51 obserwujących
378 notek
640k odsłon
  557   0

Opowiadanie.

„Dzienniki Ronalda Prusa. Część pierwsza.”

Pajdarowicz – właściciel największego koncernu medialnego w Polsce – Grupy Medialnej „Bez Trzewi” – zamknął za sobą drzwi gabinetu. Stosunkowo ciepłe jak na listopad przedpołudnie to był dobry czas na ubijanie interesów, korzystał więc z niego, zwłaszcza że wiatry tego miesiąca wiały dla niego przychylne.

- Tędy proszę, nie wychodzimy przez główną bramę – zagaił go kędzierzawy pracownik ochrony.

- No… tego to się domyśliłem.

Budynek opuścili tylnym wejściem, tym od strony służbowych garaży. On i Ktoś Ważny dobili politycznego deal’u. To znaczy, głośno nie wypadało mówić o tym, że klepnięta przed chwilą z umowa, miała charakter polityczny. W mediach, dziennikach i portalach miał pójść przekaz, że następuje rebranding wydawnictwa, kierowanego przez Pajdarowicza. Od teraz wydawany przez „Bez Trzewi” tygodnik „Uderzam Przy” oraz dziennik „Przylepa”, miały radykalnie zmienić swój profil.

- „Konserwatywno – liberalna dotychczas linia wydawnictwa zorientuje się na myśl liberalno – lewicową” – tak chyba będzie najrozsądniej wpuścić news’a w kanał? – dopytywał jeszcze przed wyjściem szef „Bez Trzewi”.

- Uh, huh – odparł Ważny Człowiek parafując kolejne stronice umowy.

- Tak na dobrą sprawę – dodał po chwili – to ciągle pozostają przecież „liberalni”...

Obaj żachnęli się grubiańskim, przypominającym rechot wieśniaka falsetem. Sprawy zbyt długo się już ciągnęły; od ponad roku pismo „Uderzam Przy” wierzgało i pomimo pierwotnej próby jego zdławienia nie nadawało się do pacyfikacji na rympał. Ważny, rozmawiając od czasu do czasu na ten temat z Ronaldem Prusem, nie krył swojego zniecierpliwienia. Szczególnie w sytuacji, w której popularny w kuluarach Pajda uważany był za ich pożytecznego.

- Dlaczego po prostu nie przekażesz komu trzeba, żeby wywalił naczelnego? Domknęlibyśmy beczkę i przestałoby nam śmierdzieć truposzami? – powtarzali do znudzenia asystenci Prusa.

- To nie jest właściwy moment na „smarowanie pajdy” – odpowiadał im zazwyczaj zdawkowo kanclerz, i tak cały czas, w ten sam deseń.

I rzeczywiście nie był. Do lata sytuacja wydawała się opanowana; kilka gospodarskich wizyt i oblotów przed organizacją Mistrzostw Świata w Futsalu, przygładzenie imidżu, parę zagrywek kadrowych i przypomnienie Niemniej Ważnym Ludziom ze Słusznych Stacji, po której stronie powinna leżeć wajcha. Wszystko to było działaniem chwilowym i popsuło się już po turnieju; najpierw zbyt szybko powychodziły jakieś braki w oddanych zdecydowanie przedwcześnie autostradach. Potem kolejno afera z Bankiem Zaufania do Złota, skok bezrobocia i odsetku emigrantów lądujących na Wyspach, taśmy Sire’a Finna z młodzieżówki jego Syndykatu Obywatelskiego. Słowem, zaczęło się pierdzielić i Syndykat odczuł następujące po sobie kaskadowo katastrofy uszczerbkiem w sondażach. Prus starał się czytać je regularnie, wewnętrzne badania kazał sobie nawet przynosić razem z poranną kawę, włożone pomiędzy „Gazetę Wyborową”, a „Wasz Dziennik”; to tak, by w wertowaniu skrajności mógł mieć rozeznanie co jest ogólnie pojętą prawdą.

Jesień nie zapowiadała się ich. Kaczor Jarosławski i jego Faszyzm i Sprawiedliwość coś majstrowali od czerwca. Za cicho o nich było przez mistrzostwa, nie kwakali teraz nieudolnie, jak mieli to w zwyczaju przez ostatnie siedem lat. W sprawie Banku Zaufania do Złota jakby się jeszcze przyczajali, szukali sposobności do uderzenia. Przyszła w końcu połowa września. Kiedy Ronald dostał wraz z poranną filiżanką kawy pierwszy od pięciu lat sondaż, dający FiS-owi prowadzenie, niemalże zadławił się przełykanym rogalikiem z czekoladą.

- Co to do cholery jest? – zapytał stojącego obok doradcę.

- To najnowsze notowania CAS-u; w ostatnich tygodniach odcięło nam tlen…

Ronald analizował słupki w podenerwowaniu i tak też próbował zbierać myśli. Pomimo jawnych przewałów robionych w ostatniej połówce dekady ani razu nie udało się jego Syndykatowi Obywatelskiemu utracić sondażowej inicjatywy. Korzystający z roztargnienia kanclerza młody asystent próbował wejść w rytm retorycznej nawijki.

- FiS miał dobrą serię i było po prostu o nich za głośno w mediach. Organizują z ojcem Miedzikiem te swoje popierdzielone marsze dla starców, wysuwają jakiegoś komunistycznego profesorka na premiera… Panie kanclerzu, to jest śmiechu warte i nie ma się czym przejmować. Poza tym, jeden sondaż to nie sondaż – zakończył, niczym wykładowca przemawiający z katedry.

Dopiero w tym momencie Prus przerwał przeglądanie prasówki i odłożył kartkę z wynikami partyjnych pomiarów. Poprawił spokojnie mankiety i przeciągnął się pod krawatem. Rzucił wymowne spojrzenie na asystenta w taki sposób, że ten zamarł w przerażeniu.

- Panie kanclerzu, to może ja zadzwonię po rzecznika i Pierwszego…

Lubię to! Skomentuj Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale