Jak Szanowne / Szanowni pamiętają , obszarem Wielkiej Wojny, toczonej na Pacyfiku, była też Nowa Gwinea - wyspa jak wulkan gorąca i od ruchów tektonicznych pękająca, jak tylko mogąca.
Istotny niedobór infrastruktury drogowej - asfaltowych duktów, autostrad i takich tam ( patrz Bulanda ), spowodował konieczność zaopatrywania wojsk drogą lotniczą, ponieważ lotniskowce i kontenerowce, nie wszędy mogły dotrzeć - wyspa rozległą dziedziną jest.
Samoloty transportowe ( po czesku - latadla ), dostarczały walczącym stronom wszelkich potrzebnych dóbr : coca-coli, konserw, gadżetów, opatrunków, lekarstw, mrożonego chleba, adapterów do plyt winylowych ( 45 obr/min), broni, amunicji, lornetek, piwa, namiotów , łopatek i min przeciwpiechotnych. Nie wszystkie te dobra trafiały do adresatów : wiatr znoszący potrafił robić niezłe jaja. Nielicha ilość trafiała do rąk krajowców.
Tu należy uczynić uprawniony wtręt, dot. struktury społeczeństw ludotambylczch. Z grubsza dzielą się one na setki plemion, odseparowanych od siebie górami, wądołami, dżunglą i ciemnotą tak , że ich wzajemne porozumiewanie się werbalne , o intelektualnym nie wspominając, jest równie niemożliwe, co dialog między pisiakiem a poszołomem ( patrz Bulanda ) - na płaszczyżnie ogólnie wyznawanych zasad. Pewne zaszłości cywilizacyjne również nie sprzyjały : a to znikomość pracującej klasy wielkoprzemysłowej ( patrz Bulanda ), niedobór elit intelektualnych, kształconych na poziomie ponadpodstawowym ( patrz Bulanda ), inteligencji zatrudnionej wszędzie tam, gdzie kraj potrzebuje, wojska licznego i kompetentnego ( patrz j.w. ) , co skądinąd zaowocowało niepoliczalną ilością niecywilizowanych babów, otroków, kacyków, czarowników ( patrz Bulanda ) oraz nielichego pogłowia obiboków, podających się za lokalne elity ; no - popatrz.
Ludy te w prostocie serc swoich rozumiały, że oto manna i hosanna lecą z nieba, więc dawaj zjawiska gloryfikować i sakralizować. Tak narodził się kult Cargo , niepowszedni i oryginalny, niczym wiara w cudowne obrazki malowane nieznaną ręką na szybach w Bulandzie.
Wiecznotrwałą pamiątką kultu, są na Nowej Gwinei uczynione modele w niesłychanie absurdalnej skali, będące podobiznami samolotów czasów wojny. Wykonano je , jasna rzecz, ze wszystkiego tego, co kto tam miał : z patyków, blach kontenerowych, drutu kolczastego , tektury, sznurka do snopowiązałek, puszek po coca-coli i napojach energetycznych, spreparowanych skór przeciwników politycznych i wrogów ludu. Ten kult tam trwa, czego przejawem jest konsupcja białych misjonarzy w całości. Sprzyja mu tam wielka rzesza chłopstwa małorolnego i lumpenproletariatu, oderwanego od korzeni i wiary przodków - patrz Bulanda.
Wczoraj do miasta stołecznego, przyleciał-był pewien nowy samolot. Zapowiedż stada kolejnych. Na powitanie, pełna czci, pokory , szacunku i szczęk opadłych bez granic, zebrała się krajowa elita i w niemym zachwycie, a podnieceniu parareligijnym, kontemplowała cud-maszynę. W awangardzie tego tłumu , lud bulandyjski mógł podziwiać Jej Korpulentoność - naczelnikową plemienną , liczny i uprawniony zespół miejscowych czarowników, jednego rabina, wodzów wojennych, lubo bez wojska ( patrz - Nowa Gwinea ), oficjeli resortowych i transseksualnych, a opodal kłębił się tłum pieczeniarzy układu który wie, dlaczego wybrano właśnie ten , a nie inny model fruvadla z pięknego miasta Seattle.
Władza nie wykazała się tym razem czujnością partyjno-polityczną i nie ogłosiła tego dnia, dniem wolnym od zajęć.
A M E N.


Komentarze
Pokaż komentarze (2)