291 obserwujących
1107 notek
3465k odsłon
1049 odsłon

Moje Święto Narodowe, czyli polskość jako normalność

Wykop Skomentuj27

"Być Polakiem nie jest to tak wielka rzecz, jak nam się wydaje. Ale przestać nim być, znaczyłoby przestać być człowiekiem".  Ten cytat ze wspomnień Ferdynanda Goetla ("Czasy wojny") zamieściłem na stałe na swoim blogu, gdyż najbardziej oddaje moje poczucie polskości.

Dzisiaj uczestniczyłem w uroczystości nadania nazwy gdyńskiemu parkowi na Kamiennej Górze. Od teraz jest to park im. Marii i Lecha Kaczyńskich. Zapewne będzie wiele relacji w mediach, więc nie będę się rozpisywał o przebiegu zdarzenia. W mojej opinii najbardziej istotne zdanie wypowiedział arcybiskup Sławoj Leszek Głódź. Pogratulował nam gdynianom świeżego powiewu, jakim było uczczenie pamięci Lecha i Marii Kaczyńskich przez władze miasta i jego mieszkańców. Chodzi oczywiście o świeżość na tle atmosfery zaczadzonej postponowaniem żałoby i traumy  po  tragedii smoleńskiej. Przekazuję z pamięci, ale sens jest wierny. Uważam, że gratulacje arcybiskupa są jak najbardziej na miejscu i mają głębokie uzasadnienie w rzeczywistości.

Postanowiłem napisać w tym kontekście o polskości, ale jednocześnie odkryłem, że kiedyś już coś takiego spłodziłem i doszedłem do wniosku, że nie napiszę nic bardziej oddającego moje uczucia w tym dniu. Poczyniłem w tekście duże zmiany, ale sens pozostał taki sam.

Ja po prostu bez polskości, tej zawartej we mnie, nie bardzo wyobrażam sobie życie. Oczywiście, w sensie fizycznym bym egzystował, zapewne też nie zwariowałbym, ale na pewno nie byłbym sobą. Zabrakło by we mnie czegoś niesłychanie istotnego, co powoduje, że czuję się dobrze z sobą samym, a w Polsce na swoim miejscu na ziemi. Nigdzie indziej się tak nie czuję. To jest moja pamięć, fundament, nad którym się nie zastanawiam, bo jest oczywiste, że dom ma fundament i nie trzeba sobie tego codziennie uświadamiać. Stąd każdy, kto polskość zwalcza, odnosi się również do mnie, atakuje mnie osobiście.

Ponieważ moja polskość jest totalna, dlatego dzielę ją z każdym kto czuje Polakiem i chce nim być, i lubi to miejsce na ziemi. I choćbym z powodu niektórych składników mojej polskości ubolewał, a nawet pomstował, nic mi to nie pomoże. Gdyż jeśli to poczucie upoważnia mnie do zachwytu nad polską husarią z Sobieskim pod Wiedniem, to nie dziwota, że mnie krew zalewa, gdy myślę o Dzierżyńskim czy innym Bierucie. A cóż by mnie obchodziły te rzezimieszki, gdyby nie moja polskość, która tkwi we mnie permanentnie, czasami aż boli, a czasami jest jak opoka duchowa?

Bo ja się nie zgadzam z opinią, którą często spotykam, a która głosi, że polskość to wspólnota duchowych wartości. To jest megalomańskie stwierdzenie, które sugeruje, że duchowość to nasza specjalność, przedmurze, Polacy złote ptacy, et caetera. Powiem bez ogródek, ja mam bardzo wyraźne odczucie fałszu, gdy słyszę o kanonach, kryteriach i dowodach na polskość, które mają rzekomo obowiązywać tak zwanego prawdziwego Polaka.

Ja jestem Polakiem z całym bagażem polskości, ale również i garbem polactwa - czyli odwagi, podłości, hojności, głupoty, wspaniałomyślności, lenistwa, miałkości, geniuszu Mickiewicza, grafomanii Rodziewiczówny, łajdactwa komuny, kabotyństwa Papkina i wielkości Piłsudskiego. Dla mnie polskość jest ściśle związana z moją wiarą i religią, czyli kościołem katolickim, historia nasza niejednokrotnie pokazuje, jak się polskość z katolicyzmem w różnych opresjach nawzajem ratowały i uzupełniały. Z drugiej strony nie mam wątpliwości również co do tego, że ani brak wiary nie wyklucza polskości, ani polskość nie determinuje wyznawania wiary.

Nad niektórymi cechami mojej polskości ubolewam, inne gloryfikuję i podziwiam. Wściekają mnie pretensjonalne hasła i państwowotwórcze frazesy na oficjalnych ceremoniach, a wzruszają słowa Pierwszej Brygady, beznadziejna determinacja majora Hubala, spontaniczny zryw ludzi w sierpniu 1980, piosenki Osieckiej i wiersze Lechonia.

Powiem w ten sposób - ja jestem dość bywały w świecie, żaden zaścianek zapatrzony w swoją cnotliwą siermiężność. Pracowałem całe lata z obcokrajowcami i to w niejednym kraju. Znam trochę miejsca i ludzi, zatem wiem, że obiektywnie są lepsze miejsca do życia na świecie niż Polska, że już nie wspomnę o sąsiedztwie geopolitycznym. Tyle, że ja nie jestem i nie zamierzam być ani trochę obiektywny w kwestii mojego miejsca na ziemi. Dla mnie polskość to normalność i nic innego nie wchodzi w rachubę.

I nie to, że ja nie chciałbym być lepszy w swojej polskości, że skoro takiego mnie Pan Bóg stworzył, to takiego mnie macie, nic z tych rzeczy. Owszem, ja nawet staram się poprawić tę swoją przyrodzoną polskość i czasami mam naprawdę krzepiące rezultaty. Ale najistotniejsze jest, że ja jestem z polskości cholernie zadowolony. W tym sensie jestem mało podatny na reformy światopoglądowe. Wygląda na to, że już do końca życia będę się wlókł w ogonie postępu światowego. Już taki jestem. I dobrze mi z tem. Bez dwóch zdań.

Wykop Skomentuj27
Ciekawi nas Twoje zdanie! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Co o tym sądzisz?

Inne tematy w dziale