Droga Jolu, Przyjaciółko nasza.
Napisałem Ci wczoraj o moim zakręconym dniu; powinienem - o ciągu postępujących po sobie dniach. Dniach, w których okazało się, że przyrzeczenia i obietnice ludzi na świeczniku tyle są warte, co oni sami.
W ubiegły piątek mieliśmy koledę na naszej ulicy, z nielubianym księdzem w roli głównej , a gromada wyrostków wyżyła się na moim płocie. Skutecznie. Tego samego dnia, rada miejscowej gminy zadecydowała o zamknięciu naszej szkoły. Szkoły, którą przed bardzo wielu laty ukończyła moja żona, a przed laty - nasza córka. Mowa o placówce posiadającej tradycję edukacyjną , liczoną w ponad sześćdziesięciu latach, nie licząc tej z czasów funkcjonowania w państwie pruskim.
Wójt jest nauczycielem. Podobnie, jak większość rady. Decyzja była im łatwą, bo popartą wyliczeniami, co do których są poważne wątpliwości. Wójt nie wahał się ani chwili,by obiecywać dwukrotnie moim współziomkom, że szkołę utrzyma, jak długo wójtem będzie. Dlatego nim został, odsuwając na dwie kadencje chłopaków z SLD. Jednak, gdy emerytura wójtowa blisko, to i obietnica mniej ważna. Ponieważ już nie jest obligatoryjna, ale warunkowa : "- tak długo, jak będę mógł ". Przejęzyczenie ? Nie, perfidia.
Co to jest , ta moja wiocha ? Poznałem ją osobiście, gdy kandydatka na żonę, przywiozła mnie tu po raz pierwszy w 1972 roku, do swoich rodziców. Teścia miałem z warszawskiej Pragi ( zabłądził tu po powrocie z robót w Reichu, wraz z żoną tam poznaną - Ormianką) ,cholernego charakternika,czyli warszawskiego cwaniaka.
Przez lata, zwłaszcza po wejściu do UE, zmianie tu uległo wszystko. Nie bruk , ale asfalt. Chodniki, parkingi, nowoczesne oświetlenie nazwanych ulic, net w co ósmym domu, w szkole pracownia komputerowa, edukacja proekologiczna ( bo to chroniona dolina PArsęty ), siedziba nowoczesnej biblioteki gminnej,także z zapleczem komputerowym i kserem dla ludności.
A ludność, od lat pracująca na miejscu w zakładzie drzewnym , kopalni torfu, w mniejszych firmach rodzinnych, a także złożona z pracujących za granicą : w Niemczech, Norwegii , Szwecji, Włoszech, Anglii i Szkocji. Jeden nawet - na Islandię trafił. Bliskość zachodniej granicy sprawiła, że pojawiły się ożywione kontakty transgraniczne, znajomości , oraz co istotne, zmiana w mentalności. Dbałość o posesje, estetyzacja na miarę wyobrażni i kieszeni, porządek. Pojawiła się kultura, przy istotnym udziałe tej szkoły. A także środowiska z nią związanego, bardzo aktywnej postawie rodziców.
Wójt jest nauczycielem, Rozumie,czym jest szkoła, czym jest dla mieszkańców jej obecność; to nie tylko placówka edukacyjna, to także miejsce ogniskujące aktywność i zaradność społeczną. Ale to już ostatni rok.
Więc ludzie są wściekli i zdeterminowani. Nie poślą swoich dzieci do gminnej szkoły zbiorczej lecz do podobnej do tej naszej - w sąsiedniej gminie. Teraz radzą, jak do sąsiedniej gminy ( w ramach tego samego powiatu ), przenieść całą wieś. A to może oznaczać, że straci sens bytu nasza dotychczasowa, mała gmina i dzięki jednej "oszczędnościowej" decyzji, zniknie też potrzeba utrzymania na mapie administracyjnej takiej jednostki, w której wyobrażni zabrakło włodarzom. No, ale włodarze ,to rada gminy, a rada, jak powszechnie wiadomo, mimo zmiany w Polsce ustroju, nadal jest RADZIECKA. Czyli taka taka wiele mogąca, gówno odpowiedzialna.
A co do tego wszystkiego ma P O ? Ano wszystko, bo to taka gmina , w takim powiecie.
Więc ja tu sobie siedząc, niby od dawna swój, ale nie rodak, staram się pomóc, jak potrafię i mogę. I tylko jedno mię trapi. Co to będzie, gdy za dwa-trzy lata, moi rodacy-tubylcy, zawiodą się - na dobrze dziś rokującej, sąsiedniej gminie.
Ech, Jolu droga, jak dobrze, że to już weekend ! Salut !
Ps : Gdy mówi mi wczoraj premier rządu, że rzeczą rządu jest podejmowanie odpowiedzialnych, niepopularnych decyzji, bo taki jest obowiązek i wymóg, i każe pani ambasador podpisać w Tokio ACTA, a zaraz dziś powiada mi ten sam premier, że w procedurze parlamentarnej, można ten zapis-akces zastopować, to ja się pytam; jaką jest właściwie ta P O ? I odpowiadam, stronniczo i subiektywnie : jest tchórzliwą, koniunkturalną , amoralną i bardzo żle rokującą partią. Czego dowodem - demonstracje jej doniedawnych zwolenników, wczoraj wieczór. Dokładnie tych samych, którzy parę lat temu, pod siedzibą kurii metropolitalnej krakowskiej, demonstrowali przeciw pewnemu pochówkowi.


Komentarze
Pokaż komentarze (6)