Lecę.
Pożegnanie nie na długo, jak sie rozpakuję na statku, to cos napiszę. Lecę na Silver Wind, jak widac ( na zdjęciu płynie Amazonką) , piękny włoski wycieczkowiec, szybkie zastępstwo na dwa miesiące.
Przyznam, ze czasem mnie juz nuży obśmiewanie Bronka- myśliwca i jego wesołej ferajny Szalonych Staruszków, choć chłopaki robia, co w ludzkiej mocy, by dostarczać tematów. Skrobnę zatem od czasu do czasu dla odżywczej odmiany cos z podróży, do saloniku kameralnego. Tym razem na trasie Monte Carlo, Ateny, Tera, Istambul, Wenecja, Lizbona, Portofino....
Myślę, że bedzie ciekawe pokazać trochę "od kuchni", jak wygląda taki wycieczkowiec. Myślałem kiedys , by napisac książkę o swoich przygodach na promach i wycieczkowcach , byłby bestseller, ale musiałbym pozmieniać nazwiska i dla większej pewności wydać ją 10 lat po śmierci, hi,hi!
Pamiętam, jak byłem jeszcze, jako kadet, piękny i młody ( teraz, niestety, to juz tylko piękny.... a własciwie, to juz raczej tylko "i" ), to do łączności z lądem służyła wielka kataryna ( znaczy sie , nie blogerka, tylko radiostacja wielkości szafy gdańskiej) z której wsród pisków i szumów dało sie od biedy zrozumiec, co tam z domu mówią. Albo i nie.
Potem VHF i rozmowy zamawiane za pośrednictwem stacji brzegowej, juz lepiej. Tak , jak kiedys zamawiana w centrali międzymiastowa. Można było, jak panisko pogadać sobie siedząc w fotelu z nogami na radarze.
No, ale to juz historia, teraz mamy właściwie taki sam dostęp do internetu, jak na lądzie, czasem armator, oby gnił w piekle po wieki, wprowadza firewall na surfowanie, ale management przeważnie nie ma ograniczeń. Przeważnie działa, choć, jak sie jest w fiordach, to łączność zanika, bo antena nie widzi satelity. No i pod Kołem Podbiegunowym kiepsko działa, bo satelita jest nisko nad horyzontem. No i jak mocno "kiwa", sygnał się czasem gubi. Ale tym razem Morze Śródziemne, zatem, jak się rozpakuję i rozejrze po statku, na blogu będzie business as usual. Chociaz nie takie to proste- zanim przejmę obowiązki, mam 5 dni na naukę statku.
Do zobaczenia!
Aha, wkleiłem w poprzedniej notce o Bronisławie, który rozstał się z dwururką dwa świetne obrazki pesceniusza, ale już wtedy, gdy mało kto tam zaglądał. Zachęcam zatem do kliknięcia i obejrzenia ponownie.





Komentarze
Pokaż komentarze (59)