486 obserwujących
872 notki
2497k odsłon
  5994   0

Jaś Flanela się nie poddaje!

Z pewnym zdziwieniem czytam, że niesławny Jaś Flanelka się nie poddaje, otrzepał się po kompromitacji swoich opowieści dziwnych treści i postanowił iść w zaparte. No, dobrze, niech sobie idzie. W zaparte, to znaczy nadal usiłuje nas przekonać, że brzozy w rejonie Smoleńska w wyniku żmudnych genetycznych procesów zyskały sobie twardość kevlaru, podobnie, jak słupy energetyczne osiągnęły wysokość 400 metrów, tak, by samolot na tej wysokości się znajdujący mógł pozrywać linię zasilającą m. in. radiolatarnię.

Jak pamiętamy, Osiecki, bo to on, rzecz jasna, kryje sie za tą Flanelką, którą swego czasu wymyśliłem, bo mi admini teksty banowali, jak napisałem dosłowniej ( przyjęło się, bo też i pasuje, jak rzadko komu),  zyskał sobie sławę odczytaniem myśli kapitana Protasiuka w czasie ostatniego lotu, najwyraźniej był bliskim przyjacielem i powiernikiem zabitego pilota, bo znał jego najskrytsze myśli, na przykład takie, że ten tak bardzo chciał zostać majoremn, że aż w tym celu rozbił samolot. Odtworzył też szczegółowo , gdzie stał generał Błasik, gdy w milczeniu naciskał na Protasiuka. Być może rzucał w niego naciskami zapisanymi na serwetkach zwiniętych w kulki, bo żadnych innych nie stwierdzono, ani nie nagrano. No, ale od czego niezachwiana pewność Flanelki?

 Nasuwa się nieprzeparta myśl- on tam musiał być! Przecież nie można nawet przez chwilę przypuścić, że kłamie, konfabuluje, majaczy, zmyśla, wprowadza ludzi w błąd dla kasy, albo służbowo, to odrzucamy z całą stanowczością i najszczerszym oburzeniem.  Zostają dwa warianty- albo ściągnął sobie przez Emula specjalny program do czytania myśli, o zasięgu do kilku tysięcy kilometrów, wariant tzw. enhanced, o zasiegu globalnym był jednak nieco droższy, stąd tajemnica Dallas, czy Roswell, pozostanie, niestety nierozwiązana. Na razie, znaczy się, bo może uzbiera z tych honorariów ( poborów?) na dokupienie wersji rozszerzonej. To wariant pierwszy. No, a wariant drugi, to to, że tam był, rozmawiał z kapitanem szlochającym na jego piersi i żalącym się, że tak bardzo chce zostać majorem, że po prostu musi ladować, tak dla picu powie do mikrofonu, że odchodzi, ale wiadomo, że tak naprawdę bedzie lądować, bo po pierwsze, awans, a po drugie, ten generał tak strasznie milczy i patrzy i milczy i patrzy, że nie sposób sie skupić.

Dobrze, że Osiecki zdążył najwyraźniej w ostatniej chwili wyskoczyć i zaryć się w grząskim gruncie, niczym Bond, James Bond (czyli Flanelka, Jaś Flanelka) w licznych filmach, bez wielkiego szwanku, dzięki czemu prawda ujrzała światło dzienne. Nic dziwnego, że krążyła swego czasu uparcie wersja o trzech karetkach , które odjechały na sygnale, musiał to być właśnie Flanelka ze współautorami swej książki, w której swoimi słowami rozwinęli słynny SMS z centrali wysłany natychmiast po katastrofie, gdy wrak i ciała ofiar jeszcze nie ostygły, że zawinili piloci, że naciski i tak dalej.

Pamiętam program „Warto rozmawiać”, w którym Flanelka został rozsmarowany po ścianach przez Antoniego Macierewicza, biedny, przyłapany na kłamstwach „ekspert” mógł jedynie przełykać ślinę i powstrzymywać łzy. Żal było patrzeć. Ale, jak widać ma on dużą zdolność regeneracji, bo otrzepał się i dalej robi swoje, niezmordowany i niezłomny, niczym Stirlitz.

 Teraz postanowił zawalczyć z tezami prof Biniendy, który, będąc uznanym ekspertem ( no, nie takim, jak Flanelka, ale zawsze) NASA wykazał, że nie ma takiej możliwości, żeby owa nieszczęsna brzóska mogła uczynić skrzydłu Tupolewa większą krzywdę, niż lekkie wgniecenia poszycia, w zwiazku z czym cała misterna sekwencja będąca podstawą wierzeń w wersję oficjalną- brzóska, beczka, upadek na plecy, rozpad na milion cześci i wyparowanie połowy masy samolotu ( słynna czarna dziura smoleńska, zjawisko opsywanie w staroruskich latopisach)  przestaje istnieć. W tym celu wyciągnął skądeś jakiegoś astrofizyka, stypendystę NASA, który skrytykował metodologię symulacji komputerowej. Szkoda, że nie przedstawił w zamian własnej, no, ale nie żądajmy za wiele. Swego czasu ów ekspert wyliczył, że jednak to brzoza przecięła skrzydło, jak papier, nie wyjaśnił jednak, co w takim razie przełamało brzozę. Bo nawzajem się przeciąć nie mogły, to niemożliwe. Trzeba by przepisywać podręczniki do fizyki. Może w kolejnych odcinkach wyjaśnią to, jako eksperci od mechaniki i katastrof lotniczych pewien profesor- proktolog, pewna piosenkarka i jej pudelek, oraz Henryka Krzywonos, dobra na wszystkie okazje.

 

P. S. Zachęcam do czytania poniedziałkowych felietonów w Freepl.info i w „Gazecie Polskiej Codziennie”.

http://www.wsieci.rp.pl/opinie/seawolf

http://freepl.info/seawolf

http://niepoprawni.pl/blogs/seawolf/

http://niezalezna.pl/bloger/69/wpisy

http://seawolf.salon24.pl/

P.P.S. Poniżej podaję dane z CV prof Biniendy, nie jest to, rzecz jasna, aż taki dorobek, jak Osieckiego, słusznie się on obśmiewa z takiego, pożal się Boże, muahahaha,  „autorytetu” i „naukowca”, ale zawsze coś.

Lubię to! Skomentuj98 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale