„Wybory prezydenckie mogą w Polsce się stać zarzewiem niepokoju, a efektem tych zmian będzie usunięcie konfliktu i kłótni” – w ten sposób Donald Tusk, były liberał, który z tramwaju zwanego liberalizmem wysiadł na przystanku Władza, uzasadniał w piątek, dlaczego Polska potrzebuje silnego kanclerza. Grunt, żeby naród miał święty spokój, a reszta przyjdzie sama.
Kiedy po raz pierwszy usłyszałem o planach ustrojowych Donalda Tuska, roześmiałem się w głos – w ciągu dwóch lat, mając większość i przychylność części opozycji, premier nie potrafił przepchnąć przez parlament jednej jedynej ustawy medialnej, a teraz zamierza zmienić strukturę władzy wykonawczej w kilka miesięcy. Przez półtora roku procedowania nowego prawa o hazardzie rząd Platformy chyba ze cztery razy zaczynał od początku, a teraz ci sami majstrowie zamierzają nam zmienić fundamenty władzy państwowej od listopada do sierpnia. Śmiech na sali, gdyby nie chodziło o nasze państwo.
Z jednej strony, po tych wszystkich obiecankach Tuska ( kto pamięta jeszcze pierwszy termin wejścia do strefy euro ?), należy go podziwiać za niezrównany tupet, ale z drugiej strony zastanawia mnie, do kogo on takie rzeczy wygaduje ? Kto mu wierzy i co trzeba mieć w głowie, żeby uwierzyć ? Ale mniejsza z tym, ja się nie czuję ani w obowiązku, ani na siłach, żeby na takie pytania odpowiedzieć. Mnie w tej specyficznej narracji Donalda Tuska najbardziej urzekło uzasadnienie, że to wszystko jest właściwie dla zdrowia psychicznego, żeby się naród nie stresował w wyborach, tylko zawierzył swojej władzy na dobre i na złe.
Problem w tym, że nasz premier nie jest bynajmniej w tym zatroskaniu w Unii Europejskiej odosobniony. Czytam w Rzepie, że przy okazji wyboru szefa unijnej dyplomacji, część krajów, w tym Polska, została po prostu przyparta do muru – zgodziliśmy się poprzeć panią Ashton, „aby nie tworzyć podziałów w UE i nie podważać autorytetu przyszłego szefa unijnej dyplomacji”. Proszę zwrócić uwagę, jakie tu jest cudne demokratyczne przesłanie – gdy ktoś jest wybrany większością w głosowaniu, to tworzą się podziały i podważa się jego autorytet.
Konkluzja jest oczywista - żeby uniknąć podziałów, konieczny jest tak zwany konsensus, czyli wcześniejsze ustalenie kandydata w kuluarach lub gabinecie. Przy okazji ujawniono tajemnicę autorytetu – uzyskuje się go poprzez konsensus, a podważa przez głosowanie. I po co się było w Polsce użerać z tymi autorytetami moralnymi ? A jeszcze całkiem niedawno, kilkanaście lat temu, europejscy i polscy luminarze demokracji zgodnie powtarzali, że tam gdzie wszyscy są jednomyślni, tam nikt nie myśli.
Podobna sytuacja zaszła, gdy nasz Buzek był uzgadniany na kandydata na szefa parlamentu unijnego – wówczas mówiono, że trzeba uzgodnić kandydaturę jednomyślnie, czyli konsensus, bo gdy będzie głosowanie, to utworzą się frakcje. Co za diabeł wstąpił w niepokalaną dotąd instytucję tajnego głosowania, że stała się dla polityków ostatecznością ? Od siebie dodam jednakże, że takie na przykład Biuro Polityczne KC PZPR było jednomyślne jak jeden mąż, ale frakcje też tam były. Nie mam pojęcia jak to rozumieć !?
Po pierwszym przegranym referendum w Irlandii w sprawie traktatu lizbońskiego Adam Michnik skonstatował, że „hasło demokracji plebiscytarnej, która preferuje emocje i przyzwala na triumf ignorancji zespolonej z demagogią, także obraca się w konsekwencji przeciw porządkowi demokratycznemu”. Jak to wszystko cudnie pasuje do siebie – powszechny wybór prezydenta to zarzewie niepokoju; referendum to triumf ignorancji; normalne głosowanie podważa autorytet przywódcy.
Ogólny wniosek jest jednak taki, że gdy jest wcześniej uzgodniony konsensus, to nie ma podziałów, a jeszcze dalej dedukując - gdy nie ma podziałów, to jest porządek demokratyczny. Stąd już tylko krok do zawarcia generalnej umowy społecznej – oni wybiorą nam naszych reprezentantów, a my się nie musimy fatygować się na wybory, denerwować i niepotrzebnie dzielić na jakieś frakcje . Oni się z nami wszystkim podzielą. Oczywiście pod warunkiem, że uzgodnią konsensus w sprawie parytetu. Żebyśmy tylko zdrowi byli.
http://www.dziennik.pl/polityka/article487644/Tusk_chce_zlikwidowac_wybory_prezydenckie.html
http://wyborcza.pl/1,93057,5312359,Kryzys.html
http://www.money.pl/archiwum/wiadomosci_agencyjne/pap/artykul/gras;rozmowa;tuska;z;szefem;frakcji;chadekow;odlozona,189,0,458429.html
Inne tematy w dziale Polityka