seaman seaman
89
BLOG

Demokracja, czyli parytet dla większości

seaman seaman Polityka Obserwuj notkę 17

Jest nas katolików większość w tym kraju i chcemy mieć wpływ na państwo.  Również na szkoły, w których uczą się nasze dzieci.  To nic niezwykłego ani ekscentrycznego ani tym bardziej skandalicznego - w demokracji to jest norma.  Bez tej normy, czyli decyzji podjętej na podstawie opinii większości i zgodnej z tą opinią, nie ma demokracji.

Kiedy machinalnie powtarzamy stare powiedzenie Winstona Churchill`a,  że demokracja to najgorszy ustrój, jeśli nie liczyć wszystkich innych, które już wypróbowaliśmy, to miejmy świadomość, że zapewne miał na myśli również tę konsekwencję rządów większości, że od czasu do czasu mniejszość musi pogodzić się z faktem, że jest mniejszością.  Przyzwolenie na to, żeby jedna osoba sprzeciwiająca się symbolowi, miała decydujący wpływ na jego usunięcie lub jego pozostawienie, jest całkowitym zaprzeczeniem demokracji, jest jej wynaturzeniem.

Jednym z największych osiągnięć i celów demokracji było powstrzymanie przemocy większości w stosunku do mniejszości w jakiejkolwiek sprawie - zamiast wyrzynać się nawzajem w dogodnych momentach, dano nam możliwość poznania woli większości i pogodzenia się z nią, jeśli nie krzywdzi mniejszości.  Jest rzeczą oczywistą, że w kraju, w którym wyznanie katolickie deklaruje olbrzymia większość, nie jest dla tej większości obojętny symbol, jaki prezentuje się ich dzieciom w państwowej szkole.  To byłaby dopiero anomalia, gdybyśmy na to machnęli ręką, to byłoby faktyczne przyznanie, że nasza wiara jest deklaratywna i martwa.

Krzyż w klasie szkolnej nie ogranicza żadnej, ale to żadnej wolności ani swobody, nie hamuje niczyjego rozwoju, nie godzi w żadne uczucia, do nieczego nie zmusza.  Stwierdzenie, że krzyż jako symbol religijny może wywierać presję emocjonalną, może mieć rację bytu jedynie w stosunku do jaskiniowych antyklerykałów czy ideologicznych fanatyków.  Tych nigdy nie zabraknie.  Nawet literalnie gołe ściany będą dla nich kamieniem obrazy.

Gdy słyszę i czytam takie rzeczy, to mam wrażenie, że mogły powstać i się zakonserwować jedynie w umysłach ćwiczonych w katedrze podstawowych problemów marksizmu-leninizmu.  Podobnie jak orzeł biały, flaga biało-czerwona, krzyż również stanowi symbol tego kraju, naszych korzeni, naszego dziedzictwa kulturowego.  Widok krzyża w publicznej instytucji nie jest bardziej opresyjny dla ateistów niż widok unijnej flagi na państwowym budynku dla eurosceptyków.

Krzyż to jest także polska tożsamość, czy to się komuś podoba, czy nie.  Podobnie jak z chrześcijańskimi korzeniami Europy – można je wykreślić z traktatu, ale one są wbrew fałszerzom przeszłości.  Tyle że przypadku krzyża w polskiej szkole publicznej mamy do czynienia z wyraźnie wyartykułowaną wolą większości i jej równie stanowczą deklaracją , że nie jest to znak przymusu.  Polska szkoła publiczna z krzyżem nie jest dla większości katolickiej, jest tak samo dla wszystkich, jak każda inna na świecie.

To jest niesłychanie symptomatyczne, że odczucie presji deklarują osoby, dla których krzyż jako znak czegokolwiek kompletnie nic nie znaczy i które gotowe są przysięgać na swoją religijną indyferentność. Powiem więcej, krzyż w szkole jako opresja dla światopoglądowej neutralności, to jest lewicowo-liberalny humbug, który z czasem stał się poręcznym cepem na katolików. 

Mimowolnie dowiodła tej tezy jedna z orędowniczek świeckiego zabobonu zwanego prawami człowieka, gdy naciskana przez dziennikarza oświadczyła, że krzyża w szkolnej sali być nie powinno nawet wówczas , gdyby wszyscy w klasie go akceptowali i pożądali, gdyż w przyszłości może się zdarzyć, że ktoś niechętny krzyżowi może mieć zajęcia w tej klasie.  Aż trudno się zdecydować, co bardziej zdumiewa w tej rozmowie – groteskowa ideologiczność sformułowań czy bezczelność.  Tak całkiem dygresyjnie dodam słowa podziwu dla redaktora Mazurka – tym wywiadem zrobił pan wspaniałą robotę, kłaniam się nisko.

To nie my katolicy twierdziliśmy, że przy fundamentach demokracji nie wolno majstrować. To ateistka Magdalena Środa zwierzała się kiedyś Igorowi Jankemu w Rzepie, że jej zdaniem  „w sprawach istotnych dla demokracji dotyczących jej fundamentów nie każdy ma równy głos”.  Tak się składa, że do fundamentów demokracji należy wola większości, a zatem wedle pani Środy, to jest ten przypadek, że my katolicy jesteśmy równiejsi wśród równych.

Zatem brońmy krzyża, tym bardziej, że bronimy nie tylko naszej wiary, ale również demokracji, korzeni naszego państwa, naszej tożsamości, wreszcie symbolu przetrwania narodu, gdy zabrakło państwa .  Bo to wszystko reprezentuje krzyż w polskiej instytucji publicznej.

http://www.rp.pl/artykul/292839.html

http://www.rp.pl/artykul/398623.html

seaman
O mnie seaman

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (17)

Inne tematy w dziale Polityka