Wbrew intencjom ministra Sikorskiego, który nie chce kontynuować tradycji jagiellońskiej w polityce zagranicznej, to pewne elementy tamtej idei przedarły się do polityki wewnętrznej rządu Donalda Tuska. Mało tego, że się przedarły, to zdaniem niektórych obserwatorów sceny politycznej przede wszystkim tym elementom właśnie Platforma Obywatelska zawdzięcza dojście do władzy i trwanie w chwale na wysokościach sondażowych.
Chodzi o to mianowicie, że chcąc nie chcąc( ale raczej chcąc), Platforma stała się przedmurzem, ale nie tylko antypisowskim, lecz także przedmurzem dla interesów niejawnych establishmentu wszelkiej proweniencji. Analogia w czystej symbolice do czasów jagiellońskich, kiedy idea Polski jako Przedmurza cieszyła się już wielką popularnością, jest dość oczywista. Zwłaszcza gdy się odrobinę popuści cugle wyobraźni i przyrówna Kaczyńskich do młodoturków.
Rzecz zupełnie jasna - nikt o zdrowych zmysłach nie zarzuci Platformie okopania się przy wartościach chrześcijańskich, tego by nie zniósł żaden establishment, nawet ten najbardziej tolerancyjny, z okolic ulicy Czerskiej. Kiedy piszę o interesach niejawnych, to mam na myśli nie tylko sekretne biznesy polityków i przedsiębiorców, a nawet mniej ich interesy, niż innych. Generalnie rzecz dotyczy tych wszystkich, którzy swoją pozycję społeczną, materialną, zawodową, polityczną i każdą inną uważają za coś w rodzaju tabu, nieweryfikowalnego z definicji , danego raz na zawsze, niepodlegającego ogólnie przyjętym standardom.
Jednym zdaniem, dotyczy środowisk, które kultywują zasadę, że skoro więcej mam, wyżej siedzę, to więcej mi wolno i nikomu nic do tego. Na pierwszy rzut oka pogląd wygląda na dość tuzinkowy, ale jeśli chce się z takimi zasadami trwać na szczytach społecznego uznania, to konieczne jest przedmurze, inaczej nie ma mowy o powodzeniu. Nie można bowiem wystąpić w telewizorze i powiedzieć ludziom, że ja wiem lepiej, bo mam doktorat honoris causa, a jeśli tak, to nie życzę sobie głupich pytań.
Dzisiaj polityk nie może być bezkarnie szczery, jak niegdyś Petroniusz przed rzymskim tłumem - „idź spać hołoto, albowiem niedługo świtać zacznie” - te czasy odeszły bezpowrotnie. Tak samo nie można szczerze i po chrześcijańsku przyznać się przed publicznością, że się ukradło pierwszy milion. Ludzie prości ( z całym szacunkiem do ludzi prostych), nigdy nie będą w stanie tego pojąć, to wiemy już od zawsze.
Zaraz zaczną się głupkowate dociekania, a komu ten milion się ukradło, a czy na pewno dokładnie milion, albo czy teraz nie wypada oddać chociaż tego pierwszego miliona, skoro już ma się więcej milionów ? I tak dalej, w tym stylu, aż człowiekowi życie zatrują i karierę zrujnują, a jak się raz zły przykład pokaże, to na nic cały etos elitarności. Zatem konieczne jest przedmurze, które oddzieli elitę od tłumu i nie da jej skrzywdzić jakąś lustracją, weryfikacją czy inną dekomunizacją. I taką rolę odgrywa bardzo skutecznie partia przedmurza, która chroni cały nasz korpus elitarny III Rzeczpospolitej przed watahami prostaków, fanatyków i ludzi „zbyt prymitywnych, aby zostali poddani próbie w złych czasach” , jak to ujął biskup Korytko.
Na czele watahy stanęli bracia Kaczyńscy, którzy okazali się tak nadspodziewanie zdolni i groźni, że konieczne okazało się ponowne wykorzystanie idei przedmurza, tym razem antypisowskiego. W praktyce ustroju demokracji partyjnej rzecz sprowadza się do skojarzenia tandemu – odpowiednio sprawnej i cynicznej machiny politycznej i takichże mediów. Kogo konkretnie broni przedmurze ? Nie tylko, a nawet daleko nie tylko dziwnych interesów misiaków czy rychów. Ich też, oczywiście, ale to są koncesjonowane pionki, lecz sedno w tym, że to jest podstawa piramidy społecznej elity, z której i tylko z której można pójść w górę.
Do nich należy chirurg łapówkarz, tandetny wykładowca politologii na jedenastu „uczelniach” jednocześnie, prokurator zawsze do usług, gotowy oskarżyć albo umorzyć. Przede wszystkim jednak naczelnym zadaniem przedmurza jest nie pozwolić na weryfikację i wymianę elit III RP , a to jest podstawa zdrowego społeczeństwa – ciągła weryfikacja ludzi, którzy prowadzą naród, gdy ten proces zostaje zawieszony, państwo stacza się po równi pochyłej. Ta klasa próżniacza, klasa interesów niejawnych odwdzięcza się politykom, stanowiąc dla nich z kolei przedmurze przed opinią publiczną, która w ten sposób nie ma prawdziwej informacji.
Koło fortuny się kręci, premier bryluje na konferencjach prasowych, życzliwy dziennikarz zadaje taktowne pytania, rychu daje w łapę, profesor się mądrzy w telewizorze. Właśnie po to jest przedmurze, żeby koło się kręciło, a nie zacinało. Dla neutralnego obserwatora paradoksalnym efektem przedmurza jest, że pomiędzy premierem rządu, a przysłowiowym Rychem, nie ma żadnego muru, tylko co najwyżej jakiś Zbychu. Mur zaś postawiono pomiędzy Rychem, a nawiedzonym funkcjonariuszem państwa, który mógłby poważnie potraktować swoje obowiązki. Ale to jest być może efekt zamierzony.


Komentarze
Pokaż komentarze (2)