Swój program, jak już pisałem w cz.2, oparł Orban na pięciu wartościach: praca, rodzina, dom, zdrowie i porządek. Program prosty, ale rozwiązania interesujące.
Wiadomo powszechnie, że stopa zatrudnienia na Węgrzech należy do najniższych w Europie i wynosi ok. 55%, co oznacza, że bezrobocie jest bardzo wysokie. Co prawda oficjalnie zarejestrowanych jest 11% bezrobotnych, ale jest cała rzesza niezarejestrowanych i zatrudnionych na czarno. Rząd Orbana zaproponował rozwiązanie oparte na korzystnej wymianie obu stron relacji państwo - obywatel. Świadczenia wg. propozycji obecnego rządu otrzymywałby ten, co daje coś w zamian - n.p. świadczenia dla bezrobotnych zmniejsza się z 9 miesięcy do 3 miesięcy, ale otrzymanie jest uwarunkowane tym, czy bezrobotny przyjmie prace publiczne. Podobnie z zasiłkiem rodzinnym na uczące sie dzieci - otrzymają je ci, których dzieci regularnie uczestniczą w zajęciach szkolnych. Ten drugi przykład ma także korzystnie wpłynąć na relacje interpersonalne w rodzinie i obliguje rodziców do zainteresowania się tym, co robią ich dzieci. Orban przeciwstawia się wychowywaniu mlodzieży przez różnych guru w rodaju " Róbta co chceta". Uprzywilejowanie rodziny bierze sie stąd, że przyrost naturalny jest niski i Węgrom grozi katastrofalny spadek liczby ludności z 10 mln do 8 mln w ciągu dwóch najbliższych dziesięcioleci.Po drugie, Fidesz i Orban wierzą w to, że porządek społeczny ma swój początek w rodzinie.
U progu kadencji rząd Orbana zapowiedział, że kraj potrzebuje szeregu reform i rewolucyjnych zmian. Przede wszystkim, o czym pisdałem w cz.1, Orban poddał krytyce " porozumienie elit z komunistami" z 1989 roku i odejście od niekorzystnych dla Węgrów zapisów tego porozumienia. Ale najwiekszą wrzawę wywołały przyjęte jesienią nowe ustawy, szczególnie ustawa medialna.Wzbudziła ona wśród dziennikarzy, szczególnie o korzeniach lewicowych, niesamowitą wrzawę, nawet poza Węgrami. Zarzucano jej nakładanie kagańca na " wolnośc słowa", gdy tymczasem nakłada ona odpowiedzialność za słowo. Wydaje się, że GW ze swoją tendencją do narzucania poprawnego kierunku myślenia i w wielu przypadkach nieuzasadnionymi oskarżeniami rzucanych na nielubianych polityków miałaby duże klopoty. A na pewno mieliby kłopoty tacy ludzie jak Czuchnowski, Kublik i im podobni. Mnie n.p. odpowiada przyjęcie rozwiązania, które nakłada na media odpowiedzialnośc za słowo. Nie można rzucać pomówień bezkarnie. Nie wzbudziła takich kontrowersji ustawa o podwójnym obywatelstwie. Ograniczono uprawnienia Trybunału Konstytucyjnego w kwestiach gospodarczych. A w kwietniu br. parlament węgirski przyjął nową Konstytucję, która wejdzie w życie od 1.01.2012 roku. Jednym z podstawowych zamierzeń rządu Orbana jest koniecznośc zaprowadzenia porządku w strefie bezpieczeństwa publicznego, jako że na Węgrzech liberalizm pomylono z rozpasaniem i bezkarnością oraz swawolą. Czy nie przypomina to sytuacji w Polsce, gdy skazuje się emerytów za zebranie wiązki drewna z lasu na dotkliwą dla nich karę, a jednocześnie bezkarny pozostaje Sobiesiak, mimo, że wyciął bez zgody 2 km lasu. Otrzymuje karę, którą koledzy posłowie swoimi dojściami obniżają. Rezulatatem swowoli i wybiórczego traktowania prawa przez lewicę i liberałów na Węgrzech / ale taka sama sytuacja jest w Polsce/ jest wzrost przestępstw urzędniczych / bezkarne nękanie rodzimych przedsiębiorców /, uchylanie się od płacenia podatków, do przestępstw pospolitych itp.
Jak atakuje lewicowa i liberalna prasa Orbana? Wystarczy siegnąć do GW, aby dowiedzieć się o.....upadku demokracji na Wegrzech. Ale mówienie o końcu demokracji na Wegrzech jest efektem goryczy przegranych, którzy dziś znajdują się w rosypce. Co prawda, Sojuszowi Wolnych Demokratów oraz Wegierskiej Partii Socjalistycznej udało się wywołać światową sensację wokół ustawy medialnej, która jako żywo/ to wywołanie sensacji/ przypomina wezwanie na pomoc wojsk sowieckich w 1956 roku. Ale gdy światowa opinia publiczna poznała zapisy ustawy, odstąpiła / poza GW / od kontestowania " upadku demokracji na Wegrzech". Prasa lewicowa na Węgrzech eskaluje nienawiść do rządu Orbana / skąd my to znamy? /. Przykładem może być tu sprawa austriackiego dziennikarza pochodzenia węgierskiego Paula Lendvai, który przez lata sympatyzował z komunistami na zachodzie, ale z własnej woli, bo nikt go nie zmuszał był współpracownikiem reżimu Kadara. Tygodnik polityczny "Hetivalasz" ujawnił jego dokumenty i na dziennikarskich donosicieli padł blady strach. Oh, marzy mi się, że dowiem sie o naszych, rodzimych tuzach " moralności dziennikarskiej" i ich osiągnięciach na polu donosów. Póki co musimy godzić się z tym, że są w Polsce obywatele drugiej kategorii, których zapędza się do przyjmowania na siebie win rzeczywistych lub urojonych i dość liczna kasta " bezkarnych", którzy plują na nas.
Kluczowym problemem Węgier jest dziś nie to, czy Węgry pozostaną krajem demokratycznym wg. wyobrażenia lewicy europejskiej, ale to, czy wyjdą z kryzysu finansowego, co pomogłoby w budowaniu jedności narodowej i usprawni proces zarządzania na wszystkich szczeblach.
Jak widać, nie taki Orban straszny, jak go lewica maluje.


Komentarze
Pokaż komentarze