Rzec chciałoby się - nowa Wojna Krymska. Nic z tych rzeczy. Nie te czasy , inne uwarunkowania , świat jakby nie patrzeć, w poczuciu względnego bezpieczeństwa, posunął się do przodu. A zapytasz , do jakiego przodu ?
Opowieść zawarta w mitologii greckiej o wyprawie herosa Jazona , do Kolchidy po Złote Runo , wskazuje , że już protoHellenowie z epoki archaicznej , wiedzieli o zasobach złota, znajdujących się gdzieś , w nurtach rzek i strumieni Krymu. Kolchida , Tauryda. Scytyjska, grcecka , bizantyjska , genueńska, tatarska, ruska ziemia. Nigdy ukraińska.
Baranie futro nurzali w biegu wody, oczekując, aż w najprostszy sposób pokryje się drobinami szczerego złota. Wystarczyło otrzepać na płachtę. W podobny sposób zanurzono serce Ukrainy we współczesny, rosyjski Krym. Był rok bodaj 1954. Zrealizował już chyba tow. Chruszczow testament tow. Stalina - Wielkiego Chorążego Ludzkości. W trzechsetną rocznicę " dobrowolnego " zjednoczenia kozackiej Ukrainy z Rusią. Czy w ramach rekompensaty za Wielki Głód ? Ja nie wiem. Jednak czas był taki, że w tamtych stronach, po Wielkiej Wojnie wierzono, jakoby sowiecki, Trzeci Rzym, jest nieśmiertelny, zatem bratnie, sojuzne prezenty, mogły czasami się zdarzać. Jak wykwaterowanie rdzennych mieszkańców , Tatarów krymskich, hen daleko, albo i jeszcze dalej - najlepiej do Kazachstanu.
Od drugiej połowy XV wieku, ostatnia pozostałość po Złotej Ordzie, znajdowała się pod władaniem rodu Girejów ( Gierejów ?), formalnie lenników Wielkiej Porty. Zbudowali oni na ruinach grecko-bizntyjsko-genueńskiej bytności, zbójeckie państwo, żyjące dzięki pracy licznych niewolników i jeńców , wciąż zagrażające bezpieczństwu Rusi, Ukrainy i Rz-plitej Obojga Narodów. Ostatni chan krymski uznał w czas rozbiorów Polski zwierzchność moskiewską, a 3 lata póżniej formalnie włączył Krym do rosyjskiego imperium.
Krym NIGDY NIE BYŁ UKRAIŃSKI.
Po drodze zostawiam wizję pewnego wojowania, Rosji z Turcją, z wielkim udziałem niesamowitej koalicji francusko-brytyjskiej, przedstawionej przez angielskiego reżysera Tony'ego Richardsona , w filmie " SZARŻA LEKKIEJ BRYGADY" , z 1968 roku, w którym zobaczyć można, w animowanych przerywnikach, jak okropny , ruski misiek, dowala tureckiemu strusiowi, a tego ostatniego bronią wyliniały brytolski lew i zezowaty, galijski kogut. To nie była wojna o Krym , jeno o przyczółek , w kolonialnej ekspasji Zachodu, w starciu z Rosją. Turcja dała się sprowokować, zagrożona ruskim rozbiorem. Turcja wcześnie pokonana w dwóch bitawch morskich : wpierw w wojnie z kedywem Egiptu , Alim-Paszą, a po latach bez mała 20-tu, przez flotę carską. W wojnie krymskiej Rosja poniosła sromotną klęskę ; przed jej totalną przegraną i prawdopodobnym odrodzeniem Polski, uratowało ją wredne, francuskie kunktatorstwo. Zezowaty kogut nie chciał, by brytyjskie imperium , urosło jeszcze bardziej. Chwała Napoleonowi III , nikczemnemu gnojkowi, poniewierającemu pamięć wielkiego Bonapartego.
KRYM NIGDY NIE BYŁ UKRAIŃSKI.
Dar braterskiej Moskwy dla siostrzanego Kijowa, mający miejsce 60 lat temu, zdaje się być dzisiaj puszką Pandory. Jak to zabezpieczyć ? Tylko odpowiadając Kremlowi pięknym za nadobne : ogłaszając jednostronną niepodległość i suwerenność Krymu. Czyli dokłanie , jak pan Putin postąpił wobec secesjonistów na Kaukazie. Niech ma. W ramach wciąż żywych ustaleń jałtańsko-poczdamskich.
Albowiem po jaką cholerę Ukrainie ten Krym ? Dla bujnego wina i obcej floty? Żarty na bok. Liczy się pragmatyzm, proszę Panów Majdanu.


Komentarze
Pokaż komentarze (3)