Tak naprawdę do dziś nie znamy powodów, dla których Czesław Miłosz postanowił opuścić stanowisko atache kulturalnego ambasady PRL w Londynie. Czy powodem była okupacyjna przeszłośc poety? Trzeba bowiem pamiętać, że podczas okupacji niemieckiej Miłosz przyjął obywatelstwo litewskie, które z racji związków Litwinów / szaulisi/ z Niemcami dawały duże korzyści podczas okupacji. Niemniej, w lutym 1951 roku zapukał do drzwi siedziby emigracyjnej "Kultury" w Maisons - Laffitte pod Paryżem. Poprosił redaktora naczelnego i szefa "Kultury" Jerzego Giedroycia o schronienie bowiem bał się tak bardzo o swoje bezpieczeństwo, że....nie zabrał swoich rzeczy osobistych. Wiedział, że może liczyć na pomoc Giedroycia, bo w Londynie uważano go za sługusa czerwonych. Trzeba także jasno powiedzieć, że "sprawa Miłosza" na długie lata poróżniła ośrodki emigracyjne w Londynie i Paryżu.
Londyńscy emigranci byli zdecydowanie przeciwni jakiejkolwiek współpracy z władzami PRL, ośrodek paryski był natomiast otwarty na kontakty z ludźmi zza żelaznej kurtyny. Sergiusz Piasecki wymyślał Miloszowi w londyńskich "Wiadomościach" od zdrajców i " Bierutowych dyplomatów". Wypominano Miłoszowi wierną służbe komunistom przeciwko Ojczyźnie w sowieckich ekspozyturach. Życzliwy Miłoszowi Giedroyć mówił, że wydany w 1945 roku tom "Ocalenie" jest wystarczająco dobrym powodem, aby udzielić poecie schronienia. Ale po latach wspominał, że jego relacje z Miloszem były chłodne, bowiem mimo udzielonej mu pomocy, Miłosz uważał, że środowisko Giedroycia to " dobrzy faszyści".
Ale i we Francji, wśród liberalnej emigracji dochodzilo do konfliktów z Miłoszem. Nie chciał słyszeć o istnieniu łagrów, uważajac je za kapitalistyczny, propagandowy wymysł. Oddajmy glos Giedroyciowi: " Awantury między Miloszem a nami były stałe. On negował istnienie łagrów, troche z przekory, a trochę dlatego, że nie bardzo w to wierzył. (...) występowały między nami różnicew ocenie Związku Radzieckiego i stalinizmu, do którego on podchodził w sposób bardzo łagodny." Dochodziło do napięć, bowiem Miłosz negował mord katyński, czego nie mógł tolerować Józef Czapski, jeden z nielicznych, który uratował się z tej hekatomby. Ponieważ Milosz był niereformowalnym komunistą i ciagle uważał mord katyński za wymysł, Czapski zagroził, że opuści Maisons-Laffitte.
W maju 1951 roku rząd francuski udzielił azylu politycznego poecie i wtedy pojawiły się głosy w prasie polskiej. Pisał krytyczny wiersz Gałczyński, ale najbardziej wymowny jest histeryczny w treści tekst zamieszczony w "Trybunie Ludu" z 4 listopada 1951 r.przez Antoniego Slonimskiego. Oto fragmenty :" Godzisz w budowę fabryk, uniwersytetów i szpitali, wrogiem jesteś robotników, inteligencji i chłopów. Cieszy cię każde zło, bo to twój żer, bo płatny jesteś, aby je odszukiwać i rozgłaszać. Wrogiem jesteś naszej teraźniejszości, ale co cię przeraża najbardziej, to nasza przyszłość. Wiesz, że wykonanie planu sześcioletniego uczyni z Polski wielki i silny kraj socjalistyczny. Chcesz wojny. Na trupach nowych milionów dzieci, kobiet i mężczyzn opierasz swoje nadzieje(...) Sprzymierzeńcami twoimi są przywrócone do życia upiory hitlerowskie".
Ale w błędzie jest ten, kto pomyśli, że ataki na Poetę w prasie polskiej zmieniły cokolwiek w jego stosunku do komunizmu. Nadal go wychwalał, i to w sposób, który chrakteryzuje prawie fanatycznych zwolenników komunizmu. Obraził znaczną część emigrantów. Swoje " zerwanie z reżimem" nazwał "samobójstwem", a wcześniejszą z nim współpracę nazwał " ironicznym stosunkiem do emigracji" . Napisał: "Na kimś, kto rozumiał dynamikę przemian zachodzących w Polsce, spory kilkuosobowych stronnictw robiły wrażenie bezużytecznej zabawy / ale jak widać, to do nich udał się po pomoc?! / a same postacie tych polityków wyglądały na postacie z wodewilu. (...) ....cieszyłem się, że półfeudalna struktura Polski zostala złamana".
Wychwalał na lewo i na prawo wynagradzanie jakie otrzymywali twórcy, twierdząc, że pisarze Zachodu nie mogą nawet marzyć o takich apanażach. Opowiadał wierutne bzdury, bo nie wspomniał, kto i za co cieszył się takimi wysokimi zarobkami.
Proroczo zabrzmiał wtedy glos Julisza Mieroszewskiego, który wygłaszając opinię o Miloszu powiedział: "Jest to pierwszy inteligent " stamtąd", z którym rozmawiałem. On w gruncie rzeczy jest całkowicie pod wpływem marksizmu i różni go od emigracji fakt, że my w wiekszości rozpatrując sprawę polską, wychodzimy z sytuacji, jaką zostawilismy za sobą w 1939 roku, a on wychodzi z sytuacji obecnej i dlatego jego głównym zainteresowaniem jest sprawa, dlaczego komunizm " nie działa" i co nalezy zrobić i w jakim sensie go zmienić, by " działał". Kiedyś, po uwolnieniu Polski z komunizmu, większość inteligentów będzie tak wygladała i tak myślała jak Miłosz."
Po prostu homo sovieticus. A opinia powyższa wygłoszona została w 1953 roku. I co? Jaką mamy inteligencję?


Komentarze
Pokaż komentarze (6)