seaman seaman
65
BLOG

Teraz nastąpi cisza

seaman seaman Polityka Obserwuj notkę 22

Kiedy czytam w Gazecie Wyborczej, że na półmetku rządów koalicja PO-PSL wpadła w impas uniemożliwiający przeprowadzenie palących reform, to się zastanawiam, w czym tkwił rząd do tej pory, zanim wpadł w ten cholerny impas.  Bo z reguły impas rządowy następuje po okresie reformatorskiej aktywności, ale przecież to jest ostatnia rzecz, jaką można zarzucić Platformie w poprzednich dwóch latach.

Jedyna możliwa odpowiedź, która mi się nasuwa w tym momencie, jest taka, że dwa lata temu Donald Tusk został w tzw. dołkach startowych.  Kto ćwiczył sprint dawno temu w warunkach spartańskich na podwórku, ten wie co mam na myśli.  Owszem, jest jeszcze jedna odpowiedź na pytanie, gdzie był rząd przed impasem, ale gdybym ją wyartykułował bez ogródek, to bez dwóch zdań ląduję w piwnicy salonu, a tam chociaż towarzystwo też niczego sobie, to jednak piwnica.  Zatem spróbuję ogródkami.

Ja bardzo żałuję publicysty z Wyborczej, że on ma taką słabą pamięć.  Gdyby miał lepszą, to zadzwoniłby, ot choćby do Michała Boniego, człowieka od gaszenia pożarów społecznych tej koalicji, który przecież obmyślił i ogłosił półtora roku temu tzw. strategię małych kroków.  Polegać miała na tym, że nie będzie żadnych przełomowych zmian, które mogłyby wywołać niepokoje, emocje i krytykę.  Taki model rządzenia, czyli małe kroczki rzekomo w kierunku głębokich przemian oraz elokwentny, żeby nie powiedzieć wyszczekany premier, wydawał się być racjonalny, jeśli celem było przetrwanie do wyborów prezydenckich, a tak było, teraz wiemy już na pewno.

Niestety, skoro się dobrało ekipę do małych kroków, to się stoi w miejscu – tak już jest, że gdy się komuś minimalizuje wyzwania, to efekt jest jeszcze mniejszy od oczekiwanego.  A skoro nie było kroków ani małych ani żadnych innych, to owszem, pożaru udało się uniknąć, ale mamy za to palące potrzeby reform.

Przecież wystarczyło zadzwonić do Boniego, co on wówczas miał na myśli i wszystko byłoby jasne.  Przedtem palącej potrzeby reform to niby nie było ?  Pewnie, że była, ale wtedy wszyscy się brzydzili rewolucyjnymi zmianami i mnogością ustaw. Polskie prawo jest przeregulowane; nie ilość, lecz jakość ustaw; to jest czas na małe kroki, bo duże już Polska zrobiła – tak mówił rząd przez dwa lata.

Z tych „siłowych” usprawiedliwień najśmieszniejsza była fraza, że Platforma nic nie robi, bo wyciągnęła wnioski z porażek poprzednich reformatorskich formacji.   I jakoś nie przypominam sobie, żeby ktoś na początku kadencji rządu Donalda Tuska, przypominał mu głośno i natrętnie o zasadzie, że jeśli się nie przeprowadzi poważnych reform w pierwszym roku, to już po ptokach. 

Sedno sprawy polega na tym, że Donald Tusk, w ogóle nie zamierzał wystartować w tym biegu do reform – wystarczyło mu, że wygrał swój przedbieg.   I to jest prawdziwy ewenement i wyróżnik tej partii, tej koalicji i tego premiera – ze wszystkich innych rządów III RP tylko ten nie przyszedł do władzy z określonym planem dla państwa, nie posiadał żadnego modernizacyjnego projektu.   Nigdy nie mieli zamiaru nawet wystartować, cóż dopiero mówić o reformowaniu.  A teraz Gazeta odprawia gorzkie żale, bo po dwóch latach wpadli w impas !

To co teraz się będzie w takim razie działo, jeśli posłużymy się elementarną zasadą proporcjonalności w stosunku do minionego okresu rządów Platformy ?  W państwie nastanie chyba prawdziwie paraliżujący zastój, do tego stopnia, że będziemy z rozrzewnieniem wspominać, jak się Tusk kłócił z prezydentem o samolot. 

Znałem kiedyś gościa, który w czasie wielkich upałów jeździł na działkę, gdzie miał beczkę dwustulitrową. Napełniał ją wodą , właził do niej i siedział, dopóki się dało.  To samo zrobił obecny nasz premier, gdy ku swojemu zdziwieniu wygrał wybory, a wbrew zapowiedziom w szufladach i głowach pustki – zorientował się natychmiast, że jest cholernie gorąco i ...wlazł do beczki z wodą.  Tkwi w niej do tej pory, pokrzykując od czasu do czasu na swój rząd i opozycję, natomiast całą parę puścił w gwizdek propagandowy licząc, że mu się upiecze aż do wyborów prezydenckich.

Jeśli mu się ten manewr powiedzie, wtedy wyjdzie z beczki i ... położy się obok na trawie, bo on jest krew z krwi i kość z kości z klasy próżniaczej, jak sam kiedyś o sobie powiedział.  Jest jedna, chociaż dość słaba pociecha – niektórzy twierdzą, że całe szczęście, iż Donald Tusk nie próbował zrealizować swojego programu wyborczego.  Wtedy dopiero poznalibyśmy, co to impas.

http://wyborcza.pl/1,75515,7274561,Rzad_w_impasie.html

seaman
O mnie seaman

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (22)

Inne tematy w dziale Polityka