Jako osoba ludzka,czyli z przewagą atrybutów czyniących mnie człowiekiem, jestem serdecznie zobowiązany moim Rodzicom,za proces wychowawczy,w efekcie którego, pojawiło się w przestrzeni publicznej coś takiego, jak niejaki JA.
Ojcu memu jestem stokrotnie wdzięczny za to ,że nie wpier...do mojego wychowania, bo jako urzędnik kolejowy średniego szczebla, znał się tylko - na hodowli królików, ze szczególnym uwzględnieniem ras dużych i wielkouchych - belgijskich i francuskich, miał dzieci z pierwszego stadła , nad którymi sprawował podobny nadzór; nie miałem się - po czasie - czemu dziwić.
Moja matka, rodowita wilnianka, nie z jakichś Trok czy Nowowilejki , nauczyła mnie miłości do ksiąg. Do czytania, rozumienia i odnoszenia się. Tego ostatniego nie umiała z resztą . Do kanonu swego zaliczała Kraszewskiego, Orzeszkową i Prusa,potem długo, długo nic i następowała Fleszarowa- Muskat , i pochodne. Wybredną nie była, ale pogardzała Sienkiewiczem ; zmieniłaby zdanie, czytając POŁANIECKICH, ale uznawała go za efekciarza i koniunkturalistę, tworzącego pod własną popularność. Zmieniłaby zdanie o autorze POPIOŁÓW, gdyby przeczytała WALKĘ Z SZATANEM. ( nie posługuję się w texcie literką z z kropką, bo cofa mi wyrazy; pomocy ! ), ale nie miała okazji.
Pamiętam rok 1962; dwa lata po przeprowadzce do Sz. Z biblioteki wzięliśmy : ona - SPOWIEDZ CHINKI, a ja - Zywoty Diabłów Polskich; znakomite. Wbrew temu,co zechcielibyście twierdzić, kto chciał, to czytał, co chciał. W powiatowych zasobach, liczących tomów piędziesiąt kilka tysięcy, bez trudu dostałeś Platona, Arystotela, Tomasza i Augustyna, Parnickiego z jego kollosal epiką fantastyczno-historyczną; wystarczyło biblio-babie wskazać najbardziej zakurzone regały. Oczywiście, rozwijało się to w czasie, wspomagane skromnymi zakupami,bo Tatko kupno literatury, uznawał za fanaberie. Lektury budowały język, język tworzył myślenie, myślenie przeradzało się w krytyczną refleksję, a ta powodowła z czasem zachowania cokolwiek ambiwalentne. Człek stawał się młodym gniewnym, pełnym samowiedzy i nadbudowy, i bluzgał ... Bogu.
Czy szkoła miała w tym udział ? Tak, jak kto chciał. Socialismo o muerte ! Jednak , wnet potem, po wprowadzeniu przez tow. Wiesława boddzców materialnego zainteresowania : CO KROWA MA NA GŁOWIE ? ROGI ? G... PRAWDA - BODDZCE ! - Klub Młodej Inteligencji KAMI, był jak się zdaje, na długo przed KOR-em, ośrodkiem niezależnego myślenia, nastawionym na kontestację rzeczywistości; wielu z ówczesnych członków nie pamiętam,ale kolegi kaowca z miejscowej komendy MO nie zapomniałem. Jako emerytowany komendant policji, w nieodległym mieście poległ śmiercią absurdalnie tragiczną - zabił go pirat na pasach w samym centrum.
Komu się chciało , ten czytał wiekopomnego SPUTNIKA made in USSR; przepiękne pismo z kredowego, niepalnego papieru, z fantastycznymi fotogramami, kto chciał, szedł do astronoma Giedrysa i dostawał po znajomości ,do przewertowania - AMERYKĘ. . I oglądał w obserwatorium filmy, sprowadzane z ambasady USA - poza wszelką kontrolą.
Dziwne czasy, czasy skazujące na dziwne zycie, z perspektywą nie- prędkiego otrząśnięcia. Przecie- mówiono - nie stanie się zmiana za czasów naszych. Gdy stała się, świat nasz wcale nie otworzył się na NOWE, WSPANIAŁE, WOLNE. Raczej, dzięki geszaftowi magdaleńskiemu - na PRL 2 i pół.
Jednak mamy dorosłe, tak jak ja, stare cokolwiek, DZIECI. A one mają swoje, czytające teraz pierwsze we własnej biografii , literki.
Niech czytają, niech myślą, niech bluzną czasem od serca , byleby z tego coś dobrego powstało i wyrosło. Bo na nas, Mili, wcale nie kończy się świat.
PS : Krzywym mordkom, kontestującym dziś układ okrągłostołowy : spisano wszystkie czyny i rozmowy. I nie tylko poeta pamięta , ile kto z kim wódy wychlał.


Komentarze
Pokaż komentarze