Od kilkunastu godzin prawie cały Salon24 opisuje na przemian nędzę i dobrobyt jakie stały się udziałem Polaków w okresie ostatnich 8 lat. Lat w których blisko półtora roku rządy sprawował premier Kaczyński i przez ostatnie sześć lat rząd premiera Tuska. Laurki o fantastycznym dobrobycie, niesamowitym wzroście i niespotykanej dynamice popełnili w kolejności jozefmoneta, grab1 i Stary. Rzeczywiście, podając fantastyczne dane z "tabeli Wimmera" można wykazać że właściwie to jesteśmy na drodze do raju, a ten raj to już tak blisko, że tylko rękę wyciągnąć i już go mamy. Jest Nasz już na zawsze, i choćby gwoździe z nieba leciały to raj jest i będzie. A jedna baba drugiej babie włożyła do torby tysiąc złotych. Taki w Polsce dobrobyt.
Jednak niewdzięczna rzeczywistość od której na lata świetlne oddalone są wspomniane notki skrzeczy coraz głośniej i za cholerę żadne zatyczki i stoppery nie pomagają. Słychać ją jak prawdę z TVN-u przez całą dobę. Skrzeczy psia jucha i co z nią zrobisz? Zapomnieć się nie da, ominąć też. Przyjrzeć się trzeba utrapieniu.
No to popatrzmy. Ponieważ statystyka to według Disraelego trzeci, najgorszy stopień kłamstwa, do tych statystyk z tabeli dodamy trochę najprawdziwszej prawdy czyli rzeczywistości. Tej skrzeczącej całodobowo.
Statystycznie mamy więcej pieniędzy, prawda, przychody w mojej rodzinie ( ja+żona±córka aktualnie studentka na utrzymaniu ) wzrosły aż o 25% w okresie pomiędzy 2006 a 2012 rokiem. Skoro mamy więcej pieniędzy to co logiczne, możemy więcej wydawać na rozpasaną konsumpcję, ewentualnie możemy oszczędzać, bądź inwestować. Pełna dowolność, róbta co chceta wręcz, więc próbujemy robić. Wydajemy, pełne szaleństwo, z wózka w markecie wręcz się wylewa, wzorem premiera kupujemy w portugalskiej sieci dystrybucyjnej dóbr wszelakich znanej z tego, że jej reklamówkę z dumą prezentuje sam jozefmoneta. Tylko zaraz, chleb to w 2006 roku kosztował 1,00 zł a teraz 1,80 zł, mleko też prawie dwa razy tyle, a jabłka to nawet półtora raza więcej, a ta makrela w puszce to była po 3,00 zł a teraz jesto 4,90. Chyba żeby kupić to samo z żywności co sześć lat temu trzeba wydać jakieś 40-50 % więcej pieniędzy. No, ale nie na same jedzenie wydajemy pieniądze, jeden z największych kumpli każdego faceta na świecie Mr Johnny Walker kosztuje ciut mniej co cieszy, jednak z drugiej strony z "przyjaźnią za kasę" radzę uważać i nienadużywać. Zresztą żadna przyjaźń z J Walkerem jeszcze nigdy nie zastąpiła obiadu. Do palenia tytoniu nie namawiam, ale palacze wiedzą, że ceny wzrosły i to ponad 100%
Skoro już jesteśmy w galerii handlowej, to w towarzystwie dwóch kobiet będąc trudno nie odwiedzić sklepów z odzieżą i obuwiem, i tu niestety, i buty i ciuchy droższe. Takie same jak wtedy ale droższe, średnio jakieś 20 do 40% Środki higieny osobistej, kosmetyki, proszki do prania też droższe, różnie zdrożało, ale sądząc po tym co kupuję sobie do golenia, to średnio o 50%
Dość już tego zakupowego szaleństwa, wracamy do domu. Własnie, wracamy z przystankiem na stacji paliw, a ceny na tych stacjach też wzrosły wtedy średnio okolice 4,00 teraz płacę 5,59 - prawie 40 %, OC tez droższe, wizyta w serwisie także. Wymiana opon w punkcie za rogiem wtedy 40,00 dziś 70,00 zł.
Jestem w domu, ten jest ogrzewany gazem. W roku 2006 łączne rachunki za gaz (do ogrzewania plus terma plus kuchnia oczywiście ) wyniosły 3900 zł, rachunki za rok 2012 przekroczyły 6000 złotych. Znów drożej. A podatek od nieruchomości też płacę większy. Dwa razy większy niż w roku 2006. Energia elektryczna też znacznie zdrożała.
Mógłbym tak pisać jeszcze przez godzinę, no ale po co ? Dodam tylko, w roku 2006 byłem w stanie zaoszczędzić jakąś niewielką kwotę, w roku 2012 nie tylko, że nie odłożylem nic, to jeszcze wydałem zysk z posiadanych oszczędności. Nie wynika to z nadmiernie rozpasanej konsumpcji, bo poziom zycia utrzymuje się na mniej więcej identycznym poziomie. Wynika to z faktu, że choć zarabiam więcej, to jednak realnie zarabiam mniej. Dużo mniej. Jeśli kogoś stać na mniej, to się bogaci czy biednieje ?
W casie kiedy pod KPRM stanęlo Białe Miasteczko w "mojej" przychodni na wizytę u ortopedy czekało się dwa tygodnie, obecnie czeka się pięć, do okulisty, do kardiologa czas oczekiwania też się wydłużył.
Gdyby ktoś chciał mieć pełny obraz "dobrobytu" w Polsce to niech sobie wyszpera w danych GUS-u jaki procent osób zatrudnionych zarabia w przedziale do 2500 zł brutto miesięcznie ile w przedziale 2501 - 4000 zł brutto miesięcznie a ile powyżej 4001 zł brutto miesięcznie. Tę samą czynność osoby bardziej wścibskie mogą powtórzyć z danymi o beneficjentach ZUS
ŻYCZĘ WSZYSTKIM ZDROWIA, ZDROWIA I JESZCZE RAZ PIENIĘDZY


Komentarze
Pokaż komentarze (22)