Oficjalnie Jedna Rosja, na której czele stoi były prezydent Dmitrij Miedwiediew, uzyskała 57,83 proc. głosów. Przełożyło się to na 355 z 450 miejsc w Dumie Państwowej, a więc większość konstytucyjną. Kolejne miejsca zajęły Komunistyczna Partia Federacji Rosyjskiej (KPRF), nacjonalistyczna
Liberalno-Demokratyczna Partia Rosji (LDPR), Nowi Ludzie oraz Sprawiedliwa Rosja. Frekwencja (według Centralnej Komisji Wyborczej) wyniosła ponad 59% i była najwyższa od wyborów z 2011 roku.
W systemie demokratycznym taki rezultat można byłoby odczytywać jako przejaw niezwykle szerokiego społecznego poparcia dla dotychczasowego kursu władz. Problem w tym, że rosyjskie wybory parlamentarne w 2026 roku odbywały się w warunkach daleko odbiegających od swobodnej konkurencji politycznej. Co więcej, niezależne analizy wskazują, że osiągnięcie oficjalnego rezultatu mogło wymagać manipulacji na znaczną skalę.
Już sama frekwencja budzi poważne wątpliwości. Podczas gdy oficjalnie do urn miało pójść niemal 60% uprawnionych, niezależni analitycy szacują rzeczywisty poziom uczestnictwa na około 40%. Różnicę tłumaczą m.in. szerokim wykorzystaniem tzw. zasobów administracyjnych - mobilizowaniem pracowników sektora publicznego, a także dosypywaniem kart wyborczych oraz zawyżaniem danych dotyczących frekwencji. Ekspert wyborczy Roman Udot ocenił, że możliwości aparatu administracyjnego zostały tym razem wykorzystane niemal do granic. Nie był to jednak jedyny „cud nad urną”, którego dopatrzyli się analitycy. Według analiz „Nowej Gaziety Europa” i „Ważnyje istorii”, wykorzystujących metodę statystyczną Siergieja Szpilkina, wynik Jednej Rosji w głosowaniu na listy partyjne bez manipulacji mógł wynosić około 34-35 proc., a nie niemal 58 proc. „Ważnyje istorii” oszacowały ponadto, że spośród około 30 mln papierowych głosów przypisanych Jednej Rosji nawet 18 mln mogło być rezultatem fałszerstw.
Do tych liczb trzeba jednak podchodzić ostrożnie. Metoda Szpilkina pozwala wykrywać anomalie poprzez analizę zależności między frekwencją a poparciem dla poszczególnych partii. Gdy wraz ze wzrostem frekwencji gwałtownie rośnie wynik jednego ugrupowania, rozkład zaczyna tworzyć charakterystyczny „ogon komety”. Metoda ma jednak ograniczenia: nie wykrywa wszystkich rodzajów manipulacji, a jej skuteczność zależy m.in. od istnienia odpowiednio dużej liczby komisji, w których głosy policzono prawidłowo. Dlatego 34-35 proc. należy traktować jako oszacowanie, a nie możliwy do jednoznacznego ustalenia „rzeczywisty wynik” wyborów.
Skalę anomalii dobrze pokazują wyniki poszczególnych komisji. Na Kamczatce Irina Jarowaja (kandydatka Jednej Rosji) otrzymała po 97% głosów w dwóch sąsiadujących lokalach wyborczych. W Derbencie w aż 45 komisjach wynik Jednej Rosji mieścił się w niezwykle wąskim przedziale od 93,84 do 95,03 proc. W Krasnodarze komisja informowała z kolei o około 500 osobach głosujących przedterminowo, mimo że na listach miało figurować ich zaledwie 50.
Osobnym problemem pozostaje zdalne głosowanie elektroniczne. Niezależni eksperci nie uwzględnili jego wyników w części analiz statystycznych, ponieważ system nie daje możliwości niezależnej weryfikacji procesu oddawania i liczenia głosów. W praktyce oznacza to powstanie kolejnego obszaru procesu wyborczego, którego prawidłowość jest znacznie trudniejsza do skontrolowania niż w przypadku tradycyjnego głosowania papierowego.
Jeszcze bardziej osobliwy epizod wydarzył się jednak podczas liczenia głosów oddanych na Sprawiedliwą Rosję Siergieja Mironowa. Po przeliczeniu 96% wyników partia wciąż znajdowała się poniżej pięcioprocentowego progu wyborczego. Po przeliczeniu 97,5 proc. głosów sytuacja nagle się odwróciła. W ciągu jednej godziny ugrupowaniu przybyło około 67 tys. głosów i ostatecznie znalazło się ponad progiem. Analityk Boris Owczinnikow zwraca przy tym uwagę na paradoks: jego zdaniem Sprawiedliwa Rosja prawdopodobnie przekroczyłaby próg przy uczciwym liczeniu, lecz część jej głosów mogła wcześniej zostać przypisana Jednej Rosji. Gdy pojawiło się ryzyko wypadnięcia jednej z partii „systemowej opozycji” z Dumy, jej wynik miał zostać skorygowany w przeciwną stronę.
Interesującego punktu odniesienia dostarczają komisje zagraniczne. Nie można oczywiście traktować rosyjskich emigrantów jako reprezentatywnej próby całego społeczeństwa, jednak głosowanie poza granicami kraju jest zwykle mniej podatne na część mechanizmów stosowanych wewnątrz Rosji. Jedna Rosja przegrała w 40 ze 152 państw, w których przeprowadzono głosowanie. W 39 z tych 40 krajów pierwsze miejsce zajęli Nowi Ludzie. Szczególnie słabo partia władzy radziła sobie w państwach będących ważnymi ośrodkami rosyjskiej emigracji antywojennej.
Znaczenie wyniku Nowych Ludzi zwiększa wcześniejsze wyeliminowanie z wyborów Jabłoka - jedynej zarejestrowanej rosyjskiej partii otwarcie sprzeciwiającej się wojnie przeciwko Ukrainie. W sierpniu Sąd Najwyższy anulował rejestrację federalnej listy ugrupowania. Formalne podstawy decyzji obejmowały m.in. kwestie związane z finansowaniem kampanii, publikacjami w serwisach społecznościowych ograniczonych w Rosji oraz zarzutami naruszenia praw autorskich. Jabłoko uznało te argumenty za pretekst polityczny i odwołało się od tej decyzji. Bezskutecznie.
Sama możliwość manipulowania liczeniem głosów jest zresztą dopiero ostatnim etapem procesu. Wynik wyborów można kształtować znacznie wcześniej - poprzez ograniczanie liczby kandydatów, eliminowanie części ugrupowań z rywalizacji czy pozbawianie opozycji możliwości prowadzenia konkurencyjnej kampanii. Z tego powodu nawet prawidłowe policzenie wszystkich oddanych głosów nie wystarczyłoby, aby wybory uznać za w pełni konkurencyjne. Właśnie ten kontekst jest kluczowy dla interpretacji oficjalnych 58% poparcia dla Jednej Rosji. Wynik nie pozwala stwierdzić, że podobny odsetek Rosjan rzeczywiście popiera partię władzy. Nie oznacza to jednak, że wybory nie mówią nam niczego o kondycji rosyjskiego systemu politycznego.
Wręcz przeciwnie. Można je rozpatrywać jako demonstrację sprawności aparatu państwowego w utrzymywaniu istniejącej konfiguracji politycznej. Wybory nie doprowadziły do istotnego przetasowania w układzie partii systemowych: Jedna Rosja zachowała dominację, a pozostałe ugrupowania funkcjonujące w ramach systemu ponownie znalazły się w Dumie. Oficjalny rezultat daje przy tym partii władzy rekordowe 355 mandatów i możliwość samodzielnego przeprowadzania zmian konstytucyjnych.
Dlatego rosyjskie wybory parlamentarne coraz trudniej analizować wyłącznie jako mechanizm przekładania preferencji obywateli na skład władzy ustawodawczej. Są również elementem rytuału politycznego, w którym znaczenie ma nie tylko to, kto oficjalnie wygrywa, lecz także zdolność państwa do kontrolowania kandydatur, mobilizacji wyborców, procesu głosowania, liczenia głosów i ostatecznego składu parlamentu. I być może właśnie to jest najważniejszą informacją płynącą z wyborów 2026 roku…


Komentarze
Pokaż komentarze (3)