Najbardziej zbiurokratyzowanym państwem u zarania XX w. były Austro-Węgry. Tam, Cesarz-pan był już nie tylko bożym pomazańcem, nosicielem korony św. Stefana, mistrzem wielu narodów, ale ponad wszystko - superintendentem biurokratycznego państwa. Końcowy efekt biurokratycznego pomyślunku, przerósł epokę i formację ,z której się wywodził. Gdy odradzała się po zniewoleniu Polska, postcesarscy urzędnicy, rzuciwszy się w wir wydarzeń, dynamizujących kształt nowego państwa, nie mogli pojąć i nadziwić się,że ich gorliwa dokładność, drobiazgowość i wyczulenie na najdetalniejszy szczegół,są odbierane negatywnie i wręcz - pognębiane. Więc, na szczęście II RP, nie oni zdecydowali i nie ich szczególnym predyspozycjom propaństwowym, przyznano rację.
URZĄD jest emanacją władzy. Władzy w Polsce. W dziwnym kraju, który nie może się zdecydować na bycie po środku, ale bardziej w Azji,z jej turańską kulturą, czy bardziej w Europie, gdzie niemal wszystkie państwa , powoływały się u swoich ustrojowych podstaw, na rzymską kodyfikację i logikę twardego prawa, ale prawa. Tu, u nas, urząd jest emanacją władzy. Nie konstytucja, nie parlament, nie Prawo,ale prezydent-urzędnik,najczęściej postrzegany, jako poczciwy safanduła w zarękawkach - oto symbol,sława, chwała i polonez.
A jak to wygląda w wykoślawionym zwieciadle polskiego absurdu ? Ano tak, że raz wygenerowana presja nadzoru, kontroli i omnipotencji, nie ustanie pokąd sfora psów pasterskich, tropiących, gończych i bojowych, nie ogarnie w zamknięty system zarządu i opresji, licznego stada baranów, którym jesteśmy.
Efekt tego wszystkiego znamy i odczuwamy do BÓLU : urzędnik ma zawsze rację,a obywatel tylko i wyłącznie wtedy, gdy ją udowodni lub wysądzi.
Gdy pan Buzek był panem premierem,pojawiła się dorzeczna, słuszna i dozbawienna koncepcja powołania nad Wisłą przemyślnego URZĘDU DO ZWALCZANIA BIUROKRACJI. W zamyśle, miała ta machina podjąc walkę do upadłego z MARNOTWOREM ; w tym celu postulowano zatrudnić dwa tysiące antybiurokratów- w centralnej czapce i oddziałach terenowych. I na zamyśle się skończyło. Chociaż w tamtych czasach administrowała polskim krajem drużyna osiemdziesięciu ponad tysięcy biuralistów,więc o blisko dziewięć dziesiątków tysięcy mniej , niż obecnie. I co tu kryć, w dziś nam danej epoce cyfryzacji, komputeryzacji i elektronizacji każdego szczegółu,nie wyłączając planowej dystrybucji rolki sray-papieru na piętro urzędu. Czy aby powinniśmy czuć się dumni i zaszczyceni, że zarządza i prowadzi nas armia zarękawków, dwakroć liczniejsza, od chluby naszej - Wojska Polskiego ?
Światełko w tunelu ? Ano jest ! Bo oto odżywa nam na dniach wiekopomna idea antybiurokratyzacji,autorstwa i pobłogosławieństwa samego pana premiera Tuska. Tym heroicznym zadaniem ,ma zająć się niczym Herakles naszych czasów, mąż wytrwały przy władzy, udały i wielu talentów; mianowicie pan Tomasz Arabski. Jak pamiętamy, wszystkie, po dziś dzień trwające, rewolucje i awantury a r a b s k i e ,wycelowane były w zamordyzm władzy, upersonifikowany skoligaconym BIURESTWEM każdego ze szczebli - szczebli.
A teraz trochę poważniej. Jak spacyfikować hydrę biurokracji ?
Może , na początek, udzieleniem odpowiedzi, na w sumie proste pytania. Czemu służy trójszczeblowa administracja w kraju jednorodnym terytorialnie i etnicznie ? Komu potrzebne są powiaty,żyjące głównie z subwencji drogowej, jeśli nie tylko logistyce partii akurat trzymającej władzę ? Czy w miejsce struktur powiatowych, nie lepiej pozwolić na powoływanie dobrowolnych ,celowych i samofinansujących się zrzeszeń gmin ? Po jakiego diabła istnieją dublujące się i powielające w kompetencjach, urzędy wojewódzkie i marszałkowskie ? Wojewoda legatem rządu w terenie ? A gdyby tak, wybierać go demokratycznie, jak komendanta firemanów w USA ? Korona by komuś spadła ? A marszałek województwa ; nie powinien przewodzić terytorialnemu samorządowi, jeśli pochodzi z wyboru ? Coś nie tak ?
Sens tych pytań polega na tym, że być może, nie będziemy musieli umierać za polski Gdańsk, Szczecin, Kołobrzeg i Elbląg, ale za kalesony biurewnych czynowników. Tyle w kraju mamy ostatnio przemarszów, pochodów, tłumnych wrzasków i sztandarów, łopoczących ulicami, a nikt jakoś nie kwapi się wyjść na miasto przeciw nowotworowi biurokracji - z przerzutami i dalszą mutacją odbrukselską ,w toku. A jeśli tak, to I'm sorry, very sorry : NIECH ŻYJE NAM BIUROKRACJA !
Wszystkim Znajomym, Przyjaciołom w S-24 : dobrych, spokojnych, rodzinnych i rozkosznych Świąt. A teraz lecę do garów,w charakterze zręcznego czwororęcznego,hej !


Komentarze
Pokaż komentarze (2)