.... z naszym katolicyzmem codziennym / coniedzielnym.
Mieszkam w diecezji szczycącej się uczęszczaniem na msze niedzielne przez 42,3% - 42,6% wiernych , czyli najniższym w Polsce. Obstukani w temacie, wiedzą o której diecezji mowa, niewiedzących nie objaśnię; to byłaby kryptoreklama.
Jeszcze dwa lata wstecz pejzaż niedzielny wyglądał tak : świątynia, dzwony, wierni wypełniający miejsce mszy po brzegi, stojący przed wiejściem, nawet wspierający kościelny płot, bo na obejście skierowano głośniki. To przeszłość. Jestem najbliższym sąsiadem takiego kościoła; obserwuję i wiem. Chodzą osoby w b. podeszłym wieku, ich dzieci w zaawansowanym wieku, trochę dziecinek w przedziale 6-11 lat i to wszystko. Ja wiem i rozumiem, jak wiele zależy od kapłanów, ich lokalnego autorytetu, ale moje osobiste obserwacje potwierdzają inni zainteresowani. Wieś, ostoja Kościoła poddaje tyły. To nie jest więc tylko sprawa sympatii / antypatii do pasterzy. Coś głębszego, laicyzacja ? Szła by za tym konkretna wiedza, samowiedza, nachalna propaganda. Młodzież w wieku 16- 35 lat nie uczęszcza; wyjątkiem święta, pasterka w pijanym ,strzelającym petardami tłumie. Godziny mszy, to z reguły czas poprzedzający obiad - najlepszy moment, aby spożyć niedzielny browar dla dodania apetytu. Tak jest. Procesja Bożego Ciała sprzed 15-20 lat i obecna, to dwie zupełnie różne sprawy. Dominuje przymus środowiskowy, nie żadna chęć, potrzeba ducha. Nie czuje się tego dobrze, bo jak na dłoni widać tę wciąż komentowaną , wybiórczą wiarę parafian. Parafian, czyli nominalnych, zdeklarowanych członków wspólnoty Kościoła katolickiego.
Wpływy zewnętrzne - zgoła żadne. Gdzieś w tle funkcjonują sobie prawosławie, grekokatolicy, odrobina luteran. Jeśli odnotować ingerencje w środowisko, to pojawiają się coraz liczniejsi "apostołowie" jehowitów. Nie znajdują gromadnego posłuchu, już raczej gromadnie są przeganiani, ale pozyskują krok po kroku wybrane, starannie namierzone rodziny. I konsekwentnie - nie odpuszczają. To widać. zwłaszcza że sporo w tym wszystkim ostatnio młodzieży jehowickiej. Pełnej entuzjazmu, oddania, dyscypliny.
Na domiar wszystkiego, ruchu laickiego szukać trudno ; nie ma wspólnot odwołujących się do głębokich przeżyć,chyba,że za takie uznamy zamierające kółka różańcowe. Zamierające, bo wymiana pokoleń całkowicie ustała. Jeśli cokolwiek dość aktywnie działa, to dostrzega się Caritas dieczjalną. To, o czym tu opowiadam, jest efektem przyglądania się życiu dwóch sąsiędnich dekanatów; jeden z nich jest , rzecz jasna, mój.
Mam osobisty pogląd na sprawy wiary, na katolicyzm ludowy, a także na statystykę, posłannictwo i nową ewangelizację. Sceptyczny. Rzecz w tym, że jeszcze dobrze pamiętam czasy własnej ministrantury, tuż po Soborze. To była inna epoka ducha ,chociaż ludzie chyba tacy sami. Poza komunałami, poza wyświechtanymi opiniami mediów : co się stało ?
Nie, dziś nie spodziwewm się reakcji.



Komentarze
Pokaż komentarze (9)