenia jakiegoś durnego muru, co u nas Fredro opisał już ze dwieście lat temu, my po cichu i bez rozgłosu świętujemy coś znacznie bardziej szlachetnego, a mianowicie spełnienie marzenia ojców założycieli III RP. Otóż po dwudziestu latach od wyartykułowania pierwszych postulatów o wprowadzenie pluralizmu społecznego – po sferze politycznej i stricte społecznej, idea ziściła się również w wolnych mediach !
Rozpisują się o tym szeroko niektóre dzienniki, ale niektóre równie znacząco milczą, co zresztą też świadczy o pluralizmie. A jeśli wierzyć doniesieniom, to trzeba przyznać, że idea pluralizmu osiągnęła w naszym państwie zasięg i rozmiar niebywały. Przykładowo telewizja – Kaczyńscy w programie pierwszym TVP; postkomuniści w programie drugim tegoż TVP; Tusk w Vision Network; katolicy ortodoksyjni w Telewizji Trwam; katolicy postępowi w TVN Religia; kosmopolici i bezideowcy w Polsacie. O niszach kablowych już nawet w ogóle nie wspomnę, tyle tego się namnożyło, a cóż dopiero wszechobecny internet !
Podobnie pełnią pluralizmu cieszą się sami dziennikarze i publicyści - Chrabota w Polsacie i u Jankego; Janke w Rzepie i u siebie, a z doskoku w tokefemie; Olejnik wszędzie; Lis gdzie tylko go zechcą, Rokita w Dzienniku oraz gazetce zakładowej Lufthansy, i tak dalej, i tak dalej. To samo jest w prasie i radiu – każda opcja polityczna, światopoglądowa czy gastronomiczna ma swój kącik, niszę, program lub po prostu przydział od KRRiT.
I jakiż to komfort psychiczny dla publiczności – każdy wie, na kogo może się w danym programie natknąć, co usłyszeć, a przede wszystkim, jakiej stacji trzeba unikać, żeby nie zmącić sobie czystości światopoglądowej doktryny. Z drugiej strony, nigdy jeszcze w dziejach III RP nie kwitło tak bujnie życie w mediach, nie byliśmy świadkami tak częstych płodozmianów w poszczególnych tytułach, antenach, redakcjach i studiach ani takiej wędrówki ludu redakcyjnego, z jakimi mamy do czynienia w obecnym czasie.
Jedne opcje tracą medialne przyczółki, inne zdobywają nowe pozycje, ci zwalniają , tamci z kolei rekrutują, wszystko zmienia się jak w kalejdoskopie. Pamiętacie przecież te lata na przełomie 89/90 i nieco później – nie było publicznej wypowiedzi polityka czy popularnego publicysty bez odmieniania we wszystkich przypadkach słowa pluralizm. Podobnie jak dzisiaj modne są wśród klasy politycznej tak zwane podwyższone standardy moralne, tak wówczas, w tych romantycznych latach dziewięćdziesiątych, modny był pluralizm, który na naszych oczach, właśnie teraz się podobno dopełnił. Tak całkiem na marginesie pozwolę sobie na małą dygresję - może być całkiem podobnie ze standardami moralnymi, tylko trzeba spokojnie poczekać, ze dwadzieścia lat.
Jedna rzecz mnie niepokoi, brak entuzjazmu, czy nawet zwykłej aprobaty dla tej eksplozji pluralizmu wśród niektórych ojców założycieli naszej młodej demokracji. Mało tego, zaczyna się typowe polskie malkontenctwo – a to, że partyjniactwo panuje w telewizji publicznej; a to, że gdzieś tam za dużo pokazują rząd, a gdzie indziej znowu tak jakby rząd nie istniał i tym podobne zarzuty się stawia. Zwłaszcza apologeci obecnej władzy narzekają na ich zdaniem zbyt słabą obecność rządu w niektórych mediach, a to podobno okropnie wpływa na morale społeczeństwa, jeśli w każdym dzienniku nie ma Platformy z jej podwyższonymi standardami.
W związku z tym mam niejasne wrażenie, że mogło dojść do tak zwanego qui pro quo w odniesieniu do tej przepięknej idei, a mianowicie pomyłki co do samego pojęcia. Nie chcę tutaj sugerować nikomu ignorancji albo, co nie daj Bóg, złej intencji, ale czasami wydaje mi się, że niektórzy, mówiąc wówczas o pluralizmie, nie tyle uważali, że powinno być wiele partii reprezentujących różne programy, ale że jeden program powinien być reprezentowany przez wiele partii.
W związku z tym moim podejrzeniem, przypomniało mi się zabawne wydarzenie związane z pluralizmem, właśnie z początku lat dziewięćdziesiątych. Pewien mój znajomy zapytał mnie wówczas, czy ja wiem, o co chodzi z tym „piuralizmem”. Co otworzę telewizor, radio czy gazetę, to natykam się na ten cholerny „piuralizm” - mówi do mnie. - Szukam w encyklopediach, słownikach i leksykonach, nigdzie nie ma takiego słowa „piuralizm” , skąd oni to wytrzasnęli !? - gorączkował się mój znajomy.
No i mnie się teraz właśnie wydaje, że tym naszym ojcom założycielom chodziło o taki pluralizm, którego nie uświadczysz w żadnych encyklopediach ani podręcznikach. Przynajmniej pod tą nazwą.
http://www.dziennik.pl/polityka/article477852/Zobacz_jak_PiS_i_SLD_dziela_sie_TVP.html
Inne tematy w dziale Polityka