Pomysł, żeby posłów wybierać do parlamentu drogą losowania, ogłosiłem żartobliwie w jednym z komentarzy do postu sprzed kilku dni - skoro od parlamentarzysty nie można wymagać więcej niż od szarego obywatela, to powinniśmy zrezygnować z kosztownych wyborów w dotychczasowej formule. Podchwycił to bloger Białkowski, który chyba również nie całkiem serio zaproponował, żeby tego rodzaju ustrój nazwać demokracją loteryjną.
Ubawiliśmy się więc z kolegą Białkowskim setnie i wydawało się, że na żarcie się skończy. Tymczasem po dwóch dniach przyszło mi do głowy, że coś może być ma rzeczy w takiej demokracji i niekoniecznie jest to całkiem głupie. W końcu ludzkość przeżyła już (lub jest w trakcie przeżywania) kilka naprawdę fatalnych odmian tej formacji ustrojowej, jak choćby socjalistyczna, biurokratyczna (unijna) lub aktualna polska odmiana, czyli liberalno-aferalna, a które się nie bardzo ludziom spodobały, delikatnie mówiąc. Zatem tym bardziej próbować trzeba.
Cała sprawa zaczęła się od wywiadu posła Ireneusza Sekuły, szefa komisji hazardowej, opowiadającego w różnych wywiadach o swojej postawie wobec gościa z torbą pieniędzy, który odwiedził go biurze poselskim, żeby przedstawić mu swoje propozycje do ustawy hazardowej. Poseł pełniący wówczas poważną funkcję w komisji finansów publicznych, przedtem prezydent dużego miasta, pokazał kompletną bezsilność wobec biznesmena z ostentacyjnie otwartą torbą szmalu, a nawet udawał, że nic nie widzi. Nie zgłosił tego faktu do prokuratury, gdyż doszedł do wniosku, że nie ma dowodów na popełnienie przestępstwa !
Z tego wszystkiego najbardziej symptomatyczna wydała mi się nie tyle jego bezradność, chociaż godna potępienia, ale dezynwoltura posła wobec swojego postępowania w tym zdarzeniu. On nie ma sobie nic do zarzucenia, uważa, że zachował się normalnie, a nawet więcej – zgodnie z własnym nauczaniem o korupcji, bo takie wykłady poseł prowadził, a może jeszcze prowadzi.
Chodzi mi o to, że w tym przypadku Sekuła postąpił jak szary, przeciętny obywatel, który trzęsie portkami ze strachu, że będzie ciągany po sądach, gdy się wychyli i jeszcze mu się oberwie za niewinność. Dokładnie tę samą postawę przyjął poseł PO, tyle że on nie jest zwykłym Polakiem szarakiem, ale wybrańcem narodu, który ma ten naród ciągnąć za sobą, a nie wlec się za nim, a w ogóle ma się wybijać ponad poziomy, a nie wtapiać się w bezradną masę. Przecież demokracja to dobry wybór, a nie złapanie pierwszego lepszego szaraka z ulicy – do łapanki nie trzeba demokracji.
I stąd właśnie wzięła się moja propozycja – skoro z wyboru powszechnego mamy posłów doszczętnie nijakich, jak wymieniony Sekuła, to już wygodniej i oszczędniej jest losować przedstawicieli narodu. Jeżeli przyjrzymy się skutkom dotychczasowej praktyki wyborczej w naszym parlamencie, to każdy przyzna, że najbardziej rzuca się w oczy reprezentatywność – bo oprócz merytorycznej mniejszości poselskiej, kogo to już nie widzieliśmy w tym gremium.
Malwersantów, molestowników seksualnych, pijaków zatrzęsienie, fantastów natchnionych, pospolitych chamów, błaznów niewybrednych, krętaczy, Polaków złotych ptaków, fanatycznych europolaków, wszechpolaków, szczerych polskich patriotów spod czerwonej gwiazdy, jedynieprawdziwychpolaków i tak dalej, i tak dalej, że o poczciwych populistach już nie wspomnę. Uff, czasami mam nieodparte wrażenie, że gdyby ich wszystkich policzyć, to odsetek byłby większy niż w narodzie.
Ten rodzaj reprezentatywności w parlamencie mi nie odpowiada i tu zdecydowanie się różnię od deputowanych brytyjskich, którzy wręcz przeciwnie, pragną parytetów dla kobiet, homoseksualistów, niepełnosprawnych, mniejszości etnicznych, itd. Wygląda na to, że jedyną grupą, dla której nie pożąda się tam parytetu są osoby merytorycznie przygotowane do pełnienia funkcji parlamentarnej. Zatem ja uważam, że zdać się na losowanie w kwestii wybrańców narodu, to jest duża szansa, że będzie mniej łobuzów oraz nieudaczników niż w całej populacji.
A gdyby jeszcze ustanowić jakiś rozsądny cenzus wykształcenia, niekaralności czy wieku dla obywateli pragnących wziąć udział w loterii wyborczej ? Pomyślcie też o kolosalnych oszczędnościach finansowych, o nerwach, których nie stracimy w szaleństwie wyborczych kampanii, manipulacyjne media tracą wpływ na wyborców, upada kompleks partyjno-medialny, nie powstają kliki, bo zanim się dobrze zaprzyjaźnią z państwem, przychodzi następna ekipa, która nie ma żadnego związku z poprzednią.
Patrząc na obecny skład Sejmu, czy dalibyście głowy za to, że jest tam więcej niż stu naprawdę merytorycznych posłów - będących w stanie zrozumieć ustawy, które uchwalają, uczciwych do szpiku kości i odpowiedzialnych ? Przecież w loterii opartej na rozsądnych zasadach, które tylko po łebkach i ad hoc tutaj wydumałem, wylosuje się lepszy skład parlamentu niż obecny, który niby wybraliśmy w powszechnej elekcji, ale który przecież został nam podany na listach ułożonych przez kilkunastu liderów partyjnych.
Naprawdę nic gorszego niż Zbychu, Miro czy Grzechu nie może się w takiej loterii trafić. I jeszcze ostatni argument - czy taka demokracja loteryjna byłaby gorsza w skutkach od demokracji socjalistycznej, którą przecież praktykowaliśmy przez parę dziesiątków lat ? Ejże ?!
P.S. Jest tylko jeden problem – ostatnie doświadczenia z grami hazardowymi wskazują, że loteria też może być ustawiona przez polityków:
Inne tematy w dziale Polityka