486 obserwujących
872 notki
2487k odsłon
4222 odsłony

„Krzesło Roku”

Wykop Skomentuj50

Dzisiaj zgadywanka znana z lat szkolnych, co autor miał na myśli? Konkretnie, co miał na myśli Pan Premier Donald Tusk, mówiąc, że „żarty się skończyły” i że jego priorytetem będzie „zapewnienie poczucia bezpieczeństwa” Polakom. Co charakterystyczne, nie powiedział „bezpieczeństwa”, tylko „poczucia bezpieczeństwa”. Dokładnie tak to wygląda, nieważne, jak jest naprawdę, ważne, jak się to przedstawi i jakie ludzie mają poczucie. Ta , dość dziwna wypowiedź padła w czasie wręczenia nagrody "Krzesło roku" przyznawaną przez tygodnik "The Warsaw Voice". Jak mówił redaktor naczelny tygodnika Andrzej Jonas, premier otrzymał nagrodę "za danie Polakom poczucia spokoju i bezpieczeństwa".

 

Być może to „Krzesło Roku” to aluzja do tego, że niedługo Pan Premier może usiąść i trochę posiedzieć, z paragrafu 129 Kodeksu Karnego. Z tego paragrafu na poczatek, bo wszystko wskazuje, że będzie ich więcej. Byłobyż to „Krzesło 10 lat”, w takim razie? A może ma to związek ze znanym z Monty Pytona Panem Krzesło, choć do tej pory wiązało się to raczej w powszechnym odbiorze z Red. Wołkiem? Mam nadzieję, że red. Jonas doprecyzuje, bo zdania są podzielone.

 

Nieważne, że państwo polskie doznało dramatycznej klęski, kompletnego rozkładu i zostało opanowane przez służby i agentury wpływu państw ościennych bez użycia jednego plutonu czołgów, czy jednej eskadry samolotów, czy jednego głupiego kutra rakietowego.  Nieważne, że Tarczy nie ma, a za to w obwodzie kaliningradzkim stacjonują Iskandery mogące bez problemu złożyć sąsiedzką, przyjazną wizytę w dowolnym miejscu w promieniu 400 kilometrów. Jak się o tym nie mówi, a się nie mówi, i słusznie, bo po co jątrzyć i dzielić, to nawet nie przeszkadza, a „poczucie bezpieczeństwa” jest niezakłócone. Trochę to przypomina podróżnika znalezionego w buszu po 10 latach , z dzidą na wylot. Pytają go, „no, a ta dzida?”. „Ach, ta, no, trochę mi przeszkadza, zwłaszcza, gdy sie śmieję”. Do wszystkiego można przywyknąć, byle stopniowo. Tak, jak z tą żabą, co to sie ją stopniowo gotuje, a ona jest wdzięczna, że Pan Gospodarz taki dobry, tak dba, że nawet gorącą kąpiel przygotował.

 

Bardzo tanio to wyszło, jeśli się zauważy, jakie korzyści już odniesiono, z pewnością już się zwróciły te stypendia, nagrody, honoraria i pensje, inwestycje w prasę i portale, hodowanie śpiochów i pożytecznych idiotów, czy choćby kampania propagandowa przeprowadzona w 2007 roku przez fundację finansowaną przez fundację, finansowaną przez fundację , finansowaną przez rzad ościennego państwa, wspierana przez tysiące ogłupionych durniów.

 

Podejrzewam, że jeden rok funkcjonowania takiej umowy gazowej zwrócił z czubem wszystkie nakłady na agenturę poniesione w ostatnim dwudziestoleciu, a przecież wszystko dopiero przed nami. Albo te 6.7 miliardów wyskrobanych, niczym wdowi grosz z Narodowego Banku Polskiego, na jeden procent, czyli poniżej inflacji, żeby akcjonariusze banków niemieckich i francuskich nie musieli sie aż tak bardzo martwić utratą dywidend, gdy Grecja, czy Włochy pokażą im środkowy palec i będą utrzymywać swój standard życia ze 3-4 razy większy, niż polski.

 

Czy agentura kosztowała więcej, niż 6.7 miliardów? Na pewno nie, prawdą jest bowiem i to, że Polacy sie szmacą niedrogo, albo wręcz za darmo, za same dusery i pochwały, jakieś groszowe nagrody i dyplomy, nieraz z samej, czystej nienawiści do PiS, Kościoła, z obawy przed „demonami” narodowymi, czy endeckimi, czy czym tam jeszcze. Oprócz tego związania Polski umową uzależniającą od rosyjskiego gazu na dziesięciolecia przy cenie najwyższej (lub prawie) w Europie, mamy zablokowanie toru podejściowego do Świnoujścia przy pomocy rurociągu Nordstream,, który sam Radosław Sikorski, gdy jeszcze był pogrążony w pisowskich miazmatach , niebu obrzydłych, nazwał całkiem trafnie rurociągiem „Ribbentrop- Mołotow” przy braku jakiegokolwiek przeciwdziałania naszych służb, a wręcz życzliwej pomocy i przykryciu medialnym prorządowych mediów. Zresztą, słowo „prorządowych mediów” jest nieco mylące. Zaryzykowałbym raczej nowo utworzony , specjalnie na użytek Donalda Tuska, „promedialny rząd” , co lepiej oddaje wzajemne stosunki. A jeszcze dokładniej, rząd i media podlegają temu samemu centrum decyzyjnemu, które sobie steruje tym wszystkim z zaplecza, ingerując od czasu, do czasu, ot, na przykład delegując tego, czy owego oficera , jako doradcę politycznego partti politycznej, sponsora, czy „polonijnego inwestora” finansującego niezależny tygodnik, czy portal, żeby sobie biedni dziennikarze, czy blogerzy mogli pisać do woli, co chcą, byle mu mówili „szefie”i by budowali mu publiczność, która może się kiedyś przydać.

 

Oczywiście, ten Nordstream, to tylko przykład, nikt nie mówi, że zbudowali go za ciężkie pieniądze wbrew jakimkolwiek kalkulacjom ekonomicznym, żeby zdławić Świnoujście, oczywiście, nic podobnego, położyli tą rurę, żeby można było szantażować Polskę i Ukraine zakręceniem kurka bez narażania na niedogodności Niemiec i reszty Europy, a ten nieszczęsny tor podejściowy, to zupełnie przy okazji i od niechcenia, obejrzeli się, ach, rzeczywiście, naturlich, pogłębimy, pogłębimy, jak trzeba będzie, mein Liebe Radoslaw, keine Angst. Oczywiście, pogłębić, czyli wkopać w dno można było tylko do chwili, gdy rura była pusta, potem jest to niemożliwe technologicznie, ale po co podnosić takie rzeczy w czasie rautu, gdy wszyscy są tacy mili, klepią po pleckach, robią zdjęcia i są pełni życzliwości, no, trzeba być zupełną świnią, by psuć atmnosferę.

 

Za to na użytek wewnętrzny, ooooo, tutaj większego nie ma zucha, jak Stefek Burczymucha, ileż to groźnego nadymania się, niczym żaba i jej pęcherze pławne, rech, rech, że będziemy się domagać, namawiać, stanowczo domagać, zadawać stanowcze pytania i tak dalej. Za to, jak ma się przed sobą kogoś zupełnie bezbronnego, jak to Wdowy Smoleńskie, na przykład, o, tu można się dopiero wykazac szaleńczą odwagą, przy kórej Ilia Muromiec to mięczak i śmiech na sali. A jak jeszcze Wierny Graś u boku, to już nikt niestraszny. Nawet taki bezwzględny wróg, jak generałowa Błasik, czy Pani Wasserman.

 

Ostatnio widzimy , jak Donald Tusk udaje transformersa z japońskich kreskówek dla średnio inteligentnych dzieci, przepoczwarzając się na naszych zdziwionych oczach w skrzyżowanie Traugutta i Emilii Plater, wzywając pomsty niebios na zdrajców i zaprzańców z PiS, co to adresy do cara piszą, podważając państwową wersję wydarzeń, sformułowaną przez komisję bajkopisarzy pod przewodnictwem ministra Millera. No i tutaj musimy sobie powiedzieć, na szczęscie, zbyt wielkich możliwości, by „zakończyć żarty” i „przywrócić poczucie bezpieczeństwa”  to Tusk nie ma, bo jak będzie chciał wyprowadzić na ulice jakieś czołgi, to rychło odkryje, że dzięki zgodnym działaniom ministra- pacyfisty Klicha i rozpaczliwym cięciom ministra Rostowskiego jedyne pojazdy polskiej armii, jakie są zdolne poruszać się o własnych siłach jeżdżą w prowincji Ghazni, a przywieźć ich nie ma czym, chyba, że szlakiem Marco Polo. W częściach, wielbłądami.

 

P.S. Zachęcam do czytania felietonów w „Gazecie Polskiej Codziennie”, jutro kolejny „Seawolf na weekend”

 

http://freepl.info/seawolf       

http://gpcodziennie.pl/autor/seawolf

http://niepoprawni.pl/blogs/seawolf/

http://niezalezna.pl/bloger/69/wpisy

http://seawolf.salon24.pl/

 

Oraz w wersji audio tutaj:

http://niepoprawneradio.pl/

 

Wykop Skomentuj50
Ciekawi nas Twoje zdanie! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Co o tym sądzisz?

Inne tematy w dziale