Przez ostatnie dwa lata i dziewięć miesięcy, padło w Polsce ponad 20 tys. firm rodzinnych,czyli zatrudniających na maxa 20-25 osób. Łatwo policzyć, że żródło utrzymania utraciło najmniej 120-140 tys. rodzin. Zgodnie z trendem, demonstrownym przez partię u władzy, stało się to w ramach podnoszonej na sztandarach, ochrony i dbałości o kapitał rodzimy. Osobiście jestem temu procesowi niesłychanie przychylny i wdzięczny, jako że stoję w kolejce do podobnego upadku. 21 rok mojej działalnoći gospodarczej, zdaje się być rokiem ostatnim; kilka rodzin straci żródło dochodu, co w małym, homogenicznym środowisku, ma swój niewątpliwy walor.
Wart przypomnienia jest fakt, że wg. prognoz z pierwszego półrocza roku 2010, do końca ,czyli do 31/12/2010, miało zejść z tego świata ok. 6 tys. firm - zeszło 10 tys. Czy ktoś pochylił się nad losem rzeszy ludzi z dnia na dzień , tracących grunt pod nogami ? Może podszedł i niezręcznym , szczerym ruchem władczej dłoni, starł łzy z policzka ?
Chcę zadać najgłupsze z możliwych pytań, jakie przychodzi mi na myśl salonową. Czy istnieje w Polsce solidarność społeczna - władzy ze społeczeństwem, bo jeśli tak, to po cholerę wyjeżdżają za granicę nawet ludzie po po 50-tce ? Aaaaa, na wywczasy ?!


Komentarze
Pokaż komentarze (9)