Wbrew poglądowi wielu pisowskich raptusów nie odsądzałbym od czci i wiary Marka Migalskiego. W związku z tym nie rozglądam się również za suchą gałęzią dla niego. Gdyby europoseł PiS chciał zrobić bardziej spektakularną karierę, kandydowałby do PE na listach Platformy i dzisiaj byłby wysokim kapłanem w świątyni Antypisa. Miałby stałą przepustkę do Tokefemu, Tefauenu oraz Tej Drugiej Telewizji, a Stefan Niesiołowski gardło by zdzierał w obronie jego czci.
Nie sądzę także, że kieruje nim chęć zrobienia kariery partyjnej w PiS i dlatego skierował list przeciwko Jarosławowi Kaczyńskiemu. Bo faktycznie jego list jest raczej przeciwko niż do przywódcy partii. Poseł ma schizofreniczne odczucie, że to prezes pogrąża swoją partię i jednocześnie bez niego partia przestanie istnieć. Twierdzę natomiast, że Migalskim bardziej kierowała rozpacz wynikająca z niemożności niż polityczna interesowność.
Sądzę też , że mimowolnie uległ szeroko propagowanej przez Ministerstwo Prawdy wizji nieuchronnego upadku PiS. Ministerstwo Prawdy zwietrzyło swoją szansę w traumie przeżywanej przez Jarosława Kaczyńskiego i niesłychanie zintensyfikowało wysiłki. Tymczasem, gdy się temu przyjrzeć, jest to jeszcze jeden rutynowy pogrzeb PiS, z jakimi w przeszłości niejednokrotnie mieliśmy do czynienia. I będziemy mieli, dopóki JK istnieje w polityce, bo dla michnikowszczyzny jest nie do zaakceptowania. To już dla nich stało się prawem przyrody – nigdy i w żadnych okolicznościach nie pogodzą się z jego obecnością w polityce. Koniec, kropka, szlus.
Mniej więcej co pół roku Żakowski et consortes grzebią partię Kaczyńskiego zanosząc się krokodylowym szlochem, że oto nie ma prawdziwej opozycji. I zawsze przy tym dają do zrozumienia, że gdyby wraży Jarosław odszedł, to ho, ho, PiS-owi urosną skrzydła. Europosłowi Migalskiemu, który tkwi w czystej polityce dość krótko i nie zdążył się jeszcze zahartować przed napadami wścieklizny sił postępu, puściły nerwy. Dajmy na to, że nerwy, żeby to ująć delikatnie.
Ale poseł ma pewną merytoryczną rację w tym sensie, że stajemy przed czymś w rodzaju kwadratury koła. Jeśli się przyjrzeć uważnie sytuacji, to mamy pozornie jedyną alternatywę nie do pozazdroszczenia. Z jednej strony olbrzymia przewaga prorządowych mediów silnie związanych z grubym biznesem, który pójdzie za Platformą jak w dym oraz sponsorzy ze służb tajnych, widnych i dwupłciowych, którzy tę partię powołali do życia. Piszę celowo gruby biznes, a nie wielki biznes, bo są to pojęcia diametralnie różne. Tak dalece różne, jak nie przymierzając, dystans pomiędzy biznesmenem Rychem a przedsiębiorcą Romanem Kluską. Zatrzymałem się na chwilę przy tej różnicy, bo ona odzwierciedla się również generalnie pomiędzy PiS a PO.
Z drugiej strony, czyli po stronie partii Jarosława Kaczyńskiego mamy imponderabilia, z których zrezygnować nie można, a w które mocno wierzy co najmniej 30 procent narodu, łącznie z niżej podpisanym. Dla nas gwarantem dotrzymania tych zasad w obecnych warunkach jest tylko i wyłącznie Kaczyński. A jego odsunięcie jest właśnie warunkiem sine qua non, żeby PiS zaczął w ogóle być traktowany na jakimś poziomie przez obecne prorządowe media. To znaczy taka jest zakamuflowana i mglista obietnica, która wyłania się z tego bełkotu różnych Żakowskich i Kuczyńskich.
Jednak w gruncie rzeczy jedynym wyjściem do przyjęcia dla michnikowszczyzny jest, żeby PiS stał się Platformą Bis. Żeby stał się jeszcze jedną partią władzy, zbiorem nihilistów, którymi można kręcić jak kukiełkami, mamiąc mirażem słupków poparcia. To zaś może się stać faktem tylko po marginalizacji Jarosława, secundum non datur. I koło się zamyka.
Jak wspomniałem wcześniej i chyba uzasadniłem dość przekonująco, według mnie Migalski nie jest zdradzieckim pachołkiem na pasku Schetyny. Być może chodziło mu o możliwość pewnej dwutorowości w przekazie PiS. Żeby on sam oraz tacy ludzie jak Poncyliusz, Kowal, Ołdakowski czy Rostkowska mieli przynajmniej równy wpływ na postrzeganie PiS, jak ma Antoni Macierewicz, którego nazwiska używam tu symbolicznie dla pewnej grupy. Chodzi o to, że w czasach mediokracji(bardzo dobre określenie Migalskiego), nie można z rezygnować z politycznego piaru, miękkiego populizmu czy jak tam go zwał.
Antoni Macierewicz, jak niedawno pisałem, jest chyba najwybitniejszym po Kaczyńskim politykiem niepodległościowym i antykomunistycznym, a w pewnych kwestiach po prostu niezastąpiony. Jeśli trzeba przetrzebić postkomunę lub pogonić sowieckich sługusów ze służb specjalnych, jest nie do zastąpienia. Jednakże w innych, również ważnych sprawach, nie jest żadną alfą i omegą ani receptą, ani uniwersalnym antidotum na niecną michnikowszczyznę. A już do celów piarowskich czy wizerunkowych nadaje się tak, jak nie przymierzając, Donald Tusk do reform.
Nie widzę zatem żadnego powodu, dlaczego nie mają działać jednocześnie dla PiS i wspólnego dobra wszystkie wymienione przeze mnie osoby. Jeśli o to chodziło Migalskiemu, to przyznaję mu rację. Nie mogę natomiast za bardzo pojąć, dlaczego dla ogłoszenia swoich racji przyjął najbardziej kontrowersyjny sposób ze wszystkich możliwych. Nie zgadzam się z twierdzeniem, że inaczej postąpić nie mógł lub nie ma takiej możliwości. Tu mam trochę wątpliwości co do intencji. Być może zagrało w nim przysłowiowe parcie na szkło.
Natomiast za zupełnie śmieszny uważam argument, że różni Migalscy nie powinni zabierać głosu nie pytani, skoro nie mają poważnego dorobku w partii, a tylko słuchać starszych i mądrzejszych. Przypominam, że takie relacje panowały w środowisku opozycji korowskiej i nie kto inny jak Jarosław Kaczyński wówczas sprzeciwił się patriarchalnej dominacji Jacka Kuronia. Wtedy właśnie Jarosław był odpowiednikiem młodego gniewnego Migalskiego, zachowując wszelkie proporcje wobec osób i czasów. Nie sądzę, żeby JK chciał dzisiaj wchodzić w rolę ówczesnego Kuronia. Nie wierzę w to.
Wiem natomiast na pewno, że bez Kaczyńskiego i Macierewicza PiS może się stać Platformą Bis. Bez Migalskiego, Kowala i Rostkowskiej może się stać wieczną opozycją, coraz bardziej marginalizowaną. Ale ja uważam, że to fałszywa alternatywa. Jest trzecia droga i sądzę, że Migalski, prawda że trochę po omacku, ale usiłuje jej szukać.


Komentarze
Pokaż komentarze (130)