Czas jest cholera okropna. Nigdy nie próżnuje, nie zasypia, nie daje się spowolnić. W ogóle się nie daje, zatem ni zgruszki, ni z pietruszki - sypnęło nam - mnie i zwiniętemu A. Kadmonowi rocznicą 40 - lecia małżeńskiej katorgi. Właśnie dziś. Wiem, że mogą paść tu słowa różne, ale z wyrazami współczucia, kondolencjami i podtrzymaniami na duchu , proszę się zbyt nie rozpędzać. I tak - z górki.
Idzie Gepard przez dżunglę i słyszy wołanie:
- Na pomoc, help!
Patrzy, a tu Słoń wpadł do rozpadliny i nie może wyjść.
Słoń:
- Pomóż mi wyjść!
Gepard:
- No dobra - podaje mu łapę i ciągnie. Ale Słoń jest za ciężki.
- Słuchaj, skocze po mojego kumpla Jaguara to razem cię
wyciągniemy.
Po pewnym czasie przyszedł Gepard z Jaguarem i wyciągnęli Słonia.
Minął tydzień. Idzie Słoń przez dżunglę i słyszy wołanie o pomoc. Patrzy, a tu Gepard wpadł do rozpadliny.
Gepard:
- Pomóż mi, Słoniu!
Słoń:
- No jasne, mój przyjacielu! Podam ci mojego członka, złapiesz się go i cię wyciągnę, OK?
Słoń podał członka Gepardowi.
Ten złapał się i wyszedł z dziury.
MORAŁ:
Jak masz dużego członka to niepotrzebny ci Jaguar.
-------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Henryk ma 95 lat i mieszka w domu starców.Każdego wieczoru, po kolacji Henryk wychodził do ogrodu, siadał na swoim ulubionym fotelu i wspominał swoje życie. Pewnego wieczoru, 87-letnia Stefania spotkała go w ogrodzie. Przysiadła się i zaczęli rozmawiać. Po krótkiej konwersacji Henryk zwraca się do Stefanii z pytaniem:-Wiesz o czym już całkiem zapomniałem?-O czym?-O seksie.-Ty stary pierniku! Nie stanąłby ci nawet gdybyś miał przyłożony pistolet do głowy!-Wiem ale było by miło gdyby ktoś potrzymał go chociaż w ręce.I Stefania zgodziła się. Rozpięła Henrykowi rozporek i wzięła jego pomarszczonego fi**ka do ręki. Od tego czas co wieczór spotykali się w ogrodzie. Jednak pewnego dnia Stefania nie zastała Henryka w umówionym miejscu. Zaniepokojona (wszak w tym wieku o wypadek łatwo) poczęła go szukać. Znalazła Henryka w najdalszym kacie ogrodu a jego fi**ka trzymała w ręku89-letnia Zofia. Stefania nie wytrzymała i krzyknęła ze łzami w oczach:-Ty rozpustniku! Co takiego ma ta lafirynda czego ja nie mam?! -Parkinsona ?! -
----------------------------------------------------------------------------------------------------------
15 lipca 1410 roku. Wstaje świt. W lesie budzi się polski obóz. Poranny posiłek, modlitwa. Jagiełło staje przed namiotem, powiadomiony o przybyciu posłów krzyżackich. - Panie, Wielki Mistrz, Ulrich von Jungingen, proponuje, by zamiast toczyć tu krwawą bitwę i stracić kwiat rycerstwa, wyznaczyć jednego z każdej ze stron. Niech oni stoczą pojedynek,a który z nich zwycięży, tego strona uznana zostanie za zwycięską w całej bitwie. Po chwili namysłu Jagiełło się zgodził. Posłowie odjechali, a Jagiełło podążył do namiotów rycerzy. - Słuchaj Zawisza, zamiast bitwy będzie pojedynek - pójdziesz walczyć o wygraną bitwę ? - No wiesz Władek, pojutrze tak. No może jutro... Ale dziś nie dam rady. Rozumiesz, imprezka była, daliśmy czadu no i ... Po prostu nie dam rady.Król udał się więc do kolejnego rycerza: - Powała, pójdziesz walczyć w pojedynku o wygraną bitwę ? - Sorki Władek, wczoraj była imprezka u Zawiszy. Daliśmy czadu no i wiesz.... Pojutrze spoko, dziś nie dam po prostu rady.... Udał się więc Jagiełło do kolejnego namiotu: - Zbyszko, pójdziesz walczyćo wygraną bitwę ? - Królu złoty, nie dam rady. Była imprezka ...- Tak, tak, wiem - u Zawiszy.Kto jeszcze tam był ? - No chyba wszyscy...- Zwołaj wojska, niech się ustawią w szeregu pod lasem...Stanęło więc polskie wojsko pod lasem, naprzeciw król - Słuchajcie, będzie pojedynek o wygraną bitwę.Czy ktoś z was jest w stanie stanąć do niego?Siedzą rycerze w kulbakach,każdy łypie na drugiego, głowy pospuszczali. Nikt niechce... Nagle słychać: - JA , JA, JA CHCĘ !! JA PÓJDĘ !!! - Rozglądają się i widzą - stary dziad z brodą do pasa,ubrany w jakiś taki jutowy worek, łachmany. - Rany Boskie, nie ma nikogo innego ???? -No i nikogo innego nie było. Dali więc dziadkowi długi dwuręczny miecz. Idzie dziadek przez pole, miecza nie dał rady dźwignąć więc ciągnie go za sobą .... PatrząPolacy, a z przeciwnej strony wyjeżdża na koniu wielkim jak stodoła zakuty cały w lśniącą zbroję wielki jak dąb rycerz. Jagiełło chwyta się za głowę i jęczy, a Polacy wrzeszczą: - Dziaaaadeeeeek!!! W nooooogiiiiii!!! W noooooogggiiiiiiiiiiiiiii!!! - Rycerz niemiecki jednak już ruszył, dopadł dziadka któryw ogóle nie zamierzał uciekać, podniósł sie tuman kurzu. Nic nie widać tylko jakieś takie jęki słychać. Po chwili wiatr oczyścił pole z pyłu. Patrzą Polacy a tam koń bez nóg, Krzyżak bez nóg, a dziadek stoi i trzęsące się ręka trzyma miecz na gardle Niemca. I mówi: - Masz szczęście ch*ju, że krzyczeli "w nogi", bo bym ci łeb upie**olił !!! -


Komentarze
Pokaż komentarze (18)