22 obserwujących
480 notek
326k odsłon
  273   0

Manuskrypt znaleziony w buszu

To bardzo stara notka, ale jako bloger zatroskany o losy Ojczyzny mam prawo opublikować ją ponownie.

1 kwietnia 2011 roku młodzież z Ashcroft High School w południowo-zachodnich dzielnicach Sydney, zbierając śmieci w dolinie potoku Cabramatta Creek natknęła się na dobrze zachowany manuskrypt z XVII wieku.

 Nikt do tej pory nie wie jak on się tam znalazł; mało tego kompletnym zaskoczeniem był fakt, że dokument ten napisany był po polsku. A oto co w tłumaczeniu na współczesną polszczyznę zawierał:

 
1 stycznia 1667 roku, po mszy w katedrze wrocławskiej jedyny banita (spośród sławnych) I RP - Jerzy Lubomirski postanowił wybrać się do jasnowidza, Nostradamusa IV, prawnuka słynnego wróżbity. Nostradamus IV, w przeciwieństwie do swego pradziadka jest dla współczesnych postacią nieznaną, niemniej w XVII wieku jego sława sięgała poza granice Prowansji, gdzie się osiedlił – w ojczyźnie swego pradziadka, nie szukając paryskiego blichtru.
 
Lubomirski miał wiele powodów by pytać o przyszłość, a właściwie jeden istotny:
czy sprawiedliwie został wysłany na wygnanie i czy jego publiczna aktywność nie zaszkodziła aby późniejszym losom Rzeczypospolitej. A zatem w Nowy Rok AD 1667 roku opuszcza swą przymusowo wybraną i przybraną ojczyznę i poprzez habsburskie włości – wyrusza na francuskie południe. Wrocław pożegnał go mroźną – jak na Dolny Śląsk – pogodą; niemniej podróż przebiegała bez poważnych zakłóceń i w kilka dni dotarł on do francuskiej rubieży. Zatrzyma się na krótko w Paryżu, ale nie zabawi długo. Stolica Francji przywita go gęstą mgłą i przejmującym chłodem. Kompletnie bezwietrzna pogoda sprawi, że mgła ta wyda mu się (a może będzie naprawdę) cuchnąca. Wszelkie nieczystości Wielkiego Miasta, rozumiane jak najbardziej dosłownie dodatkowo obrzydzały mu i tak już niechętny stosunek doń; czym prędzej więc wyruszył na południe. Początkowo pogoda niewiele się zmieniła, mgła nieco zrzedła, ale żeby to stanowić miało jakąś specjalną różnicę, tego powiedzieć nie sposób. Wreszcie po przejechaniu Loary wypogodziło się i zrobiło się cieplej. Nie na długo, hetman zdecydował się bowiem na podróż do Prowansji przez Wogezy, by poczuć nieco mroźnego, ale też i świeższego górskiego powietrza. Po przejechaniu przez góry otwarły się wreszcie przed nim rozległe pola Prowansji, bezlistne winnice i ciche dworki, mimo znacznej odległości od jego Ojczyzny, Prowansja – przynajmniej w zimie mogła ją nieco przypominać: cisza wśród pól, rzadko rozrzucone zabudowania, wsie gdzie najwyższym budynkiem zawsze był kościół a ściślej jego wieża.
 
Bez trudu dotarł do niewielkiego prowansalskiego miasteczka, w którym mieszkał Nostradamus IV. Gospodarz przyjął go serdecznie, proponując by jego przepowiednie spisywane były przez niejakiego Adalberta Blogerskyego, przechrzczonego Żyda sefardyjskiego, zresztą bardzo pobożnego, zgodnie z najlepszymi wzorcami Epoki. Lubomirski przystał. Nostradamus posłał umyślnego po Blogerskyego i oczom hetmana ukazała się wkrótce niesamowita postać: ubrany w kaptur podobny  do mnisiego, z niewielkimi, wyłupiastymi, bardzo bystrymi oczami, garbaty, wyglądał demonicznie. Ta postać nie budziła ufności, ponadto nieprzeciętna wiedza i erudycja oraz znajomość wielu języków także w piśmie (Lubomirski był kompletnie zaskoczony znajomością polskiego u skryby, myślał, że przepowiednie będą spisywane po łacinie!) sprawiała wrażenie, że mamy do czynienia z człowiekiem, który w każdej chwili może zdradzić swego chlebodawcę. Blogersky nie należał do ludzi, którzy kąsają rękę, która go karmi; niemniej jednak brak lojalności u tak inteligentnego człowieka mogła oznaczać, że czas Pana już się skończył: jeśli jest nielojalny to znaczy, że chlebodawca nie może mu już nic zrobić! A Blogerskyemu nigdy żadna krzywda się nie działa, broniła go pobożność, zgodna z najlepszymi wzorcami Epoki. Tedy nawet jego dobroczyńcy, jeśli wierzyć plotkom, też bali mu się spojrzeć w oczy. Wyjątkiem był Nostradamus IV, on się Blogerskyego nie bał. Zamiast wredności ujrzał w jego wyłupiastych oczkach niewinność niewielkiego zwierzątka. Nazywał go possumem, małym australijskim torbaczem o niewinnych oczkach, prowadzącym skryty, nocny tryb życia. Co prawda współcześni nic jeszcze nie wiedzieli o Australii a tym bardziej o possumach, ale dla jasnowidza nie były one żadną tajemnicą, tedy tej kwestii nie będziemy tu rozwijać. Jak się wydaje, sam Blogersky odpłacił swemu chlebodawcy za taki stosunek szczerą miłością i oddaniem.
 
Nostradamus, poważny, brodaty i sędziwy starzec usiadł naprzeciwko swej szklanej kuli sprowadzonej poprzez Jedwabny Szlak aż z Japonii wiele lat temu dla jego słynniejszego pradziadka (wciąż w prawym, dolnym rogu kuli był widoczny napis SONY, co wg niektórych sugerowało, że kula została wyprodukowana przez SYNÓW jakiegoś dzielnego samuraja) i zaczął opowiadać co widzi. Zanim to się stało, zaproponował każdemu po lampce wyśmienitego, prowansalskiego wina (sam nie chciał pić, wymigał się kłopotami z wątrobą), rocznik 1111, ale Lubomirski również odmówił, powiedział, że woli znać przyszłość Rzeczypospolitej bez odurzania się choćby małą ilością alkoholu. Wino żłopał więc tylko Blogersky i odnosiło się wrażenie, że alkohol nie ma żadnego wpływu na jego organizm.
 
Już początek przepowiedni był przygnębiający: rok 1667, Andruszów, utrata połowy Ukrainy i Ziemi Smoleńskiej, jak się okazało na zawsze (jeszcze 7 lat wcześniej Lubomirski pokonał Moskali pod Cudnowem), potem wcale nie było lepiej, wybór Sobieskiego na króla po zwycięstwie pod Chocimiem go nie zdziwił, ale zaniepokoił, hetman nie wierzył w polityczne talenta zwycięzcy z pod Chocimia. Już wyprawa pod Wiedeń wzbudziła jego niepokój a zaangażowanie się w działania Świętej Ligi skomentował jednym słowem: „dureń”. A potem było jeszcze gorzej: wojna północna i rosyjski protektorat, gwarantujący Augustowi II polską koronę, ale utrwalający anarchię, Sejm Niemy „przyklepujący” Andruszów i pokój Grzymułtowskiego. Marazm czasów saskich i nowe zjawisko: Polacy zaczynają obwiniać samych siebie za swoje problemy. Niektórzy magnaci wprowadzają oczynszowanie chłopów, zaczyna się mówić o zniesieniu pańszczyzny, uwłaszczeniu chłopów. Hetman skwitował to krótko: „spokojnie, wszystko w swoim czasie”. Polacy wreszcie, zaczynają się obwiniać o brak rozwoju przemysłu, w Anglii zaczyna się rewolucja przemysłowa a my tkwimy w pańszczyźniano-folwarcznej gospodarce. W tym momencie Nostradamus spojrzał na hetmana jakby z wyrzutem w oku a ten odpalił: „pytałem się Żydów w moich majątkach, odpowiedzieli mi, że i tak więcej będzie pieniędzy z eksportu zboża, bo tam na Zachodzie wzrośnie liczba ludności niż z rozwoju manufaktur. Tedy ich do zakładania manufaktur nie goniłem a przecież mogłem”. Wreszcie konfederacja barska i gorycz I rozbioru. Widać było jakby się hetman załamał a po szorstkiej, żołnierskiej twarzy spłynęła paląca, męska łza. Ale oto patrzy a upokorzony Naród jakby bierze się do roboty! Średnia i drobna szlachta żyjąca dotąd tylko jałowym sejmikowaniem i służeniem magnatom zaczyna myśleć o reformach. Krótka jednak była jego radość: Konstytucja 3 Maja mu się nie spodobała: on, przeciwnik elekcji vivente regemiałby poprzeć dynastię dziedziczną? „Te reformy idą za daleko, są wbrew ustalonym obyczajom, to wywoła reakcję a ta zniszczy Rzeczpospolitą”. Po tej trafnej przepowiedni Nostradamus tylko szybko zreferował mu Targowicę i powstanie kościuszkowskie, II-gi i III-ci rozbiór. Były to wieści przygnębiające, ale nie zdziwiły Lubomirskiego.
 
Bardziej zirytowały go czasy napoleońskie i tak masowe poparcie Polaków dla cesarza. „Idioci!” wykrzyknął dobywając szabli, ale w tym momencie zmiarkował się, że nie powalczy w roku 1807 żyjąc w roku 1667, tedy opadł z rezygnacją na fotel. Znowu zapłakał. „Już wiem co będzie dalej, upadek Napoleona i „kara” dla Polaków”. Nostradamus grzecznie przytaknął. Ale tym razem hetman poczuł się jednak winien: czyż nie używał obcych do swych antykrólewskich rokoszy? Czyż nie podburzał szlachty w czasie, gdy znajdował się na terenie Rzeszy? Skąd mógł wiedzieć, że następne pokolenia nie tylko chętnie sięgać będą po obcą pomoc, ale będą na tyle głupie by realizować ich interesy? A zaczęło się to gdzieś w okolicach wojny północnej i nie mogło skończyć.
 
Nic co stało się po Kongresie Wiedeńskim go nie zaskoczyło. No, może z jednym wyjątkiem. Obserwując postęp techniczny, który w końcu dotarł i na polskie ziemie zobaczyli parowóz wjeżdżający na stację w Koluszkach (jakość obrazu na kuli wyśmienita, HD) obaj z Nostradamusem otworzyli gęby ze zdziwienia.
 
Historii toczącej się od zjednoczenia Niemiec a nawet samego ich zjednoczenia już za bardzo pojąć nie mógł, ale nie patrzył na ten fakt z ufnością. Wiedział, że ma do czynienia z wielkim, ambitnym i bogatym państwem o marnych tradycjach państwowych i czuł, że nic dobrego z tego nie wyniknie. Zanim jednak wybuchnie pierwsza wojna światowa, która dzięki wysokiej jakości obrazu na kuli też będzie pięknymteatrum, zobaczy dwie inne postacie: Piłsudski i Dmowski. Pierwszy wzbudził w nim i sympatię i zdziwienie, bo szlachta z Wlk Księstwa raczej wysługiwaniu się magnatom niż Ojczyźnie zasłynęła. Drugiego nie rozumiał, miał szacunek dla jego wykształcenia, znajomości języków, ale nie rozumiał po co upolityczniać lud i czemu bać się Żydów, zwłaszcza to drugie było dlań niepojęte.
 
Zdziwił go też niewysoki wyrok dla Piłsudskiego po próbie zamachu na cara: „skoro są tak łagodni to coś złego z Moskwą się stanie” rzekł z nutą optymizmu w głosie.
 
Długa opowieść ciągnęła się przez dzień cały aż nad prowansalską prowincją zaszło słońce i chociaż służący zapalił łuczywa w pokoju było dość ciemno; wszelako nie przeszkadzało to Blogerskyemu pisać. Teraz jego słynne, wyłupiaste oczy wydawały się niemal dotykać manuskryptu i wydawały się pełnić rolę latarek.
 
Niepodległość odzyskana po wojnie znowu, na bardzo krótko, przywróciła mu dobry humor, ale tylko do czasu zawarcia traktatu ryskiego: „wszystko albo znowu nic z tego nie będzie” krzyknął waląc pięścią w stół. „Już mi Pan nie musisz mówić, będzie następna tragedia i upadek Rzeczypospolitej!”. Nostradamus grzecznie przytaknął i znowu krótko zreferował największą katastrofę w dziejach Polski. Było więc o wrześniu 39-tego o Katyniu, niemieckiej okupacji, masowych mordach, holocauście („co oni z tymi Żydami, idioci?”) o komunistycznej władzy. „Nie chcę znać dalszego ciągu” ryknął wściekły, ale i zrezygnowany hetman. „Proszę chwileczkę poczekać” odparł jasnowidz, który nareszcie miał dlań dobrą wiadomość.
 
„Najpierw ciekawostka: Wrocław będzie w Polsce”.
„Jak to, przecież lud tam niemiecki a odkąd lud upolityczniony to niby czemu niemiecki lud miałby chcieć być w Polsce, jeszcze po takich niemieckich zbrodniach?”
„Wysiedlą Niemców a sprowadzą Polaków z Rusi”
„Wcale mi się to nie podoba” odparł Lubomirski a kiedy się dowiedział, że wysiedlenie Niemców będzie „wygnaniem” a wysiedlenie Polaków „repatriacją” to tylko splunął i powiedział: „to ma być ta ciekawostka?, stare moskiewskie sztuczki? Ma Pan coś jeszcze, bo zaczynam żałować, że tu przyjechałem!”.
 
Nostradamus milczał przez chwilę i skinął w kierunku kuli, mamy rok 1949. Na ekranie kuli pojawił się obraz dwóch identycznych braci-noworodków bezczelnie się śmiejących. „Urodzą się bracia Kaczyńscy!” W tym momencie twarz Nostradamusa wykrzywił bolesny, śmiertelny skurcz. Krzątający się przy sprzątaniu służący wiedział, że należy w tym momencie zakryć kulę specjalną jedwabną chustę zakupioną na Jedwabnym Szlaku. Nie tylko, że wygasza straszny obraz, ale potrafi nawet przepowiadaną przyszłość odmienić! Niestety tym razem chusta nie zadziałała, spłonęła od razu a noworodki-bliźniaki śmiały się coraz bezczelniej. Służący próbował rozpaczliwie przykryć kulę czymkolwiek, bez skutku. Lubomirski również spadł z fotela i charczał w agonii. W tym momencie najbardziej przytomny okazał się Blogersky, który przykrył kulę starym futrem Lubomirskiego, nabytym jeszcze od kupców nowogrodzkich w województwie smoleńskim. Ale zrobił to niedbale, kula spadła i roztrzaskała się w drobny mak. Na twarzy Blogerskyego widać było wyraźny, wredny uśmiech, bo roztrzaskanie kuli oznaczało, że wróżba się nie spełni, spełni na opak a postacie widoczne na niej w momencie roztrzaskania spotka straszna śmierć. Kolejny, śmiertelny grymas wykrzywił twarz hetmana a ten resztkami sił powiedział: „Blogersky!” „Tak, Jaśnie Panie” „W momencie roztrzaskiwania się kuli na obrazie był tylko jeden z braci Kaczyńskich”. Skonał z wyraźną ulgą i uśmiechem na twarzy. W tym samym momencie skonał i Nostradamus.
 
Blogersky zasmucił się, przeżegnał nad ich zwłokami zgodnie z najlepszymi wzorcami Epoki i...
...zniknął!
Zdążył jeszcze ukraść pokaźną część zapasów prowansalskiego wina i od tej pory słuch o nim zaginął...

Lubię to! Skomentuj10 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale Kultura