Jest tylko jeden ustrój społeczno-polityczny na świecie, który pod względem zbrodniczych skutków może śmiało konkurować z faszyzmem, a mianowicie komunizm. Ten aspekt obu reżimów, czyli systemowa przemoc nie wzdragająca się nawet przed ludobójstwem, jest idealnie symetryczny, gdy rozpatruje się wszystkie za i przeciw wspomnianych wyżej formacji ustrojowych.
Można rzecz jasna podkreślać różnicę, że ci mordowali swoich przeciwników w imię szczęścia ludzkości, a tamci dla uzyskania odpowiedniej przestrzeni życiowej dla rasy panów. Owszem, można tak powiedzieć, tylko że to jest taka prawda, która nic nie daje, a już najmniej pokoleniom i ofiarom - przeszłym, obecnym i potencjalnym. Dlatego niewiele mnie obeszła potyczka warszawska rzekomych faszystów z ONR i rzekomych lewackich anarchistów. Piszę rzekomych, bo nie znam jednych ani drugich, a wiedzę czerpię z mediów.
Jeśli jednak jest tak, że kuku sobie robią grupki zbliżone ideologicznie do tych zbrodniczych ekstremizmów, o których podobieństwie pisałem w pierwszym zdaniu postu, to ja po prostu uważam, że świat jest odrobinę bardziej sprawiedliwy, gdy takie typy się nawzajem poharatają. To trochę podobnie, gdy walczy gangsterski Wołomin z Pruszkowem o podział stref wpływów – jeśli nie dzieje się krzywda postronnym osobom, to należy przejść nad tym do porządku dziennego i cieszyć się, że policja zaoszczędzi sił i środków na inne cele.
Nie potrafię się jednak w żaden sposób pogodzić z komentarzem Gazety Wyborczej do tego wydarzenia, a szczególnie z jednym zdaniem Seweryna Blumsztajna, które mówiąc bez ogródek, uważam za fałsz. Chodzi o stwierdzenie, że owi rzekomi lewicowi anarchiści, zwani dalej przez Blumsztajna grupką młodzieży, „uratowali polski honor w dniu narodowego święta. Jedyni, którzy odważyli się splunąć w najgorszą z polskich twarzy”.
Czyli według Blumsztajna splunęli w twarz polskiemu faszyzmowi w postaci demonstrującego ONR-u. I właśnie ta fraza, że najgorszą polską twarzą jest faszyzm, budzi we mnie sprzeciw. Bo tak się składa, że akurat polski faszyzm w całej swojej historii pod względem „zasług” przeciwko naszemu narodowi nie może się równać z polskim socjalizmem-komunizmem. Być może nie miał szans rozwinąć skrzydeł ten nasz faszyzm, wszechpolacy, oenery i tym podobne nie zrobili w Polsce karier nawet w najmniejszym stopniu porównywalnych z faszystami niemieckimi, francuskimi, włoskimi, chorwackimi.
Teoretycznie nie można oczywiście wykluczyć najgorszego scenariusza, jeśli już roztrząsać „co by było gdyby”. Jednak póki co, ta rzekomo najgorsza polska twarz, czyli wyczyny naszych okropnych faszystów ONR-u (notabene, przed wojną byli pierwszymi pensjonariuszami obozu w Berezie), to naprawdę harcerstwo, gdy się ich porówna z rzezimieszkami spod znaków KPP, PPR, PZPR.
Gazeta Wyborcza często i skwapliwie stopniuje intensywność i skalę komunistycznych represji w Polsce i innych krajach ówczesnego obozu, w zależności od okresu i miejsca – inaczej ocenia lata tuż powojenne, pięćdziesiąte i późniejsze; inaczej na Węgrzech, w NRD czy Bułgarii. I słusznie. Zatem niech tę samą metodę zastosuje do oceny polskiego faszyzmu, tej rzekomo najgorszej twarzy polskiego narodu, według Blumsztajna.
I jestem pewien, że gdy zrobi to rzetelnie, to wyjdzie na to, że pluć w twarz trzeba raczej całej plejadzie polskich komunistów, począwszy od Bieruta z Radkiewiczem aż do Jaruzelskiego z Kiszczakiem. Oto najgorsze polskie twarze moim zdaniem i jeszcze powiem, że gdy używam terminu „twarze” w stosunku do tych funkcjonariuszy, to naprawdę czuję się jak mistrz savoir vivre`u. Naprawdę, przedwojenny numerus clausus to było przyczynkarstwo w porównaniu do kilkudziesięciu lat morderczego procederu towarzyszy z Rakowieckiej.
Zatem jeśli już Blumsztajn tak bardzo pragnie ratować polski honor metodą plucia w twarz łajdakom, to niech poszuka tych specjalistów od szczęścia ludzkości spod znaku czerwonej flagi – całkiem sporo ich grasuje jeszcze po Warszawie. Polskie twarze bywały i bywają bardzo paskudne, ale tych najgorszych na pewno nie należy szukać wśród wyrostków z dzisiejszego ONR. Tak nam mówi doświadczenie i nie rozumiem, jak Seweryn Blumsztajn może tego nie dostrzegać.
http://wyborcza.pl/1,90913,7245007,Moi_narodowi_bohaterowie.html
Inne tematy w dziale Polityka