Wpadł do Najjaśniejszej Bulandy jakiś Jasiu Kerry , na ledwie 19 godzin i już wszyscy w zachwycie : a to , że wyrażał się ślicznie, a to , że odwiedził grób anonimowego ministra spr. zagranicznych, że nawet napadł cukiernię, skąd dowiedzieliśmy się, że personel usługowy w centrum Warszawy koło Mińska Mazowieckiego , nadal ani be, ani me - tylko w lokalnym języku.
Gość podobno przywiózł ofertę dalszego powiązania Bulandy z jakimś przemysłem zbrojeniowym ; on chyba był z Paflagonii , bo oto o wizach dla naszych krajowców - ani kukuryku.


Komentarze
Pokaż komentarze (8)