320 obserwujących
1194 notki
3713k odsłon
  2360   0

Zdalne sterowanie

Za parawanem humanizmu i praw człowieka

Antylustracyjna krucjata, sztandarowy produkt i specjalność domu przy ulicy Czerskiej jest z kolei bardzo solidnie obudowana ideologią. Do tego stopnia solidnie, że każdy homo sapiens musi sobie zadać pytanie, po co aż taka forteca, czy nie kryje ona czegoś więcej niż tylko obawę o krzywdę „człowieka prostego”? Zresztą przypadki znakomitych antylustratorów Szczypiorskiego (TW ”Mirek”), Maleszki (TW „Ketman”, TW „Tomek”)czy ks. Czajkowskiego (TW „Jankowski”)zdają się potwierdzać porzekadło, że na złodzieju czapka gore.

Przede wszystkim przyczepiono lustracji etykietę antykomunizmu jaskiniowego oraz przyrodzonej nienawiści pętaków do autorytetów, co byłoby nawet zrozumiałe. Jednakże lustracja jest także zwalczana pod hasłem jątrzącej prawdy, pojednania narodowego i oraz szeroko pojętego humanizmu. To pomieszanie już nas przenosi w czas bliski Mandelsztamowi, który tak celnie proceder „humanistów” podsumował.

Kiedy Bronisław Wildstein wydarł IPN-owi słynną listę nazwaną później od jego nazwiska, Gazeta Wyborcza uderzyła w wielki dzwon. Czego tam nie było:  barbarzyńska operacja, infamia, cynizm, fanatyczny lustrator, operacja inkwizytorska, niesprawiedliwe pohańbienie. Właściwie brakowało tylko antysemityzmu, ale przypadek był zbyt trudny, żeby go podłączyć. Jednak prawdziwy młot na lustratorów był w tytule pierwszego tekstu na ten temat -  Ubecka lista krąży po Polsce. Nawet zwykle opanowany prof. Leon Kieres wyszedł z siebie:  Jeżeli nazwiemy to listą ubecką, to zrównamy IPN z SB – mówił oburzony szef Instytutu Pamięci Narodowej.

Tytuł bowiem był doborowy, uniwersalny i miał tę cudowną właściwość, że można było go interpretować na różne sposoby. Jeżeli ktoś się uparł. Jednak w potocznej świadomości odczytano go, że to lista agentów. Rzecz jasna, Gazeta z oburzeniem zaprzeczyła tej prostackiej interpretacji, że sformułowanie lista ubecka jest równoznaczne z listą ubeków. Redakcja powodowała się humanitarną troską o prawidłowe odczytanie listy przez opinię publiczną - chodziło wyłącznie o wskazanie, że lista obejmuje teczki sporządzone przez bezpiekę.

W opinii publicznej zaistniało jednak przekonanie, że lustracja jest jak ślepy huragan, zmiata wszystkich, których napotka po drodze. To zły los, który nie wybiera i którego nie można się ustrzec, jeśli padnie na mnie. Potem już to poszło gładko, że wszyscy jesteśmy odpowiedzialni za PRL. TW są zaś tylko nieco więcej winni. Jednak niektórzy z nich są całkiem niewinni. A w ogóle to TW są ofiarami tamtego systemu nawet bardziej niż ci, na których donosili. I tak już zostało do tej pory.


Cyrk pod egidą

Nikt nie jest w stanie policzyć, ilu uczestników nocnego „cyrku”(jak nazwał go sam organizator) pod krzyżem na Krakowskim Przedmieściu, przybyło tam za przyczyną animatora z fejzbuka, a ilu przywiodło opisanie zamierzenia w Gazecie Wyborczej. Co prawda młody człowiek upozowany na Rambo, zachwycony był skutecznością swojej akcji, ale to trzeba położyć na karb zadufania.

Oczywiście, Gazeta nie apelowała o przybycie. Wystarczyło podać termin i godzinę, przeprowadzić życzliwą rozmowę z organizatorem cyrku. Jakieś krytyczne teksty na temat obecności krzyża na Krakowskim Przedmieściu. I jeszcze wywiad z uczonym doktorem, który mówi, że  żyjemy w państwie wyznaniowym, gdzie przestrzeń publiczna jest opanowana przez katolicyzm.  Bo w tle demonstracji jest niedoceniony wpływ, jaki ma świadomość tych młodych, że  „starsi i mądrzejsi”  z tej samej światopoglądowej opcji nie mają nic przeciwko temu. Więcej nawet, że można na nich liczyć nawet w bardzo drastycznym przedsięwzięciu, jakim jest bluźnierstwo pod krzyżem w kraju z olbrzymią większością katolicką.

Trzeba być naiwnym, by sądzić, że parę tysięcy przeważnie młodych ludzi spontanicznie zerwało się, żeby sobie pobluźnić pod krzyżem. Gdyby nie czytali, nie słyszeli i nie czuli, że mają za sobą zagwarantowane poparcie i glejt środowiska okołogazetowowyborczego, nie byłoby żadnego radosnego happeningu czy oceanu wesołego, autoironicznego protestu, jak to na drugi dzień opisywał pewien radosny socjolog w Gazecie Wyborczej. Ci młodzi ludzie bluźniący pod krzyżem mieli niezbitą pewność, że właśnie tak o nich napiszą. Oni wiedzieli, że cyrk się musi udać, bez względu na to, co się zdarzy. Przypuszczalnie mieli nawet świadomość, że im drastyczniej będzie, tym bardziej się uda.

Tekst był opublikowany w "Gazecie Polskiej" nr 36

http://wyborcza.pl/1,76842,7881205,Bede_glosowal_na_Bronislawa_Komorowskiego.html

http://wyborcza.pl/1,91027,5288282,Odmowili_aborcji_zgwalconej_14_latce.html

http://wyborcza.pl/1,91027,5292018,Wojna_o_ciaze_14_latki.html

http://wyborcza.pl/1,86116,5323350.html

http://wyborcza.pl/1,76842,2520547.html

http://wyborcza.pl/1,75515,8220057,Zyjemy_w_panstwie_wyznaniowym.html

http://wiadomosci.gazeta.pl/Wiadomosci/1,80708,8233517,_Cyrk_sie_udal___Dominik_Taras_o_demonstracji_przed.html

http://wyborcza.pl/1,76842,8233589,Nocny_happening_pod_krzyzem.html

Lubię to! Skomentuj31 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale