Rzadko niezmiernie poddajemy polityka wiwisekcji. Być może dlatego, że żyje i szkoda człowieka. On, polityk, nie jest już taki wrażliwy - by dowieść swoich racji ( za którymi idą czyny) ,nigdy się nie zawaha, by wziąć do ręki skalpel i ciąć po żywej, nieobojętnej tkance społeczeństwa.Zupełnie mu nie przeszkadza brak stosownej wiedzy; wystarczają mu stosowne stosunki, z czego płyną władza i uprawnienia. Tak jest u nas i stąd polityk zawsze od fachowca mądrzejszy. Ten stan rzeczy trzeba przejrzeć i objaśnić. Jeśli bowiem człowiek ( obsesjonat ?) z całkowitą determinacją poświęca się dojściu do władzy, to my - społeczeństwo, musimy poznać mechanizmy , które nim kierują. Jasność w miejsce ciemności, iluminacja przeciw ignorancji. To nie jest aż tak trudne.
Bronisław Malinowski, nasz wielki badacz, rzucił-był rękawicę antropologii gabinetowej, wyjechał do Melanezji, założył pracownię w pobliżu lokalnej ekumeny, nauczył się języka i obserwował. Naukę języka potraktował jako naturalne ominięcie filtru, jakim jest tłumacz i selekcjonowane / sekwencjonowane przez niego treści. Powstał obraz wiarygodny i wartościowy, zapisany w pracy pt. "ŻYCIE SEKSUALNE DZIKICH" ( oryginalny tytuł dłuższy),dzięki czemu autor stał się autorytetem od kultur pierwotnych. To, czy swoimi dokonaniami wsparł "uczonego" ducha ekspansji kolonialnej, to już zupełnie inna historia.
Badania erotyzmu i seksualności polskiej, prowadzone były już w czasach schyłkowego Gomułki, rozwinęły się przez gierkowską dekadę, dzięki czemu poznaliśmy wiele, może niewygodnych, prawd o sobie.Przy okazji prac naukowych i udokumentowanych relacji, powstała literatura popularyzatorska , poradniki - i seks wychynął spod kołder.
W tamtych czasach odważni autorowie mogli narazić się na szyderstwo, drwinę,jakieś formy ostracyzmu środowiskowego. Dziś, w obecnej dobie, publikacja dr Wisłockiej leciałaby z ambon ,aż miło, a na autorkę spadłaby grożba anatemy, podobna do tej, z jaką mogła się spotkać pewna minister, pewnego polskiego rządu, cóż, kiedy KOBIETA.
Postuluję więc na okoliczność pełnienia władzy, poddać polityków ( wszystkich płci, jakie tam mają ),stosownemu badaniu. Nie wiem jeszcze, w jakiej formie : anonimowej,ale dokładnej ankiety lub innego środka, ale tu zdaję się na koncept kolegów z Salonu. Okoliczności, w ktorych ktoś stał się pierwej kobietą/mężczyzną, mężem, żoną, matką, ojcem, kochanką, edukatorem seksualnym swoich dzieci, oraz, jak sam byl edukowany w tej mierze w dzieciństwie, rzuciłyby nowe, odkrywcze i niebanalne światło na kryteria, wybory i postawy, jakimi kieruje się polityk/polityczka - gdy ma czym i gdzie rządzić.
Badaniu powinna być bezwzględnie, chociaż absolutnie dobrowolnie poddana -cała starszyzna plemienna Lechistanu : od wojewodów i wojewódzkich marszałków zaczynając,poprzez posły, senatory, ministrów i wice, kierowników urzędów centralnych,członków Sztabu Generalnego, na korpusie dyplomatycznym, kończąc. Co do członków Episkopatu, tutaj bym się zastanowił.
Wyniki takiego dzieła pozwoliłby nam tu zgromadzonym, pisać równie wiele i równie barwnie, jak na obecnie eksploatowany bez litości, temat.


Komentarze
Pokaż komentarze