Przepowiednie: Majowie, Wedy, Apokalipsa i Indianie Hopi
Nagle znika racjonalistyczno – ateistyczna propaganda o bajdurzeniach „prymitywnych ludów” i „religijnych głupotach”, a zostaje to, co łączy: wspólne, systemowe ostrzeżenia, powtarzane w różnych ludach i kulturach z przerażającą zgodnością. Jakby ktoś, dawno temu, widział schemat systemowego upadku cywilizacji, jaki mamy teraz, i próbował go opisać na różne sposoby, licząc, że ostrzeże swoich potomnych. Hopi mówią o kolejnych światach, które upadały, gdy człowiek zrywał więź z naturalnym porządkiem istnienia. Majowie mówią o erach Słońca, które kończą się nie dlatego, że to są „złowrogie resety”, lecz dlatego, że zmienia się poziom ludzkiej i globalnej świadomości. Wedy opisują jugi, czyli ery, w których ludzkość stopniowo traci kontakt z prawdą, aż trafia do Kali Jugi: obecnego czasu chaosu, kłamstwa, odwróconych wartości (demiurgiczny system odwrócony) i duchowej amnezji. A Apokalipsa? Ona wcale nie mówi o zniszczeniu planety. Ona mówi o odsłonięciu, dosłownie. Apokalypsis po grecku znaczy „ujawnienie”, „odsłonięcie prawdy.”
To jest ten sam mechanizm: Majowie nigdy nie twierdzili, że świat skończy się w 2012 czy w 2030 roku. Oni mówili, że kończy się cykl, historyczna era, a także sposób postrzegania rzeczywistości (czyli poziom świadomości). Ich kalendarz nie był zegarem zagłady, tylko wskaźnikiem zmiany obowiązującego paradygmatu systemowego (ducha epoki – ZeitGeist). Podobnie Hopi mówią o „oczyszczeniu”, nie o unicestwieniu. Wedy mówią, że Kali Juga nie kończy się nagle; ona kończy się systemowym (całościowym, totalnym) kryzysem, gnije od środka i zapada się pod własnym ciężarem, gdy kłamstwo staje się normą, a prawda herezją, foliarstwem, dezinformacją czy teorią spiskową. I my żyjemy w takim rybno-wodnikowym bagnie, okresie mieszania się paradygmatów, systemów, er.
Apokalipsa św. Jana przewidziała dzisiejsze czasy?
Apokalipsa św. Jana idzie jeszcze dalej. Bestia, znamię, liczby, fałszywy prorok, to nie są zapowiedzi końca świata, ani, z drugiej strony, to nie są też opisy, które należy brać dosłownie. To symbole systemu, który zastępuje sumienie biurokratyczną procedurą (tzw. „prawem”, celowo skomplikowanym, zaprzeczającym sobie i niejednoznacznym, by słaby nie mógł się bronić). Systemu, które zastępuje ducha – egoizmem i konsumpcją, a człowieka – no właśnie, zastępuje systemem, który ma być celem samym w sobie, sztuką dla sztuki. „Nie będą mogli bez tego znaku ani kupować, ani sprzedawać”, brzmi dziś jak proroctwo o świecie bezgotówkowym i cyfrowej kontroli, a nie jak fantasmagoria prymitywnych ludów. Wszędzie pojawia się ten sam motyw: człowiek odcina się od źródła, od metafizyki, a potem dziwi się, że wszystko się rozwala. Hopi mówią o zerwaniu przymierza z Ziemią, Majowie o utracie harmonii między niebem a człowiekiem, a Wedy o zapomnieniu dharmy, czyli naturalnych praw istnienia. Apokalipsa zaś mówi o odejściu od prawdy na rzecz fałszywego światła Szatana vel Demiurga.
I wszędzie też pojawia się ten sam moment graniczny, punkt przejścia, po którym nie da się już wrócić do starego świata. Błękitna Gwiazda u Hopi, koniec tzw. długiej rachuby u Majów, przesilenie ery kłamstwa, Kali Jugi, w Wedach, otwarcie pieczęci w Apokalipsie. Różne języki, ale ten sam komunikat: system doszedł do granicy swojej wydolności i ulega niekontrolowanej dezorganizacji i rozpadowi. No czyli po prostu gnicia.
Najciekawsze jest jednak to, że żaden z tych przekazów nie kończy się końcem świata. Zawsze po upadku przychodzi nowy porządek świata. Nowy świat u Hopi, nowy cykl u Majów, Satyja Juga po Kali Judze w Wedach. No i „nowe niebo i nowa ziemia” w Apokalipsie. To nie są historie o zagładzie, to historie o dramatycznym wzroście poziomu globalnej świadomości, wymuszonym przez nadużycie / złamanie boskiego prawa wolnej woli.
I tu dochodzimy do sedna, którego współczesny system panicznie się boi
Wszystkie te przekazy mówią, że największym zagrożeniem nie jest kataklizm, lecz człowiek, który stracił kontakt z prawdą i duchem, a jednocześnie dostał ogromne możliwości. Technologię, energię, potężną broń, informację. Ale bez mądrości, bez pokory, bez żadnych granic – „róbta co chceta.” To dlatego stare kultury tak bardzo podkreślały odpowiedzialność jednostki, bo wiedziały, że kiedy system się wali, nie ratuje go biurokratyczna machina ani „krawaciarze” z miliardami na koncie, tylko świadomi ludzie. Tacy, którzy nie oddali myślenia telewizorowi czy Netflixowi, nie sprzedali duszy za wygodę i nie pomylili postępu z szaleńczym pędem donikąd, lub wręcz w pędem w przepaść.
Ten moment nie jest gdzieś w przyszłości, on jest teraz, to się już teraz dzieje! Wszystkie zegary biją w jednym rytmie: Hopi, Majowie, Wedy i Apokalipsa nie „przewidziały” XXI wieku. One opisały uniwersalny mechanizm degeneracji i głupoty, który właśnie realizuje się na naszych oczach. I dlatego to nie powinien być czas strachu, lecz czas opowiedzenia się po stronie prawdy, duchowości i świadomości. Bo świat nie kończy się wtedy, gdy jakieś państwo, imperium czy cywilizacja się rozpada. Świat kończy się wtedy, gdy nikt już nie rozumie, po co i dlaczego. A na to dawne ludy i kultury miały jedną odpowiedź: przypomnij sobie, kim naprawdę jesteś, zanim zrobi to za Ciebie „but na mordę” historii.
A Ty? Kim naprawdę jesteś? [ Źródło i więcej ]


Komentarze
Pokaż komentarze (1)